Archiwa tagu: rower

Wiosna idzie ! Czas szykować się do sezonu + treningi pełną parą!

Cześć.

Dzisiaj pełen energii i wigoru przystępuje do podzielenia się z wami swoimi najnowszymi newsami. Idzie wiosna. W końcu ta upragniona pora. Dzisiaj na termometrach było powyżej 10 stopni na plusie. Wieczorem, gdy szedłem biegać było nieco chłodniej ale i tak ciepło. Termometr wskazywał 6 stopni.

Czas na lżejsze ubranie. Cieplej się robi to i do biegania trzeba mniej warstw. Dzisiaj wziąłem tylko ze sobą ciepłe getry,  spodenki bez dresów, pod spodem bluza i na wierzch wiatrówka przeciwdeszczowa, która jednocześnie jest izotermiczna.

Jak warunki do biegania? Powiedziałbym, że prawie idealne. Po za tym, że ciemno było znakomicie. Bez wiatru i opadów deszczu. Nawierzchnia sucha , taka jaka powinna być. W takich warunkach aż się chce pokonywać kolejne metry. I pewnie też z taką pozytywną energią pisze tego posta. Dzisiaj było na prawdę świetnie.

Co mnie nie zaskoczyło to fakt, że coraz więcej biegaczy na tej mojej trasie. Spotkałem dziś aż 4 pod drogą. Z jednym biegłem równo,  innych zaś mijałem.  To niesamowite,  że coraz więcej ludzi chce dbać o swoją kondycje. Najważniejsze, że każdy biegł swoim równym tempem. Nikt się nie gonił ani nie przyspieszał.  I tak powinno być. Każdy z nas ma inny rodzaj treningu, na konnym etapie jest i ma swoje indywidualne tempo.

Ja jestem zadowolony bo wróciłem do czasów sprzed zimy. Pierwszy trening z czasem 10 minut już mam za sobą k jestem na prawdę z siebie zadowolony. Doceniam każdy udany trening i cieszę się gdy go skończę. Oczywiście mam swój cel, do którego dążę.

Mój czas treningowy się wydłuża,  a mi bieganie sprawia coraz większą frajdę tymbardziej, że jest coraz widniej i już niedługo będę biegał w zupełnie jasnej perspektywie.

Dzisiejszy dzień był bardzo pracowitym. Nie dlatego, że szkoła,  po części przyczyniło się to do napięcia mojego grafiku.  Jak już mówiłem idzie wiosna. Czas na rower. Pierw jednak trzeba go do tego sezonu przygotować.

Od razu po szkole zabrałem się za robotę. Zacząłem od oczyszczenia. To najgorsza i najbardziej złudna robota jaką może wykonywać rowerzysta amator. Niby to takie proste wyczyscić. Pół godzinki szmatą przejechać i gotowe. Są miejsce, na które pół godziny to mało.

Zacząłem czysczenie od łańcucha.  Teoretycznie powinno się go zdjąć , włożyć do butelki, odczekać kilka dnia i na nowo go założyć. Ja jednak nie bawiłam się to i znalazłem swój unikatowy nieco dłuższy sposób.

Wlałem w słoiczek benzyny ekstrakcyjnej. Czyli takiej zwykłej bezołowiowa 95. Pędzlem starannie wwyczyściłem każdy zakamarek jaki był tylko możliwe. Brudu było tyle, że zajęło mi to z 2 godziny.

Rower wyczyszczony.  Teraz pozostało mi tylko wyregulować hamulce. Kłóci nieco się starły.  Nieco ? Do połowy.  Jestem w takim miejscu gdzie już nie stykają się z obreczą.  Co trzeba zrobić ? Kupić nowe ? Wymontować je i na nowo przykręcić tak , aby stykały się z obreczą,  a manetka żeby łapała od razu. Po tych drobnych naprawach można ruszać w drogę.

Planuje wyjazd na sobotę o ile pogoda dopisze. Zobaczymy jak to wyjdzie. Na razie się żegnam.  Komentujcie jak to u was wygląda z przygotowaniem do sezonu.

Pozdrawiam.

Wiosenno zimowa pogoda ! Czysty kaprys deszczu

Cześć.

