Archiwa tagu: Sopot

Wycieczka na Westerplatte!

Cześć.

Długo nie wyjeżdżałem na rower z powodu małej ilości wolnego w pracy. Żeby gdzieś pojechać trzeba mieć 2 dni pod rząd. Niestety dopiero teraz mam te dni, które oczywiście wykorzystałem na wyjazd.

Plan był oczywisty. Już dawno nie wyjechałem na długą wycieczkę żeby coś pozwiedzać jak to bywało w zeszłe wakacje. Postanowiłem udać się w rejon, który jest ważny historycznie dla Polski. Na Westerplatte.

Niby nic trudnego ale wjazd rowerem to coś ekstremalnego. Niby rowerem nigdzie nie da się wjechać ale przecież rowerem nie jeździ się bez celu. Do zwykłego kamienia z byle jakim napisem, byleby mieć cel, wsiąść na dwa kółka i ruszyć.

Wyjechałem o 5 rano. Przerwy na sen było tylko 5 godzin. Niby mało ale dla takiej determinacji to nic trudnego. W telewizji zapowiadali burzę, której oczywiście nie było.

Z mojej miejscowości udałem się pociągiem na lotnisko. Tam, ścieżką rowerową pojechałem w stronę centrum. Potem na Wrzeszcz. Odbiłem na prawo na Główny. Dokładna analiza mapy będzie wraz z powstającym filmem. Nie mogło go zabraknąć.

Bardzo podoba mi się komunikacyjne połączenie za pomocą ścieżki lotniska z centrum miasta. Nie musisz się o nic martwić i jedziesz jak droga cię prowadzi i wiesz, że dotarcie do celu jest pewne.

Jadąc, po drodze mijałem mnóstwo zabytków, starych kościołów. Stare uliczki robiły na prawdę wielkie wrażenie. W Gdańsku do Westerplatte dojechałem ścieżką rowerową, co pozytywnie mnie zaskoczyło.

Będąc na miejscu odkryłem muzeum w plenerze, zrobiłem zdjęcie z pomnikiem, wjechałem na samą górę i przejechałem się po miejscowym parku.

Bardzo pozytywnie wspominam wczorajszy wyjazd po długim czasie. Mam ogromny sentyment do jazdy rowerem po mieście. W dzień pracujący miałem wrażenie, że jadę w sobotę. Tylu było rowerzystów.

Moda na rower robi się coraz większa. Nawet w swojej okolicy zauważam ich coraz więcej. Więcej ludzi biega, uprawia jakikolwiek sport.

Chyba że… byli oni wszyscy wcześniej ale ja ich nie dostrzegłem.

„Pomimo pracy każdy ma jakąś chwilę na to, co lubi. Jeśli  nie znajduję jej to znaczy, że w ogóle tego nie lubi ”

Film z wyjazdu myślę, że będzie w tym tygodniu. Pierw muszę nadrobić zaległości i wstawić poprzedni film.

Pozdrawiam.

Film z Wielkiego Przejazdu Rowerowego

Hej.

Korzystając z wolnego postanowiłem na szybko zmontować film z przejazdu, o którym pisałem nieco wcześniej. Minęło od niedzieli 3 dni, a dla mnie to wydarzenie było jednym z ważniejszych w życiu. Było to po części spełnienie marzeń bo od dawna marzyłem, aby jeździć w różnego rodzaju przejazdach i peletonach. Lubię duży ruch i takie wydarzenia są wyjątkowo z dwóch powodów. Po pierwsze patrzy na ciebie publika więc czujesz się bardziej wartościowy niż ci, co patrzą. Drugi powód to miny zdziwionych ludzi, którzy jadą i podziwiają ilość tego wydarzenia.

Jest to niesamowite wydarzenie i niesamowite emocje, które się przeżywa. Powiem tylko, że taki przejazd jest tylko raz w roku i czeka się na niego cały rok.

W zeszłym roku niestety nie mogłem uczestniczyć, ponieważ tego dnia byłem w pracy, a że pracowałem w weekend to nie dało rady się zwolnić. Jednak w tym roku udało się ! Mój pierwszy Wielki przejazd rowerowy. Myślę, że nie ostatni bo mimo natłoku obowiązków i coraz mniejszej ilości czasu, minuty poświęcone na rower zawsze się gdzieś odnajdą.

