Archiwa tagu: wyprawa

Przygotowania do 21 WPR + rowerem do pracy

Cześć.

Postanowiłem zmienić formę pisania bloga. Odczujecie to na pewno. Każdemu kto pisze bloga z czasem brakuje regularności. Ciężko utrzymywać systematyczność mając mnóstwo pracy na głowie. Jednak powoli idziemy do przodu, a rower nie idzie w zapomnienie.

Zacząłem pracę. Jest to taka praca, która pozwala mi nawiązać kontakty z ludźmi oraz spełniać swoje marzenia. Mimo natłoku pracy, bo trwa ona 5 dni w tygodniu, czas na kilometry się znajduje.

Ostatnio zacząłem jeździć rowerem do pracy. Wczoraj niestety padało i jazda przez las okazała się tragiczna. Jadąc swoją polną drogą nie było aż tak źle. Po wjechaniu na leśny szlak zaczęły się przygody. Jak to w lesie, błoto jest nieodzwierciedlonym aspektem ścieżki. Na dodatek dochodzą kałuże, które zmuszają cię do omijania drogi lub przeprowadzenia roweru. Niestety lasy mają swoje wady jak i zalety.

Dojeżdżając do pracy wybieram jak najkrótszą drogę. Ostatnio nagle zachciało mi się spać. Choć pracuję od 10.30 do 21.30 to w wyniku wysiłku potrafię spać do max 10. Jak na mnie to zadziwiająco długo.

Przygotowania do WPR

Co to jest WPR? Jest to impreza organizowane przez Gdańską metropolię. Polega ona na przejeździe rowerzystów przez Trójmiasto, kończąc na festynie w Sopocie.

Krótko i na temat mówiąc, w przypadku mnie, jadę od Kartuz w swoim peletonie. Ogólnie peletony są 4. Jeden z Wejherowa, drugi z Tczewa, trzeci z Kartuz( mój ) i czwarty gdański. Peletony łączą się w pewnym miejscu w Gdańsku i razem odbywa się przejazd przez UWAGA ! Najbardziej zakorkowane i ruchliwe ulice Gdańska. To jest wydarzenie ! Przejedziemy środkiem ulicy. Na dodatek tych rowerzystów nie będzie 100 czy 200 ale około 1 tysiąca. Mnóstwo rowerów. Miła atmosfera.

Już teraz zapraszam na 11 czerwca. Jest to niedziela. Każdy peleton wyrusza o swojej godzinie. W przypadku mojego jest to 9.40 wyjazd. Potem dołączą się inne grupki między innymi w Żukowie, Baninie czy Rębiechowie. Oj będzie się działo. Już mówię na wstępie, że zaopatrzyłem się w odpowiedni sprzęt, aby moja kamerka nagrała całe 3 godziny przejazdu. Oczywiście chodzi tutaj o Power Banka.

Jeśli ktoś chciałby pojechać na przejeździe to wystarczy wpisać w wyszukiwarkę 21 wielki przejazd rowerowy w Gdańsku lub na FB wpisać profil ” Rowerowa Metropolia ” i tam będzie zamieszczona informacja co i jak.

Do wielce wyczekiwanego wydarzenia pozostało 4 dni, tylko 4. Z tej okazji trzeba zadbać o nasze pojazdy. Mój niestety będzie brudny w sobotę więc na wielkie czyszczenie będę musiał się wspiąć w niedzielę rano. Myślę, że dam radę.

Jeśli chodzi o dzisiejszy dzień, który jest dniem wolnym od pracy to zmontowałem już film, który będzie przesyłał się dzisiaj w nocy. Na rano powinien być gotowy. Link do niego dostaniecie w następnym wpisie.

Wyregulowałem hamulce. Kwestia hamulców jest bardzo prosta. Jeśli droga hamowania ci się wydłuża czyli naciskasz klamkę od hamulca coraz to mocniej, a siła hamowania jest mniejsza to musisz naciągnąć linkę. Odkręcasz imbusem numer 8, naciągasz linkę ( nie za mocno, nie za słabo ), przykręcasz tak, aby nie zgnieść linki bo wtedy po kilku takich dokręceniach będzie do wyrzucenia, ponieważ się wytrą druciki i się postrzępią, a wtedy linka będzie słabiej trzymać.