Dzisiaj aktualnie w tym momencie powinienem kończyć czwartą serię mojego treningu. Niestety nie jestem dziś na dworzu.  Wszystko za sprawą jednego czynnika,  który myślę,  że zna każdy biegacz amator.  Zawodowiec pobiegnie ci nawet przy ulewie. Ma odpowiedni ubior, biega w mieście po chodniku. U mnie jest trochę inaczej.

Gdy przyjdzie ulewa nie da się przejść przez droge.  Chociaż i na to znalazłempatentów. Zmiana butów.  Tylko gdzie chować drugą parę podczas biegania. Przecież nie zostawisz ich koło drogi bo ktoś je weźmie.  Biegać z butami pod ręką też niezbyt dobry pomysł.

Zaletą miasta jest to, że jak biegasz nie jesteś narażony na bloto.  Nawet deszcz ci mniej przeszkadza bo w mieście wiatr nie rozpędzi się do 90 km na godzinę.  Odczucie chłodu z 5 nie spadnie do -4. Chociaż i to da się przeżyć.

Wpadłem na pomysł aby składać buty do plecaka. Nie takiego wielkiego, co byłby uciążliwy tylko takiego mniejszego, elastyczne ramiona, dopasowuje się do ciała. Taki mniej więcej worek do butów jak się w podstawówce nosiło , tyle , że można go nosić na plecach w formie plecaka.

Temperatura. Jak na teraz jest w miarę ciepło. Po prawie miesięcznym mrozie temperatury 2.3 stopnie to raj nosząc kurtkę zimową.

Nie chodzi o to, że jest brak chęci,  choć po części jest to jakaś wymówka bo nie pada aż tak mocno. Ba. Nawet biegałem,  gdy lekko padało.  Tylko, że deszcz w połączeniu z zimnymi wiatrami daje mieszankę,  która niestety nie daje miłych odczuć.

Pamiętam jak jechałem na rowerze w deszczu pod wiatr. Nie dość , że przemoczony to jeszcze wiatr był zimny. Tak to wygląda,  gdy chce iść na trening , a warunki atmosferyczne psują cały dzień.

Jutro ma być lepiej. Swoje w tygodniu trzeba zrobić. 3 dni w tygodniu musi być wykonane nawet jeśli byłoby to dzień po dniu. Zobaczymy jak to wyjdzie jutro.

Jak się da to na pewno dowiecie się w środę.  W weekend planuje wyjazd rowerem do Gdańska ale pierw muszę wyczyscic,  przygotować rower. Zacznę od łańcucha.  Potem zębatki.  Potem dokrecanie hamulców.  Przejade się kilka razy i sru na przegląd do serwisu. Wolę wydać 20 zł , a mieć sprawny rower i wszystko dokrecone jak należy tym bardziej, że rower jest na gwarancji.

Tyle na dzis. Patrzmy w pogodę , a ja na dniach przygotuje sobie pożądną mapę trasy , którą pojade.

 

Miłego wieczoru.

Ostatnia wakacyjna wyprawa rowerowa… Tczew City zdobyty !

Czesc

Witam Cie w kolejnym moim wpisie. Zazwyczaj wstepy sa takie same. Pisze jaka byla pogoda i co robila, wspominam o godzinie. Tym razem jest troche inaczej bo ten wstep jest powiazany z moim drugim blogiem, ktorego polecam. Link znajdziecie na koncu tego wpisu.

Jesli czytaliscie tamtego bloga to mialem cos wyjasnic. Otoz wczoraj byl maly antention mojego organizmu. Juz sam tytul mowi o tym, ze cos zdobylem. Zeby cos zdobyc trzeba wysilku.

Bylem tak zmeczony , ze juz na nic nie bylo sily oprocz poinformowania, ze jutro bedzie post.

No ale jeden dzien poslizgu zdarza sie nawet tym najlepszym. I dzisiaj to nadrabiam. A wiec jesli ktos czytal tytul to dowiedzial sie, ze zdobylem Tczew. 

Cos o miescie ? Krotko 

Miasto to lezy nad wisla. Jest to powiat tczewski w wojewodzctwie pomorskim. Do tego celu mialem od siebie z domu rowne 60 km. Wedlug gps czas mojej jazdy mial szacunkowo wygladac w granicach 2,50 min. 