Oczywiście jadąc w grupie peletonu nie mogło zabraknąć mojego filmu, do którego link znajdziecie poniżej :

Niedawno pojawił się też odcinek 5 mojego bikevloga, na niego także bardzo serdecznie zapraszam. Filmy dopiero się rozwijają więc jakość i audio musicie mi wybaczyć ale staram się żeby to wyglądało perfekcyjnie.

Link do tego odcinka macie poniżej :

To na tyle na dziś z takich informacji. Jeszcze zapraszam do mnie na fejsa. Link poniżej :

https://www.facebook.com/mlodyrowerzysta/

Następna wycieczka rowerowa planowana…. być może wyjadę rano ale nie wiadomo gdzie mnie ten rower poniesie.

Pozdrawiam.

Wielki Przejazd Rowerowy 2017 – Gdańsk

Hej.

Dzisiaj nastał wyjątkowy dzień. Święto roweru. Długo wyczekiwane, niedoczekane bo po raz pierwszy startowałem w takiej imprezie. Właśnie wróciłem do domu i od razu postanowiłem na ” świeżo” podzielić się przemyśleniami oraz wrażeniami po tym zjeździe.

Może zacznijmy od omówienia trasy tak powierzchownie bo nie będę was zanudzał jakie miejscowości mijaliśmy. Wyruszyliśmy z Kartuz o godzinie 9.50. Przemówienie wiceburmistrza przerwała rozpoczynająca się msza w kościele obok, co doprowadziło rowerzystów do lekkiego uśmieszku.

Jadąc do Kartuz nie wyobrażałem sobie takiej ilości cyklistów w moim mieście. Pierwsza moja myśl po przyjechaniu na miejsce zbiórki to ” skąd ich się tyle wzięło „. Już teraz rozumiem dlaczego rower nazywają coraz to popularniejszym środkiem transportu i dlaczego w mieście stawiają na ścieżki rowerowe. Jadąc nie raz w sobotę, czy niedzielę spotykałem pojedynczych rowerzystów ale moje odczucie po zobaczeniu takiej ilości to jedno wielkie ” WOW”.

Zamówiłem sobie wcześniej koszulkę. Kosztowała ona 25 zł i widniał na niej nadruk Wielkiego Przejazdu. Można było wybrać kolor, ja oczywiście wybrałem mój ulubiony czyli niebieski. Dałem jeszcze 2 złote na szprychówkę czyli kartę do losowania. Niestety na losowaniu nagród nie byłem ale 2 złote poszło na rozwój roweru więc nic straconego.

Równo o 9.50 wyjechaliśmy. Co mnie zaskoczyło i już na początku przeszła mi taka myśl : Jak wyminą nas auta skoro w Kartuzach było nas około 200 osób. Okazało się, że eskortowała nas kartuska policja, z przodu i z tyłu. Niezapomniane uczucie jechać ulicą , mijając czerwone światło. Cały ruch wstrzymany był tylko dla rowerzystów i było to ogromne wyróżnienie. Drugi ważny element to wspomniana liczba uczestników, jazda w tej grupie, szum opon i hamulców, dźwięk dzwonków, to wszystko dawało wspaniałe odczucie.

Dojazd do Gdańska był jednym pasem ale jak wjechaliśmy na trój pas to cała ulica była nasza.

Po przyjeździe we wskazane miejsce czekaliśmy na peleton z Gdańska oraz z Tczewa. Jak przyjechali to równo o 13 rozpoczęliśmy Wielki Przejazd Rowerowy. Na myśl mi nie przyszło, że tyle ludzi jeździ na rowerze. Końca nie było widać, a ja byłem jakoś w środku. Tempo było wspaniałe, odczucie wiatru znikome, ponieważ każdy tłumił ten paskudny wiatr, który zawsze nas ogranicza.

Z wielkiego przejazdu będzie film i tam zobaczycie ile było ludzi. Może uda wam się to policzyć. Co jeszcze mnie zaciekawiło to wywrotki i upadki. Jak to w peletonie. Wypadki się zdarzają. Dziewczyna jadąca za mną ciągle hamowała i to ostro ze zrywem. Po kilkunastu takich hamowaniach już nie jadąc za mną walnęła w krawężnik.