To by było na tyle. Jeszcze podeślę ci link do kanału na You Tube jeśli jeszcze do niego nie zajrzałeś albo nie wiedziałeś.

Do zobaczenia w niedzielę. Trzymajcie się !

Rowerem po szlaku 4

Cześć.

Jak widzicie za oknem pogoda nas nie rozpieszcza. Co dopiero zrobiło się ciepło, a znów przyszło ochłodzenia i narzekamy na to, że za zimno. No niestety szybko przyzwyczajamy się do ciepłego. Pamiętam jak była jeszcze zima. Wtedy narzekaliśmy na ujemne temperatury, a jak zrobiło się lekko po wyżej zera to było to dla nas zbawienne ciepło. Człowiek z natury znacznie szybciej aklimatyzuje się z zimnego na ciepło niż na odwrót. Jednak ku mojego zaskoczenia, gdy kończy się zima to później odkładamy nasze zimowe kurtki. Często to właśnie ubiór ma ogromny wpływ na odczuwalną temperaturę.

W mojej kolejne trasie, w której byłem aż tak zimno nie było. Powiem o wiele bardziej optymistycznie. Było 18 stopni. Lekko się chmurzyło. Z początku myślałem, że pada deszcz ale okazało się, że to mini komary, które kąsały mnie podczas jazdy i mimowolnie wpadały na mnie dając odczucie padającego deszczu.

Zanim przejdę do analizy mapy mojej wyprawy powiem o stanie drogi oraz o kilometrach bo to też ważne. Zrobiłem 13 km , średnia prędkość też 13. Stan drogi – las. Przez większość drogi był to leśny szutr, czasem zdarzało się ogromne błoto, które sprawiało, że trzeba było przeprowadzać rower. Również piasek uniemożliwiał kontynuację jazdy na wąskich oponach. Jadąc szlakiem 4 – tym bo takim jechałem musicie przygotować się na chwilę z ciężkimi podjazdami ale też są chwilę, gdzie klniecie na błoto i też są chwilę, gdzie jedziecie po kamieniach i w końcu chwile z pięknymi widokami ( przez cały czas) oraz drogą, gdzie można normalnie przejechać.

Wyjechałem o godzinie 17, wróciłem o godzinie 19. Ogólnie mówiąc ścieżka zaznaczona na mapie ma 13 km ale ja jak to ja, przejechałem 30 jak zresztą mówiłem na filmiku. Jeśli go jeszcze nie oglądaliście to 7 kwietnia 2017 roku będzie on dostępny na moim kanale. Link dla przypomnienia umieszczę na końcu wpisu.

Zdjęcia zrobiłem w googlach tkzw. screeny. I kilka słów objaśnień. Czerwone kółko oznacza miejsca postojów. Żółte kółko oznacza miejsce pomnika, o którym mówiłem w filmie jeśli ktoś chciałbym go zobaczyć. Numeracja rzymska oznacza liczbę porządkową moich postojów. Na zwykłej mapie niestety nie ma w pełni zaznaczonej ścieżki bo nie należy ona do gminnych dróg ale spokojnie, traficie. Na drzewach co około 100 metrów są oznaczenia numerem 4. Raz jest to czerwony kolor, raz czarny, zależy od gustu człowieka, który to oznaczał. Kierujemy się cały czas tym numerem. Praktycznie od początku wjeżdżając w las kartuski nowo wybudowaną ścieżką leśną mamy bardzo dobrze widoczny numer szlaku czyli ścieżki pożarowej.

Co bardzo ważne. Jeśli chcecie zrobić pętle tak jak ja musicie po wyjeździe z lasu i wspinaczce na tą dużą górę, gdzie widziałem zająca skręcić w lewo i kierować się cały czas prosto. Następnym punktem zwrotnym jest skręt za przystankiem autobusowym na lewo. I potem już kierujemy się znakami informacyjnymi na wspomniane Kaliska. W ten sposób zrobicie sobie pętelkę.