Wstalem o 6.30 rano. Nie bylo mi ciezko wstac. Mialem swiadomosc, ze jest to ostatnia moja wyprawa w te wakacje. Wiadomo, zaczyna sie szkola, a to trwa wiekszosc dnia i czasu nie ma. W weekend praca wiec takze odpada.

U niektorych sezon rowerowy konczy sie w pazdzierniku, listopadzie. U mnie skonczy sie we wrzesniu. Nie oznacza to, ze porzuce rower na ten miesiac dwa. Skoncze sezon jak inni. Tylko od wrzesnia jezdzic bede mniejsze ilosci kilometrow. Max 30.

Wyjechalem o godzinie 8. I co ze soba zabralem bo to dla niektorych wazne :

- aparat, telefon, kamera, ladowarka, baterie, gps bezprzewodowy.

- bluze bo bylo cieplo, kamizelke odblaskowa, kask

- z jedzenia i picia to 2l soku. A z jedzenia to gruszke i jablko by nie obciazac plecaka.

Potem gdy bylem glodny i spragniony kupowalem wszystko w sklepie po drodze. Jednak mi wystarczylo to na 60 km do miejsca docelowego.

Pierwsze 15 km zrobilem w godzine. I juz wtedy oszacowalem, ze moj czas bedzie okolo 4h. Zakladalem sobie plan awaryjny, ze musze byc w Tczewie o 13. Bylem o 11.50.

Po zrobieniu 30 kilometrow i dojechaniu do gminy ostrozki zrobilem sobie nieco przerwy. Popatrzalem przy okazji jak buduja obwodnice metropolitalna naszego regionu. 

Pojechalem dalej na Wojanowo i o dziwo bylo dalej z gorki. Jechalem ladna lesna droga, troche asfaltu. Jechalo sie znakomicie.

Rusocinie wjechalem na asfalt. Po drodze moj gps Knapik pokierowal mnie w pole gdzie nie bylo drogi. Jednak Halina, moj drugi przewodnik pokierowal mnie mowiac „ dalej prosto „. 

Az do samego Tczewa jechalem te 15 km z gory w dol, do gory, w dol. Pierwsze oznaki zmeczenia daly sie we znaki.

wreszcie dojezdzajac do celu przejechalem sie drogami Tczewa wzdluz wisly, troche po miescie. Jezdzilem tak ze 2 godziny.

Zglodnialem. Biedronka wykarmila mnie za 10 zl.

3 bulki, 4 wafelki, napoj 2l , chipsy i landrynki. 

Po odpoczynku zrobilem pamiatkowe zdjecie i wyruszylem do domu. I znowu 60 km.

Tym razem nie bylo juz tak wesolo. Jak do bylo z gory to i powrot do gory. Najdziwniejsze bylo to, ze moj rower jechal coraz to wolniej. Po 15 km zrobilem pierwszy odpoczynek. Kolejne 15 bylo mordercza walka pod gore, ktora zjezdzalem nieco wczesniej. Jednak na 30 km zauwazylem, ze warto bylo o to walczyc.

Moj pierwszy 1000 km w zyciu. I jazda pod gore i szczyt byl taka nagroda w postaci tego 1000 kilometra. Nie bylo latwo ale dalo rade.

Jesli chodzi o postoje to robilem je w miare krotkie by cos zjesc, napic sie i do przodu. Ostatnie 15 km bylo juz latwiejsze. Wielki zjazd z mega pagorka dal mi satysfakcje, ze to juz dom, ze sie udalo. Kolejne wyzwanie na moim koncie. Kolejne pokonanie swoich slabosci i strachu.

Byla to ostatnia i bardzo nie zwykla podroz w te wakacje. I teraz moge smialo powiedziec, ze warto bylo i warto stawiac sobie samemu cele.

Zakladalem, ze jak bede bardzo zmeczony to pojade pociagiem ale byloby to po prostu zalosne bo nie taki byl cel.

Dojezdzajac do celu wypilem ostatnie krople napoju i widzac dom odczulem radosc, ze sie udalo. Dalem rade. Lacznie zrobilem 124 km.

Dzis swietuje dwa sukcesy. Udany sezon i 1000 kilometr. 