Najlepsze zostawiłem na deser. Uśmiechałem się widząc zdenerwowanych kierowców, którzy czekali, aż wszyscy przejadą albo miny zaskoczonych kierowców, że jednak rower istnieje. W końcu to 200 lat tego wspaniałego wynalazku. Trochę to już minęło. Podobno pierwszy raz na rowerze zrobiono 8 kilometrów. Jak na dzisiejsze czasy to jest pikuś. Na tamte czasy był to wielki wyczyn, kiedyś rower był drewniany. Dzisiaj mamy ogromny przeskok do ram aluminiowych i karbowanych. Wielki postęp technologiczny – tak to można ująć.

Przejazd miał na celu pokazanie, że rowerzyści istnieją na drodze. Jadąc ulicą często spotykam się z sytuacją, gdzie ciężarówka albo osobówka nie zachowuje odstępu, wymija na trzeciego albo wyprzedza jeśli jedziemy w przeciwnym kierunku.

Byłem na tym przejeździe pierwszy raz i za rok na pewno też pojadę. A tym czasem chciałbym zaprosić was czytelników na jutro na film bikevlog #5. Już niedługo także blogowy FB, na który również serdecznie zapraszam.

Podsyłam link do You Tube. Jeśli chcesz oglądać moje filmy wystarczy, że przyciśniesz czerwony guzik z nazwą subskrybuj. Każdy komentarz, łapka w górę lub w dół jest motywacją do ulepszania filmów i ich dodawania.

Miłego dzionka. Do następnego i ogień na tłoki.

Dawid.

Przygotowania do 21 WPR + rowerem do pracy

Cześć.

Postanowiłem zmienić formę pisania bloga. Odczujecie to na pewno. Każdemu kto pisze bloga z czasem brakuje regularności. Ciężko utrzymywać systematyczność mając mnóstwo pracy na głowie. Jednak powoli idziemy do przodu, a rower nie idzie w zapomnienie.

Zacząłem pracę. Jest to taka praca, która pozwala mi nawiązać kontakty z ludźmi oraz spełniać swoje marzenia. Mimo natłoku pracy, bo trwa ona 5 dni w tygodniu, czas na kilometry się znajduje.

Ostatnio zacząłem jeździć rowerem do pracy. Wczoraj niestety padało i jazda przez las okazała się tragiczna. Jadąc swoją polną drogą nie było aż tak źle. Po wjechaniu na leśny szlak zaczęły się przygody. Jak to w lesie, błoto jest nieodzwierciedlonym aspektem ścieżki. Na dodatek dochodzą kałuże, które zmuszają cię do omijania drogi lub przeprowadzenia roweru. Niestety lasy mają swoje wady jak i zalety.

Dojeżdżając do pracy wybieram jak najkrótszą drogę. Ostatnio nagle zachciało mi się spać. Choć pracuję od 10.30 do 21.30 to w wyniku wysiłku potrafię spać do max 10. Jak na mnie to zadziwiająco długo.

Przygotowania do WPR

Co to jest WPR? Jest to impreza organizowane przez Gdańską metropolię. Polega ona na przejeździe rowerzystów przez Trójmiasto, kończąc na festynie w Sopocie.

Krótko i na temat mówiąc, w przypadku mnie, jadę od Kartuz w swoim peletonie. Ogólnie peletony są 4. Jeden z Wejherowa, drugi z Tczewa, trzeci z Kartuz( mój ) i czwarty gdański. Peletony łączą się w pewnym miejscu w Gdańsku i razem odbywa się przejazd przez UWAGA ! Najbardziej zakorkowane i ruchliwe ulice Gdańska. To jest wydarzenie ! Przejedziemy środkiem ulicy. Na dodatek tych rowerzystów nie będzie 100 czy 200 ale około 1 tysiąca. Mnóstwo rowerów. Miła atmosfera.

Już teraz zapraszam na 11 czerwca. Jest to niedziela. Każdy peleton wyrusza o swojej godzinie. W przypadku mojego jest to 9.40 wyjazd. Potem dołączą się inne grupki między innymi w Żukowie, Baninie czy Rębiechowie. Oj będzie się działo. Już mówię na wstępie, że zaopatrzyłem się w odpowiedni sprzęt, aby moja kamerka nagrała całe 3 godziny przejazdu. Oczywiście chodzi tutaj o Power Banka.