Droga jest przeznaczona jak najbardziej dla rowerów górskich, crossowych, trekkingowych. Miejskim raczej nie pojedziesz.

Czas na zdjęcia. Będzie ich sztuk 5. I część mapki, druga, trzecia, czwarta oraz całość. Powodzenia na trasie. Zapraszam do komentowania i odkrywania Kaszub na nowo.

Bardzo ważne ! Jeśli chcesz wesprzeć niepełnosprawne dzieci bawiąc się, spędzając wolny czas , odpoczywając aktywnie i przy okazji robisz tym kilometry to rób to z aplikacją endomondo. Każdy kilometr to pieniądze zebrane na leczenie dzieci chorych na poważne schorzenia.

Będę ogromnie wdzięczny jeśli przekażesz tą informację wyświetloną na czerwono dalej, udostępnisz na fejsie lub innych portalach. Jeśli udostępnisz napisz na blogu w komentarzu ” Udostępniłem endomondo” żebym wiedział komu podziękować. Listę osób, które to udostępnią wymienię z imienia i nazwiska w swoim filmie wyróżniając ich w ten sposób. Poniżej link do kanału. I mapki :

https://goo.gl/photos/GkGngFd1PPcxQBU89

kanał :

https://www.youtube.com/channel/UCjyx0KFHQPdw-52EAfTk3yw

Kontuzje się zdarzają

cześć.

Dzisiaj chciałbym wam opowiedzieć o kontuzjach jakie mogą się przytrafić niemal każdemu. Czy to na rowerze czy podczas biegania czy też podczas zwykłej przebieżki na autobus.

Właśnie jestem już po tygodniowej przerwie związanej z chorobą, a tu znów pech. Doznałem urazu śródstopia lub też kości strzałkowej pod kostką. Jeszcze nie wiem, co to dokładniej jest.

W poniedziałek odbyłem jeden trening. Nacisk był ogromny, ponieważ pobiłem swoją czasówkę aż o 5 minut. Jednak mimo przebiegniętej dalszej odległości i szybszego tempa z początku było dobrze. Nad ranem też obudziłem się w świetnej formie.

Po ubraniu butów do szkoły zaczął się lekki ból w stopie. I gdybym nie szedł dalej wszystko byłoby okej ale do szkoły trzeba było iść. Ból narastał, a ja chodziłem z nim przez całą szkołę.

Myślę, że to wina butów. Były za luźne, a stopa po treningu była troszkę naderwana. W sensie wiązania stawów.

I teraz jest problem bo już kiedyś miałem taki przypadek. Znów tydzień przerwy w treningach. Na prawdę uwielbiam takie przypadki, tym bardziej, że już jestem po tygodniowej przerwie.

Przygotowując się do majowych zawodów czasu jest sporo. Chciałbym się jak najlepiej przygotować i każda przerwa nie jest mi na rękę.

No cóż ale zdrowie ważniejsze i będzie trzeba sobie odpuścić trochę treningów. Zapewne ten jutrzejszy i piątkowy.

Na pocieszenie mam dobrą wiadomość. Drugi odcinek z mojej nowej serii już prawie gotowy. Emisja w sobotę o 20. Pierwszy odcinek miał tyle wyświetleń co zeszłe w rok więc są postępy. Cieszę się, z każdego wyświetlenia, które się pojawi.

O odcinku dokładniej powiem w czwartek. Wtedy też zrelacjonuje plany na najbliższy tydzień. Pozdrawiam.

Wypad rowerowy ! Zimny wiatr i pierwsze wymuszenia !

Cześć

Powtarzam to jak mantre i chyba będę do momentu , gdy zrobi się na prawdę ciepło. Jest coraz cieplej. Czuć różnice między lutym, a marcem.  Pamiętam te mrozy,  które denerwowały każdego.

Dzisiejszego dnia temperatura utrzymywała się na poziomie 4,5 stopni. Na bieganie to pogoda w sam raz jeśli się ciepło ubierzesz.  Na rower troszkę za zimno ale też się da ubrać , by nie zmarznąć.