Pogoda dopisala wysmienita, a lesne krajobrazy wprawialy w zachwyt. Szczegolnie jak jedziesz gdzies pierwszy raz i odkrywasz nowe nieznane miejsca. Wtedy nogi ida same, a rower tylko jedzie. Jadac samemu nadawalem sobie wlasne tempo wedlug wlasnego zmeczenia. Chcialem szybciej to szybciej, chcialem zwolnic to zwolnilem. jak sily pozwalaly. 

Mysle, ze to jest wielka zaleta jazdy samemu.

Tczew zdobyty. 1000 zdobyty. :)

W poniedzialek jade na pozegnanie wakacji do Gdanska. A z tej wyprawy zmontuje fajny filmik, ktory pokaze w czesciach.

Zapraszam do komentowania i podzielcie sie waszymi przygodami z rowerem i nie tylko, ze sportem ogolnie.

Link do drugiego bloga : www.gryfek.crazylife.pl

Pozdrawiam i do zobaczenia we wtorek o 22.

Motywacje, determinacje , wole walki…masz ale pokonuje cie ….

Czesc

Witam cie w kolejnym moim wpisie. Zbliza sie godzina 22 wiec czas zaczac. Jako ze wstep to wstep to trzeba dodac cos od siebie. Nie oszukujmy sie, do rozpoczecia szkoly zostal tydzien. Czas ostatnich dni trzeba wykorzystac w pelni. Niestety jak zacznie sie szkola to skoncza sie dlugie wyprawy rowerowe.

A sobota i niedziela ? 

No tak. Racja. Wolne od szkoly. Dla mnie wszystkie weekendy sa pracujace takze wedle tego terminu moj sezon na dlugie przejazdzki sie zakonczyl.

Nie bede taki wredny i podsumuje te wakacje ale zrobie to dopiero we wtorek za tydzien. Skupie sie oczywiscie na aspekcie sportowym bo o tym ten blog. Podsumuje swoje osiagniecia oraz miejsca, w ktorych bylem.

No ale wakacje jeszcze sa. Z racji tego, ze srody tez mam pracujace to czas na rower to czas jak na lekarstwo.

Caly poniedzialek odsypialem po niedzieli, a tez pogoda byla fatalna. Jednak dzisiaj postanowilem ruszyc sie z domu. Nie bede wiecznie siedzial bo chmury sa. Przyznam, ze moja slaboscia jest jazda w deszczu i unikam tych dni. Z jednej strony trace wiele dni bo w tym roku wakacje byly nieco deszczowe.

Zmotywowany koncem wakacji postanowilem dzisiaj wyjechac w trase. Moim cele bylo Wejherowo. Czas jazdy 4 godziny. Laczne kilometry to 80. Wyjazd byl zaplanowany w poniedzialek na 8 rano. 

Gdy nadeszlo rano zaczalem sie przygotowywac. Wzialem ze soba :

2 butelki napoju niegazowanego

3 jablka

aparat cyfrowy

kamerke

kase na sklep ( tak w razie w zawsze radze brac ) 

kamizelka odblaskowa ( widocznosc przede wszystkim)

bluze 

kurtke bo akurat kropilo

No wlasnie , kropilo. Mysle sobie. Trzeba pokonac swoja slabosc. Motywacja byla ogromna bo jechalem w nowe miejsce. Determinacje posiadalem bo padal deszcz , a ja wyjechalem . Wola walki byla do pewnego momentu.

Sa takie sytuacje, ktorych nie przegonisz. Tak samo jak gory nie da sie pokonac jednym krokiem. Zawsze cos ci przeszkodzi.

Jade juz z domu. Kropi to kropi. Po zrobieniu 7 km zaczelo doslownie lac. Na poczatku ani przez moment nie myslalem, zeby zawrocic. Jechalem z jeszcze 7 km w ciaglej ulewie myslac, ze wielka chmura przejdzie.

Niestety nic z tego a ja mokne i mokne i mokne. Jade dalej. Przejezdzam przez kolejne skrzyzowanie, a tu ciagle pada. Jestem juz tak mokry, ze ciezko znalezc w sobie cos suchego.

I przyszedl moment, w ktorym powiedzialem sobie : dosc , nie jade dalej.