Jeśli ktoś chciałby pojechać na przejeździe to wystarczy wpisać w wyszukiwarkę 21 wielki przejazd rowerowy w Gdańsku lub na FB wpisać profil ” Rowerowa Metropolia ” i tam będzie zamieszczona informacja co i jak.

Do wielce wyczekiwanego wydarzenia pozostało 4 dni, tylko 4. Z tej okazji trzeba zadbać o nasze pojazdy. Mój niestety będzie brudny w sobotę więc na wielkie czyszczenie będę musiał się wspiąć w niedzielę rano. Myślę, że dam radę.

Jeśli chodzi o dzisiejszy dzień, który jest dniem wolnym od pracy to zmontowałem już film, który będzie przesyłał się dzisiaj w nocy. Na rano powinien być gotowy. Link do niego dostaniecie w następnym wpisie.

Wyregulowałem hamulce. Kwestia hamulców jest bardzo prosta. Jeśli droga hamowania ci się wydłuża czyli naciskasz klamkę od hamulca coraz to mocniej, a siła hamowania jest mniejsza to musisz naciągnąć linkę. Odkręcasz imbusem numer 8, naciągasz linkę ( nie za mocno, nie za słabo ), przykręcasz tak, aby nie zgnieść linki bo wtedy po kilku takich dokręceniach będzie do wyrzucenia, ponieważ się wytrą druciki i się postrzępią, a wtedy linka będzie słabiej trzymać.

To by było na tyle. Jeszcze podeślę ci link do kanału na You Tube jeśli jeszcze do niego nie zajrzałeś albo nie wiedziałeś.

Do zobaczenia w niedzielę. Trzymajcie się !

Kontuzje się zdarzają

cześć.

Dzisiaj chciałbym wam opowiedzieć o kontuzjach jakie mogą się przytrafić niemal każdemu. Czy to na rowerze czy podczas biegania czy też podczas zwykłej przebieżki na autobus.

Właśnie jestem już po tygodniowej przerwie związanej z chorobą, a tu znów pech. Doznałem urazu śródstopia lub też kości strzałkowej pod kostką. Jeszcze nie wiem, co to dokładniej jest.

W poniedziałek odbyłem jeden trening. Nacisk był ogromny, ponieważ pobiłem swoją czasówkę aż o 5 minut. Jednak mimo przebiegniętej dalszej odległości i szybszego tempa z początku było dobrze. Nad ranem też obudziłem się w świetnej formie.

Po ubraniu butów do szkoły zaczął się lekki ból w stopie. I gdybym nie szedł dalej wszystko byłoby okej ale do szkoły trzeba było iść. Ból narastał, a ja chodziłem z nim przez całą szkołę.

Myślę, że to wina butów. Były za luźne, a stopa po treningu była troszkę naderwana. W sensie wiązania stawów.

I teraz jest problem bo już kiedyś miałem taki przypadek. Znów tydzień przerwy w treningach. Na prawdę uwielbiam takie przypadki, tym bardziej, że już jestem po tygodniowej przerwie.

Przygotowując się do majowych zawodów czasu jest sporo. Chciałbym się jak najlepiej przygotować i każda przerwa nie jest mi na rękę.

No cóż ale zdrowie ważniejsze i będzie trzeba sobie odpuścić trochę treningów. Zapewne ten jutrzejszy i piątkowy.

Na pocieszenie mam dobrą wiadomość. Drugi odcinek z mojej nowej serii już prawie gotowy. Emisja w sobotę o 20. Pierwszy odcinek miał tyle wyświetleń co zeszłe w rok więc są postępy. Cieszę się, z każdego wyświetlenia, które się pojawi.

O odcinku dokładniej powiem w czwartek. Wtedy też zrelacjonuje plany na najbliższy tydzień. Pozdrawiam.

Lazurowy księżyc – i bez oświetlenia można śmigać

Dobry Wieczór

Dzisiaj pisze ten wpis z nadzwyczajną energią. Zawsze po treningu na twarzy pojawia się szczery uśmiech. Ci, co siedzą przed telewizorami i tylko narzekają jakie to życie jest bez sensu, życzę im z całego serducha powodzenia. Niech żałują ci, co nie wykonują swoich pasji. Tylko to, co lubimy daje nam poczucie niezwykłej energii.