Korzystając z nie deszczowej pogody postanowiłem wyjechać na godzinny Wypad rowerowy. Okazało się, że przedłużył się do 2 godzin. Wyjechałam z intencją żeby nagrać kolejny odcinek na Youtube.  Na razie montuje pierwszy odcinek. Cała seria będzie puszczona cyklicznie w jakiś dzień.  Ogólnie mówiąc już się dzieje. Będzie to coś innego niż dotychczas.

Tematem drugiego odcinka będzie rowerowy bubel.  W sumie nie wiem czy można go tak nazwać dobitnie ale projektant chyba zapomniał postawić znaki. W przypadku drugiej ścieżki , a właściwie ciągu rowerowo pieszego znowu natrafiamy na sprzeczność znaków. Kto te znaki projektował,  nie wiem ale nieźle to wygląda. Ten bubel akurat nie razi tak w oczy jak rozpoczynająca się ścieżka rowerowa bez znaku i kończy się też bez znaku wysokim zjazdem z krawężnika. Pytanie teraz. Być może ludzie wiedzą,  że czerwone coś to ścieżka rowerowa. Jednak byłem w mieście , gdzie czerwony oznaczał chodnik , a ścieżka była asfaltowa.

Na końcu tej ścieżki , gdzieś 50 metrów przed postawiono znak rozpoczynający ścieżkę . To czemu nie zaprojektował znaków wcześniej. ?

Dzisiaj jechało mi się bardzo dobrze. Mimo zimnego wiatru, który był intensywny wraz z dużą prędkością, udało mi się jechać w miarę spokojnie. Zrobiłem kółko dookoła swojej miejscowości i poleciałem na miasto leśną ścieżką.  Wszystko fajnie gdyby nie leżące na środku drzewo.

W mieście jak w mieście. Przybyło ścieżek rowerowych. Moje miasto się rozwija i jestem z tego bardzo dumny. Rundka po mieście to stała trasa.  Do promenady przez park i do domu. W parku mnóstwo ludzi, zakochanych par. To jedyne miejsce , gdzie można udać się na jakieś spotkanie.

Na promenadzie zaczęło się. Ludzie zamiast iść swoją ścieżką wchodzą na drogę dla rowerów. Nie żeby mi to przeszkadzało ale z prędkości 40 km na godzinę trudno wyhamować na odcinku 5 metrów.

Spotkała mnie też miła sytuacja. Przepusciłem panią na pasach za co bardzo mi podziękowała.  Uprzejmość to podstawa. Wracając do domu zaliczyłem dwa wymuszenia. W jednej sytuacji kierowca samochodu marki x nie zatrzymał się na przyjeździe dla rowerów. W drugiej sytuacji to rondo. Przepisy o ile mi wiadomo mówią, że jadąc na rondzie ścieżką przejeżdżającego rowerzyste musi przepuscić kierowca wjeżdżający na to rondo.

Jest to sporna sytuacja bo nigdy nie wiadomo kiedy ktoś cię przepuści , a kiedy nie. Wcisnij się na chama bo masz pierwszeństwo i kup nowy rower. Lepiej mieć zasadę ograniczonego zaufania. Kierowcy z GKA jeszcze nie są przyzwyczajeni do rowerzystów.  Niektórzy po prostu nie znają pprzepisów.  Dotyczy się to obu stron.

Dzień jak dzien ale fajnie było. Teraz ma być ciepło , a więc środa zapewne bedzie rowerowa.

Pozdrawiam.

Śnieżna przerwa !

Cześć.

Nic nie ma gorszego jeśli chcesz wyjść na dwór,  upierasz się,  a tu pada śnieg. Szczerze wam powiem liczyłem po tych ciepłych dniach na ciągłość w pogodzie. Jednak marzec to miesiąc przeplatanki zimy z latem.