Bez sensu bylo jechac dalej i przemakac. Woda przesiakala przez buty, a taka jazda juz ciekawa nie byla.

Zawracajac, musialem pokonac tyle samo co od domu wiec 15 z powrotem. Podczas powrotu ciagla ulewa. W pewnym momencie chcialem zejsc z roweru i polozyc sie na asfalcie. Z drugiej strony cieszylo mnie, ze z kazdym machnieciem korby jestem blizej domu. 

W polowie drogi do domu dala sie we znaki zlosc. Bylem zly na pogode. A kto by nie byl. Ostatnie szanse zeby gdzies pojechac, a tu leje jak na zlosc.

No ale nic nie dalo sie zrobic. Nikomu nie polecam przemoknac do suchej nitki. Juz idac pieszo jak przemakamy jest to ogromny problem, a co dopiero jadac rowerem.

Dojezdzam do domu. Po drodze jeszcze spiewalem przeklinajac pogode. Gdy wrocilem to byla jedna wielka ulga i rozczarowanie.

Bylem zly na pogode ale z drugiej strony zadowolony z decyzji o powrocie bo ulewa trwala jeszcze przez 2 godziny. Okolo 13 przestalo padac i nawet fajnie sie zrobilo. Jednak jesli przemokniesz to juz nic nie skloni cie zeby jechac drugi raz.

No ale coz. W zyciu zdazaja sie tez i takie sytuacje, w ktorych masz checi i wszystko co potrzebne ale pogoda cie zatrzymuje.

Przegralem walke z deszczem. Moglem oczywiscie jechac dalej ale bylem zbyt przemokniety i zbyt blisko domu. Gdyby ulewa zlapala w srodku trasy, nie mialbym wyboru.

Mowi sie trudno i zyje sie dalej.

Moj sezon powoli sie konczy. Nie oznacza to, ze wraz z rozpoczeciem szkoly zsiade z roweru. Oczywiscie, ze jezdzic bede ale krotkie 20 km. Godzinka jazdy po lokalnych drogach. W zaleznosci od pogody mysle, ze pojezdze do pazdziernika. Wtedy sezon uznam za zamkniety.

W czwartek jade do tczewa. Juz patrzalem na pogode i ma byc obiecujaco i cieplo. Oby tak bylo bo bedzie to ostatni wyjazd. Moze jeszcze w poniedzialek pojade nad morze.

A czy wy jezdzicie rowerem w deszczu ? 

Mialbyc filmik do wpisu z czwartku ale niestety sie wgrywa, wiec byc moze rano podesle link i zrobie krotka notke.

Pozdrawiam.

ekstremalny wpis !

Czesc.

Mialem pisac wczoraj od razu po przyjezdzie ale niestety bylem tak zmeczony, ze juz nic nie dalo rady zrobic. Tylko polozyc sie spac i tyle. Wrocilem o 22, a wyjechalem o 8 rano.

Gdzie bylem ? 

To moze zacznijmy od poczatku. Przeniesmy sie do wczorajszego dnia. Wstalem o godzinie 7 rano. Chcialem naladowac kamerke na wyjazd ale wstajac o 5 rano patrzac na budzik poszedlem dalej w kime. Po przebudzeniu sie przygotowalem sobie 2 butelki napoju i zero jedzenia. 

Nic do jedzenia ? 

A no nic. Nawodnienie jest najwazniejszym elementem podczas kazdej mojej wyprawy. Bez tego ni rusz. Jedzenia nie biore z tego wzgledu, ze jak sie najem to potem ciezko mi cisnac w pedaly. Oczywiscie, ze male przekaski jak batoniki czy owoce sa jak najbardziej wskazane.

wyruszylem. 

Balem sie, ze nie zdaze. Wyjechalem o 8.35. Zas wyjazd byl o 9. Musialem ostro pocisnac. I teraz tego nie zaluje bo byla to dobra rozgrzewka przed czyms co jeszcze nie bylem swiadom, ze stanie sie mordercza walka.

Dojechalem na miejsce zbiorki okolo 9. Dokladnie 3 minuty przed czasem odjazdu. Przyjezdzam z mysla, ze bedzie tam mnostwo osob. Byly tylko 2. Potem dojechal jakis facet. Znali sie. Ja nie znalem nikogo.

No to jedziemy.