Kolejny trening za sobą. Dzisiaj był niezwykły dzień. Zacząłem drugą fazę treningów. Opanowałem nową technikę kroku. Ależ dzisiaj się działo. Do tego brak opadów atmosferycznych. Brak wiatru powodował , że nawet temperatura 4 stopnie wydawała się optymalna.

Tak na prawdę to czy będzie nam ciepło czy zimno zależy od naszego ubioru. Może być 15 stopni, a ty wyjedziesz na krótkim rękawku i powiesz, że zimno. To nie pogoda na bieganie bo zimno. Tak samo jak na zimę ubierasz kurtkę i żyjesz,  tak powinna układać nasza motywacja. Z nią po części było ciężko. Jednak teraz już tylko szukam tych dni, w których mogę biegać lub jechać rowerem. Zaczęło mi to sprawiać radość, która jest nie do pisania. Po osiągniętym celu czujesz się tak szczęśliwy. Dałem radę zrobić to o czym większość nawet nie zdążyła pomyśleć.

Dzisiejszy dzień był jeszcze wyjątkowy pod względem oświetlenia.  Zamiast latarki podpisałem umowę z firmą księżyc i dzisiejszego dnia współpraca przebiegała bardzo płynnie.  Super biegać pod blaskiem księżyca, gdzie widzimy lazurowe niebo. Bez latarki widać dosłownie wszystko.

Zauważyłem też,  że coraz więcej ludzi biega,  chodzi z kijkami,  jeździ na rowerze.

Dzisiejszy trening był bardzo ważny , ponieważ zacząłem kluczowy etap. Czas biegu nie zwiększył się o 1 minutę ale o 5. Za to serie zmniejszyły się do 3. Jest to bardziej wydany trening i moim zdaniem mniej się znaczyłem.  Być może dlatego, że zacząłem biegać przez srudstopie.  Przekłada stopę od pięty aż do palców podbijając się.  Wydajniejszy i wygodniejszy sposób.

Kroki w biegach mają ogromną wartość. To tak samo jak siłownia.  Pierw robię ćwiczenia dobrze technicznie i powoli by nauczyć się techniki. Gdy opanuje już technikę i wykonuje ćwiczenia poprawnie mogę zwiększyć intensywność. Źle wykonywane ćwiczenia wpływa na kontuzje itp.

Zatem biegajcie, spacerujcie, cokolwiek wam się tam nasunie. Byleby nie siedzieć przed tv i nie narzekać czemu to życie takie nudne. Jak tu zadbać o formę. Można to opisać w 3 krokach.  Dowiedz się jak to zrobić, zrób, docen każdy etap, który zrobiłeś.  Radość przyjdzie sama.

Zapraszam na mojego you tuba , gdzie mam swoje filmiki.

Pozdrawiam.

Pierwsza wyprawa rowerowa ! Przedsezonowe kilometry!

Cześć.

Sobota w marcu. Pierwszy dzień , w którym było na prawdę ciepło. Porównując to do południa Polski to temperatura nie należała do najwyższych. Już od zeszłego tygodnia wypatrywałem pogodę i sprawdzałem kiedy mogę jechać. Sezon zaplanowany dopiero na koniec marca ale przy takiej pogodzie aż się chce jechać. Z takim nastawieniem też podchodziłem do tego.

Wyjazd rozpocząłem o godzinie 11. Najdłużej trwały przygotowania. Był to trochę inny wyjazd niż zwykle. Zimniej to i więcej ciepłych rzeczy w razie co trzeba zabrać. Do plecaka wpakowałem niezbędne narzedzia, po ostatnim bublu hamulców wziąłem na wszelki wypadek klucz imbus, krzyżak i parę podkładek i śrubek.  Podstawowe narzędzia zawsze bierzcie ze sobą, nigdy nie wiadomo kiedy mogą się przydać. Oprócz narzędzi wpakowałem ciepłą bluze,  wodę i coś do jedzenia.