Dziwi mnie tylko sytuacja tych wszystkich ptaków i zwierząt,  które przybyły po długiej wędrówce do Polski. Jak one sobie poradzą w takich warunkach. Być może tydzień dla nich nie zrobi wielkiej rróżnicy.  Pewnie gdyby takie zimno utrzymywało by się przez dłuższy czas to wszystkie ptaki by wyginęły.  Na szczęście chłód ma utrzymać się do czwartku, potem tylko cieplej. Z drugiej zaś strony ciągle ma padać. I najgorsze jest to, że tylko na północnej części.  To takie niesprawiedliwe.

Myśląc nad tym wszystkim zdaję sobie sprawę,  że zbyt dużo oczekuje i za szybko chce mieć to ciepło. Pamiętam okres mrozów,  które utrzymywały się blisko przez 1,5 miesiąca.  Nikt nie narzekał.  Każdy czekał aż to minie. I tym razem nie zamierzam już wyczekiwać wiosny bo tylko się zamotam we własnej głowie.

Priorytetem czyli warunkiem wyjścia na trening będą dwa czynniki. Nie może padać i temperatura minimalna musi być powyżej zera stopni.

Dzisiaj chciałem wkroczyć wielkim susem w drugi etap mojego planu treningowego. 15 minut ciągłego biegu , 3 serie i minuta marszu. Optymistyczne słowa pogodynki dały nadzieję, że zacznę realizować ten plan w środę. Nie ma padać. W końcu.  Na jeden dzień tylko. Doceniam tą chwilę i środę wykorzystam na trening.

Na rower jeszcze nie ma pogody. Zrobiłem pierwszy wyjazd przedsezonowy. Rozpoczęcie sezonu zaplanowałem na 25 marca. Czyli jeszcze około 3 tygodni.

Już powstał zwiastun zapowiadający moją nową jakże kreatywną serię nowego sezonu. Link na końcu wpisu. Forma filmów będzie zupełnie inna. Wszystko za sprawą nowego programu do obrabiania filmów. Plan jest taki aby każda seria miała po 5 odcinków emitowanych co tydzień o pewnej godzinie. Jak w telewizji. W filmikach wprowadze wiele momentów niewiadomych.  Relacje z tras ale też wplecienie mojej roli jako opowiadacza da zgrabną całość.

Jestem kreatywny i na prawdę potrafię wymyślić fajne rzeczy. Pierwszy odcinek pojawi się wraz z rozpoczęciem sezonu. Tym razem mogę już zdradzić,  że pojawią się ciekawe leśne ścieżki.  Pokaże także rozwój mojego miasta jako twórcę ddr.

Na razie zwiastun, na który serdecznie zapraszam. Udostepniajcie,  subskrybujcie kanał,  śledzcie bloga.

Ostatnia wakacyjna wyprawa rowerowa… Tczew City zdobyty !

Czesc

Witam Cie w kolejnym moim wpisie. Zazwyczaj wstepy sa takie same. Pisze jaka byla pogoda i co robila, wspominam o godzinie. Tym razem jest troche inaczej bo ten wstep jest powiazany z moim drugim blogiem, ktorego polecam. Link znajdziecie na koncu tego wpisu.

Jesli czytaliscie tamtego bloga to mialem cos wyjasnic. Otoz wczoraj byl maly antention mojego organizmu. Juz sam tytul mowi o tym, ze cos zdobylem. Zeby cos zdobyc trzeba wysilku.

Bylem tak zmeczony , ze juz na nic nie bylo sily oprocz poinformowania, ze jutro bedzie post.

No ale jeden dzien poslizgu zdarza sie nawet tym najlepszym. I dzisiaj to nadrabiam. A wiec jesli ktos czytal tytul to dowiedzial sie, ze zdobylem Tczew. 

Cos o miescie ? Krotko 

Miasto to lezy nad wisla. Jest to powiat tczewski w wojewodzctwie pomorskim. Do tego celu mialem od siebie z domu rowne 60 km. Wedlug gps czas mojej jazdy mial szacunkowo wygladac w granicach 2,50 min. 