Mamy dojechac do miejscowosci Odry. Powiat koscierski. Miejsce oddalone od poczatkowego o jakies 65 km. Jazda jak na sam poczatek idealna, wolniutko spokojnie, sil dosc. Jedziemy po drodze jeszcze po grupke 5 osob. Wszyscy milo mnie przywitali. Byla to ostatnia rzecz, ktora byla przyjemna. 

Od tego momentu zmienie kolor.

Jedziemy sobie ulica. Raz zjezdzamy na polna droge raz na ulice. Jedzie sie super. Mysle sobie, ze jak bedziemy tak ciagle jechali to wyjazd bedzie udany. Wszystko bylo dobrze do momentu pierwszej gorki. Wszyscy cisneli pod nia. Ja ledwo co nadazalem. Z tylu jeszcze marudzaca kobieta, ktora dobijala swoim glosem. Cieszylem sie, ze nie jestem ostatni. 

Kolejna gorka, jeszcze wieksza , oni cisna a ja juz nie moge. Pamietacie jak bylem w Szymbarku ? Podjechalem pod ta gorke !!! Pokonalem swoja slabosc. To dobry aspekt tej wyprawy. 

Zaczelo padac, bylismy cali mokrzy. Rowery po deszczu zaczynaja piszczec jak nigdy. Smar zmyl sie wraz z woda. Pisali, ze srednia ich predkosc bedzie 15km /h . Oni jechali jak na jakis wyscigach. 25km/h . Na prostej! Bez przerwy!

Ja jade tyle z gorki. :) No ale co zrobic jak drogi nie znasz , a jechac musisz jak oni zeby sie nie zgubic. Pojedziesz wolniej to nie zaczekaja na ciebie, a ty zostaniesz sam w lesie.

No tak w lesie. Przewodnik sam nie wiedzial, gdzie ma jechac. Kierowal nas wedlug jakiejs lini , ktora sam sobie narysowal. Z usmiechem nie chcial pokazac nam mapy. Mowil ze pojedziemy tam, a zaraz krzyczal, ze tam to sie jedzie na cos choc mysmy w te strone w ogole nie jechali.

Jesli chodzi o tempo to zabojcza predkosc wyscigowa. Jesli chodzi o trase to jazda objazdami i robienie nie potrzebnych kilometrow. Ekipa, w skladzie z kobieta, ktora zachowuje sie jak dzieciak, choc ma 40 lat.

Dojezdzamy do Odr zobaczyc jakies kamienie. Tyle.

Wracamy okrezna droga tylko po to zeby przewodniczka zjadla sobie zupke mniejsza od kubka na kawe. Zamiast od razu do domu.

Znow krazymy, nadrabiamy kilometry przez lasy. Pisali, ze droga to asfalt i szutr, a nie mech, trawa i korzenie.

To byly zle odczucia. 

Te dobre zmieszcze w kilku slowach.

Zrobilem zyciowke 136 km. !!!!! Pokonalem wlasne slabosci i nadazalem z wyscigowa predkoscia. Zwiedzilem krajobrazy choc czasem nawet spojrzec sie nie dalo bo grupa ci odjezdzala jak spojrzales dluzej. Plusem byla jazda w grupie, ktora nigdy nie zmieni swojego skladu, nie bedzie ich wiecej bo jesli ktos jjedzie pierwszy raz to od razu rezygnuje.

Minusem jest to ze rower dostal ostro po dupie :) Chociaz taki jednorazowy chrzest pozwoli na dokrecenie luzow w pedalach i sterze. I trzeba naoliwic lancuch i wyczyscic rower. Rower jest po to zeby na nim jechac szybko. Tylko moj nie jest przystosowany na lasy, dziury kamienie. Opony dostaly tez w dupe.

Na szczescie bylo to wyzwanie, ktore spelnilem i zyciowka jest !!! Rower zawsze idzie naprawic.

Jesli pisze tego posta i jest w nim sporo narzekania to znaczy, ze nie bylem zadowolony z tego wyjazdu. Grupa rowerowe kaszuby, o ktorej mowilem we wczesniejszym poscie. Opisalem tam, ze na cos nie zdazylem, a odpowiedz byla w filmie. W koncu pojechalem z nimi. Po tym dniu mysle, ze to nie dla mnie. Moze ktos zaawansowany sie tam odnajdzie. 