Wyjechałem około 11.15 . Do lotniska w Gdańsku dojechałem pociągiem, był luz ale powrót okazał się niezłym zamieszaniem. Pełno ludzi jechało i ledwo co zmieściłem rower. Po przybyciu do lotniska zjechałem ścieżką rowerową.  Od tego momentu zaczęła się moja jazda po Gdańsku.  Gdzie byłem i jak to wyglądało dowiecie się już nie długo w filmie. Powstaje bowiem seria nowego sezonu rowerowego. Pierw nagrywam trasy i wraz z rozpoczęciem sezonu wypuszczę tą serie.

Co ciekawego zauważyłem.  Może nie powiem wam o trasie ale o odczuciach. Jeśli chodzi o mnie to jak wsiadłem na rower to pojawił się uśmiech na twarzy. Jeżdżąc po Gdańsku cały czas byłem bardzo szczęśliwy.  Tak z resztą wyglądają ludzie, którzy lubią to, co robią.  Od rana poczułem napływ silnej energii. Jeżdżąc nad morzem zauważyłem,  że mimo niskiej temperatury masa ludzi chodzi po plaży czy po pasie dla turystów.  Z budek wydobywał się zapach smażonych kiełbasek.  W końcu trzeba korzystać z frekwencji turystów. Co mnie zdziwiło to ludzie mieszkający w Sopocie. Nie usmiechniesz się , to pomyślą,  że dziwny. Ludzie w tym mieście , choć małe to posiada niezwykłą energię uprzejmości.

Wracając przez Gdańsk również trafialem na ludzi,którzy i przepuścili na pasach i cofnęli się,  gdy miałem pierwszeństwo. Ciemna strona mocy zawsze będzie. Są też ludzie, którzy staną ci na środku przejazdu dla rowerów i czekają na niewiadomo co, zamiast cofnąć jeśli z tyłu jest miejsce.

Podsumowując ten dzień był bardzo udany. Mam jednak problem z rowerem. Chyba mam luzy w kołach bo w jednym miejscu koło szoruje o hamulce i jest taki jakby zryw,  przerwa i znów zryw.  Jechać idzie normalnie ale zobaczymy co to jest. I wymiana klocków z tyłu hamulca też będzie potrzebna.

Za tydzień jadę do serwisu na przegląd tam wszystko się okaże. I zapomniałem o najważniejszym. Ile dzisiaj było kilometrów. Zrobiłem okrągłą setkę. 100 km w jeden dzień bez przerwy i czułem, że mógłbym jeszcze dalej jechac.  Powiem szczerze, że jazda w mieście różni się od jazdy po ulicy po za nim. W mieście odpoczniemy na światłach,  a po za miastem ciśniemy calutki czas , jest więcej podjazdów i oczywiście większy wiatr i nie zawsze nawierzchnia daje mozliwosci rozwinięcie dużych prędkości. Dzisiaj na ddr rozwinąłem max 35 km /h .

Najszybciej jechalem 47,5 km/h.

To by było na tyle. Już niedługo zwiastun ” trip to Gdańsk”

Pozdrawiam.

Dużo się dzieje

Siemka

Jak w tytule. Ostatniego czasu dzieje się bardzo dużo. A to z powodu oczywistego, jasnego. Podczas mojej nieobecności na blogu zaliczyłem trzy podróże. Ponadto nabyłem już moją przeuroczą kamerkę, którą mogę nagrywać, robić filmy. I w związku z tym dzisiaj specjalnie na blogu opowiem o tych trzech niezwykłych wyprawach.

Trochę o kamerce.

A więc kupiłem ją w niezwykle promocyjnej cenie. Zapłaciłem za nią jedyne 250 zł + 50 zł karta pamięci. Pomyślałem sobie, że karta i tak się przyda, czy to do telefonu czy to do aparatu. Sama kamerka zaskoczyła pozytywnie ale też jest parę wad, o których warto wspomnieć. Na początku z góry powiem, że nie jest to sprzęt do profesjonalnego nagrywania. Jakość HD, Wifi, wejście na USB, HDMI, mała bateryjka, która niestety starcza tylko na 60 minut nagrywania. Jednak zadajmy sobie szczerze pytanie? Kto chce oglądać 60 minut filmu. To też moje oczekiwania zostały w pełni spełnione, ponieważ długość mojego filmu nie będzie przekraczała 30 minut. Z dwóch powodów : łatwiej się to ogląda i przyzwoicie można to obrobić nie zabierając przy tym mnóstwa czasu. O działaniu tego sprzętu mogę wspomnieć tylko tyle, że działa dobrze( dla amatora wystarczająco). Co ważne, jest wodoodporna. Negatywnie zaskoczyło mnie opaska na głowę, którą można sobie założyć jedynie na rękę, a i tak będzie za krótka. No ale jak za taką cenę, przyzwoity sprzęt wart swej ceny.