Wstalem o 6.30 rano. Nie bylo mi ciezko wstac. Mialem swiadomosc, ze jest to ostatnia moja wyprawa w te wakacje. Wiadomo, zaczyna sie szkola, a to trwa wiekszosc dnia i czasu nie ma. W weekend praca wiec takze odpada.

U niektorych sezon rowerowy konczy sie w pazdzierniku, listopadzie. U mnie skonczy sie we wrzesniu. Nie oznacza to, ze porzuce rower na ten miesiac dwa. Skoncze sezon jak inni. Tylko od wrzesnia jezdzic bede mniejsze ilosci kilometrow. Max 30.

Wyjechalem o godzinie 8. I co ze soba zabralem bo to dla niektorych wazne :

- aparat, telefon, kamera, ladowarka, baterie, gps bezprzewodowy.

- bluze bo bylo cieplo, kamizelke odblaskowa, kask

- z jedzenia i picia to 2l soku. A z jedzenia to gruszke i jablko by nie obciazac plecaka.

Potem gdy bylem glodny i spragniony kupowalem wszystko w sklepie po drodze. Jednak mi wystarczylo to na 60 km do miejsca docelowego.

Pierwsze 15 km zrobilem w godzine. I juz wtedy oszacowalem, ze moj czas bedzie okolo 4h. Zakladalem sobie plan awaryjny, ze musze byc w Tczewie o 13. Bylem o 11.50.

Po zrobieniu 30 kilometrow i dojechaniu do gminy ostrozki zrobilem sobie nieco przerwy. Popatrzalem przy okazji jak buduja obwodnice metropolitalna naszego regionu. 

Pojechalem dalej na Wojanowo i o dziwo bylo dalej z gorki. Jechalem ladna lesna droga, troche asfaltu. Jechalo sie znakomicie.

Rusocinie wjechalem na asfalt. Po drodze moj gps Knapik pokierowal mnie w pole gdzie nie bylo drogi. Jednak Halina, moj drugi przewodnik pokierowal mnie mowiac „ dalej prosto „. 

Az do samego Tczewa jechalem te 15 km z gory w dol, do gory, w dol. Pierwsze oznaki zmeczenia daly sie we znaki.

wreszcie dojezdzajac do celu przejechalem sie drogami Tczewa wzdluz wisly, troche po miescie. Jezdzilem tak ze 2 godziny.

Zglodnialem. Biedronka wykarmila mnie za 10 zl.

3 bulki, 4 wafelki, napoj 2l , chipsy i landrynki. 

Po odpoczynku zrobilem pamiatkowe zdjecie i wyruszylem do domu. I znowu 60 km.

Tym razem nie bylo juz tak wesolo. Jak do bylo z gory to i powrot do gory. Najdziwniejsze bylo to, ze moj rower jechal coraz to wolniej. Po 15 km zrobilem pierwszy odpoczynek. Kolejne 15 bylo mordercza walka pod gore, ktora zjezdzalem nieco wczesniej. Jednak na 30 km zauwazylem, ze warto bylo o to walczyc.

Moj pierwszy 1000 km w zyciu. I jazda pod gore i szczyt byl taka nagroda w postaci tego 1000 kilometra. Nie bylo latwo ale dalo rade.

Jesli chodzi o postoje to robilem je w miare krotkie by cos zjesc, napic sie i do przodu. Ostatnie 15 km bylo juz latwiejsze. Wielki zjazd z mega pagorka dal mi satysfakcje, ze to juz dom, ze sie udalo. Kolejne wyzwanie na moim koncie. Kolejne pokonanie swoich slabosci i strachu.

Byla to ostatnia i bardzo nie zwykla podroz w te wakacje. I teraz moge smialo powiedziec, ze warto bylo i warto stawiac sobie samemu cele.

Zakladalem, ze jak bede bardzo zmeczony to pojade pociagiem ale byloby to po prostu zalosne bo nie taki byl cel.

Dojezdzajac do celu wypilem ostatnie krople napoju i widzac dom odczulem radosc, ze sie udalo. Dalem rade. Lacznie zrobilem 124 km.

Dzis swietuje dwa sukcesy. Udany sezon i 1000 kilometr. 