To byloby na tyle. Post ma taki tytul , bo jego tresc jest taka.

Relacja z piatku juz w czwartek :)

Sukces !!! 700 kilometrow w miesiac !!

Siema

Doczekalem sie wersji mobilnej mojego bloga. Dotychczas bylo to niemozliwe z powodu prostych wymowek. A mi sie nie chce, zrobie to za pol czy za godzine. W ten sposob odwlekajac wszystko na pozniej pomijalem wpisywac posty na bloga . Twierdzilem,ze zrobie to pozniej. Niedaleka przyszlosc ?

Ona nigdy nie nadchodzi :)

Teraz mam bloga w telefonie, a wiec moja systematycznosc na blogu zwiekszy sie. Dotychczas korzystalem z komputera i zawsze byly jakies wymowki albo odwlec cos na pozniej. Tylko co sprawialo, ze odwlekalem to na pozniej ?

Odpowiedz jest bardzo prosta ale dla niektorych zbyt nieoczywista, a wiec nie do uwierzenia. Na tym blogu nie o tym. Przejdzmy do tego o czym temat mmowi, a wiec do spraw rowerowych. I tutaj na poczatek podam pewna liczbe, ktora dla poczatkujacego cyklisty robi wrazenie i jest pewnym sukcesem.

 700. Tyle zrobilem kilometrow jezdzac odkad mam rower czyli od lipca. W niecaly miesiac zrobilem tyle co przez cale zycie do momentu lipca. Jesli spojrze na to z perspektywy widza to zrobi to wrazenie. To jak jeden miesiac trwalby 19 lat i 10 dni. Szmat czasu.  A co sprawilo, ze osiagnalem ten sukces ? 

Po pierwsze chcialem. Gdyby pomyslec o cieplym lozku i telewizji, luksusy w wakacje. No tak, gdybym tak zrobil to na pewno bym sie z domu nie ruszyl. Nic sie samo nie zrobi, a wiec trzeba checi.

  Po drugie determinacja. Miec swoj cel i o niego dbac. Najwazniejsze jesli cos udowadniasz sobie. Komus nie trzeba udowadniac bo ktos moze z gory zalozyc, ze sie do niczego nie nadajesz i zdania nie zmienic nawet jak zdobedziesz Mont Everest. Takze wazne zeby sobie wszystko udowadniac. A do tego jesli masz cel to wszystko pojdzie wedlug planu. Wazne tez aby po jakims czasie spojrzec lekko w tyl i zadac sobie pytanie. Ile juz osiagnalem ? 

Po trzecie motywacja . Jesli masz cel, masz determinacje to tez trzeba miec plan jak chcesz tego dokonac ? Moim celem bylo osiagniecie 700 km. Nie dawalem sobie ograniczonego czasu. Byl cel , byla determinacja bo udowadnialem cos sobie i byl tez plan. Plan byl taki , ze np zeby przejechac 700 km musze jezdzic 2 razy w tygodniu po 30 , po 50 km. Raz wyszlo tak, ze po drodze machnalem nowy cel aby machnac na raz 110 km czyli zrobic rekord. Udalo sie i tym samym przyblizylem sie do glownego celu i zdobylem drugi. Tak przy okazji.

Mowilem o motywacji. Wiemy dobrze, ze bez niej to jednego dnia pojedziemy zas 5 dnia jak bedzie padalo odpuscimy az zrezygnujemy. W moim przypadku motywacja byly nagrody. Osiagnalem mini cel to w nagrode zjadlem paczke laysow. W taki oto sposob osiagnalem swoj wlasny sukces i cel zdobylem wyznaczajac go sobie samemu.  Gdyby spojrzec wstecz to postepy sa ogromne. Wiem, ze na tym na pewno sie nie skonczy. Ograniczenia sa tylko w nas.

  Oddzielmy ta kwestie jakims innym kolorem :) 

Teraz sprawy podroznicze. Na koncu dam link do nowego filmiku, ktory wyszedl dzisiaj. I tutaj troszke sprawy sie skomplikowaly ale nie chce zdradzac samej tresci tego filmu. 