Powracamy.

A więc idąc dalej i mówiąc o wyprawach odbyłem ich 3. W każdym wypadku wziąłem kamerkę. Pierwsza wyprawa była do Gdańska, poprzez Gdynie i wróciłem sobie wzdłuż morza poprzez Sopot, Jelitkowo, Brzeźno do Wrzeszcza i pociągiem do domu.

Wyjechałem około godziny może 11. Wróciłem koło 18 . Samym rowerem jechałem max 5 godzin. Był to ważny moment w mojej amatorskiej karierze. Pierwszy raz w życiu zrobiłem na raz 90 km. Byłem trochę zmęczony, jednak już na drugi, trzeci dzień wszystko z nogami było dobrze i czułem, że mogę dalej jeździć. Długa trasa wypadła w Piątek, a więc przez Sobotę, Niedzielę i Poniedziałek odpoczywałem. Mówiąc o trasie nagrało mi się tylko 3 minuty, ponieważ na karcie pamięci wyskoczył ERROR. Krótki format załatwił sprawę ale co straciłem to straciłem. Planowałem wrócić do domu o 17, wyszła 18.30 . Troszkę nie według planu ale w planach miałem jechać TYLKO do Gdyni na zlot NATO. ( statki itp.)

Byłem zadowolony z trasy. Uwielbiam jeździć pasem nadmorskim więc było ok.

Poniedziałek.

Mimo, że odpoczywałem to jednak byłem w krótkiej 5km trasie na przegląd mojego roweru. W serwisie powiedzieli mi, że wszystko okej, dokręcili co mieli. Luzy powstały w sterach i w napędzie a dokładniej w pedałach. Swoje uwagi również przedstawiłem. Podczas pedałowania napęd lekko zgrzytał, tak jakby coś szorowało. Odpowiedź była banalna ? Pod mechanizmem od zmiany biegów znajdowała się wystająca naklejka, mówiąca serwisantom o wymiarach czy jakoś tak. Po zdjęciu jej wszystko było OKEJ.

Jeśli czytacie ten wpis to to pytanie kieruje do znawców rowerów. Nie chodzi o to co ile smarować łańcuch bo smaruje się według uznania i użytkowania roweru. Łańcuch daje nam znaki poprzez dźwięk jaki wydaje( piszczenie) . Moje pytanie jest inne . CZYM GO SMAROWAĆ ? Wiem, że smarem ale jakiej firmy ?

Z góry dziękuję za odpowiedź.

Wtorek.

Z wtorku udało mi się nagrać co nie co. Aż 53 minuty wspaniałego filmu. Skróciłem go do 36, dodałem napisy, wszystko jak trzeba. Cały czas pracuje nad kształtem filmu i jak to wszystko ma wyglądać, więc na razie eksperymentuje. Trasa wiodła ode z domu na Złotą Górę ( Brodnica Górna, Pomorskie koło Kartuz). By tam dotrzeć pokonałem 15 km morderczej walki z górką. Potem zjechałem 10 km z tej górki na Ostrzyce co widać na filmie. Nie będę pisał, gdzie jechałem bo widać to na filmie. Powiem o ogólnych odczuciach. Dla amatora, który odkrywa krajobrazy jest to coś fajnego jechać gdzieś gdzie samochodem się nie wjedzie bo za wąsko albo paliwa szkoda. Rowerem dojedziesz wszędzie. Na razie robię trasy do 100 km więc spokojnie odkrywa okoliczne krajobrazy.

I pozostaje środa o której opowiem jak będzie film. Także trzymajcie się i może do zobaczenia na trasie.

Pozdrawiam. Link : https://www.youtube.com/watch?v=MoG4cszMEzA