Pogoda dopisala wysmienita, a lesne krajobrazy wprawialy w zachwyt. Szczegolnie jak jedziesz gdzies pierwszy raz i odkrywasz nowe nieznane miejsca. Wtedy nogi ida same, a rower tylko jedzie. Jadac samemu nadawalem sobie wlasne tempo wedlug wlasnego zmeczenia. Chcialem szybciej to szybciej, chcialem zwolnic to zwolnilem. jak sily pozwalaly. 

Mysle, ze to jest wielka zaleta jazdy samemu.

Tczew zdobyty. 1000 zdobyty. :)

W poniedzialek jade na pozegnanie wakacji do Gdanska. A z tej wyprawy zmontuje fajny filmik, ktory pokaze w czesciach.

Zapraszam do komentowania i podzielcie sie waszymi przygodami z rowerem i nie tylko, ze sportem ogolnie.

Link do drugiego bloga : www.gryfek.crazylife.pl

Pozdrawiam i do zobaczenia we wtorek o 22.

Niespodziewany kłopot

Siemka.

Krótki chciałbym opisać powód mojej aż tygodniowej nieobecności z filmami oraz na blogu. Było to spowodowane brakiem internetu. Niestety zdarza się i tak, że trzeba pracować, a to także wpływa na brak czasu.

Aż 4 dni pod rząd w pracy. Cieszył fakt, że weekend był wolny ale brak internetu sprawił, że nie mogłem dodać ani wpisu ani filmu. Jednak teraz wszystko się już wgrywa i jest okej.

Więc czas powrócić do tej Wieżycy. Tydzień temu dokładnie o godzinie 7 wyruszyłem na 20 kilometrową trasę na szczyt. Skoro jadę na jakąś górkę to niestety musi być stromo i musi być ciężko. Do momentu Ostrzyc było nawet nieźle. Powodem moich utrudnień był silny wiatr, który dał się we znaki. Pod górkę bardzo wolno, z górki WOLNO. Wszędzie WOLNO. Irytuje jazda pod wiatr i też nikomu nie życzę takiej jazdy. Niektórzy mówią i radzą : nigdy nie jedź pod wiatr. No ale jeśli twoja trasa tak prowadzi to nie masz dojechać do celu bo wiatr? nie masz wrócić do domu bo wiatr? Jest to przeciwność losu do pokonania, która co jak co ale irytuje. Da się jednak to przeżyć.

Od momentu Ostrzyc zaczynało się cały czas pod górkę. Podjechałem sobie do koszałkowa, gdzie był znak Wieżyca ileś tam metrów. Było stromo i potem co mnie zdziwiło było z górki. Jak się potem okazało zabłądziłem. Niestety musiałem znów jechać z górki, a potem pod górkę i potem już na tym właściwym szlaku już cały czas pod górę.

Dojechałem do Szymbarku. Objechałem dookoła w kierunku parkingu na Wieżycę. Po dojechaniu na parking o godzinie 8-9 nie było nikogo. Ja wchodziłem pod górę samemu. I na szczycie także byłem sam, więc z jednej strony był to jakiś komfort.

Atrakcją było zjechanie z górki, pod którą wcześniej prowadziłem. W lesie nie da się jechać trekkiem po korzeniach i jeszcze pod stromości.

Jadąc z powrotem spotkałem grupkę ludzi o skośnych oczach. Jakieś 5-6 osób. Pomyślałem, że dopiero się zaczyna. Tym bardziej, że to było Poniedziałek, a nie Sobota czy Niedziela.

W drodze powrotnej z Wieżycy wstąpiłem do Szymbarku. Kierowałem się drogowskazem na Krzywy Dom. Po dojechaniu na parking płatny bez pobierania opłaty wjechałem na teren.

Wszystko odbywało się spontanicznie więc na chybił trafił kupiłem bilet za 18zł. Tyle akurat posiadałem. I jak już tam wjechałem to zwiedziłem sobie trochę. Film z tego w następnym wpisie. A tutaj link do odcinka 2 jeśli ktoś nie oglądał. Polecam i pozdrawiam.