Przyznam szczerze, ze film mial byc o wiele szybciej. W trase pojechalem we wtorek az tydzien temu. Montowalem film w czwartek bo w sroda pracujaca. No ale czlowiek tez czasem zachoruje. I niestety ta tez stalo sie u mnie. W poniedzialek tego tygodnia bylem juz zdrowy ale jakos nie chcialo mi sie nic z tym robic. Ktos powie, zabraklo ci determinacji . To prawda . Ktos powie zabraklo ci motywacji. To prawda. Ktos powie nie chcialo ci sie. To prawda. Czasem zdarza sie , ze wszystkie elementy zawodza i nie ma nic . Dlaczego ? 

A no bo jak nie zaplanujesz to nic sie nie uda i bedziesz odwlekac.

O samej trasie moge powiedziec, ze nie wyszlo jak chcialem ale moze to i dobrze bo takie sytuacje tez sie zdarzaja i sa pewna proba. Zacznijmy od poczatku. Wyjechalem tym razem o 14. Cel : Wyspa Sobieszewska. 60 km w jedna strone. Po dojechaniu do Gdanska byla godzina 16.40. Pomyslalem sobie : jade na rowerowe kaszuby zobaczyc co to w ogole jest. Zeby tam sie dostac musialem wrocic sie do domu bo to z mojej miejscowosci wyjezdzali. Godzina 17. Jade . Czy zdazylem ? Przekonacie sie we filmie.

  Z drugiej strony trase podsumowuje jako udana. Kilometry zrobione. Cel osiagniety w hakim mniejszym stopniu. I chodz czasem cos nie wyjdzie , jakis wielki krok i zamiast wielkiego danego dnia zrobisz mniejszy to tez jest spoko. I takie tez wnioski wyciagnalem z tej trasy. A wiec czy bylem zadowolony ? i tak i nie ale w wiekszosci tak. Dzisiaj mamy piatek i tez po dluzszej 5 dniowej przerwie bylem w trasie ale o tym w kolejnym poscie. Zapraszam do ogladania filmu :) Link :  http://youtu.be/sYR-XvYgJe4

Niespodziewany kłopot

Siemka.

Krótki chciałbym opisać powód mojej aż tygodniowej nieobecności z filmami oraz na blogu. Było to spowodowane brakiem internetu. Niestety zdarza się i tak, że trzeba pracować, a to także wpływa na brak czasu.

Aż 4 dni pod rząd w pracy. Cieszył fakt, że weekend był wolny ale brak internetu sprawił, że nie mogłem dodać ani wpisu ani filmu. Jednak teraz wszystko się już wgrywa i jest okej.

Więc czas powrócić do tej Wieżycy. Tydzień temu dokładnie o godzinie 7 wyruszyłem na 20 kilometrową trasę na szczyt. Skoro jadę na jakąś górkę to niestety musi być stromo i musi być ciężko. Do momentu Ostrzyc było nawet nieźle. Powodem moich utrudnień był silny wiatr, który dał się we znaki. Pod górkę bardzo wolno, z górki WOLNO. Wszędzie WOLNO. Irytuje jazda pod wiatr i też nikomu nie życzę takiej jazdy. Niektórzy mówią i radzą : nigdy nie jedź pod wiatr. No ale jeśli twoja trasa tak prowadzi to nie masz dojechać do celu bo wiatr? nie masz wrócić do domu bo wiatr? Jest to przeciwność losu do pokonania, która co jak co ale irytuje. Da się jednak to przeżyć.

Od momentu Ostrzyc zaczynało się cały czas pod górkę. Podjechałem sobie do koszałkowa, gdzie był znak Wieżyca ileś tam metrów. Było stromo i potem co mnie zdziwiło było z górki. Jak się potem okazało zabłądziłem. Niestety musiałem znów jechać z górki, a potem pod górkę i potem już na tym właściwym szlaku już cały czas pod górę.

Dojechałem do Szymbarku. Objechałem dookoła w kierunku parkingu na Wieżycę. Po dojechaniu na parking o godzinie 8-9 nie było nikogo. Ja wchodziłem pod górę samemu. I na szczycie także byłem sam, więc z jednej strony był to jakiś komfort.

Atrakcją było zjechanie z górki, pod którą wcześniej prowadziłem. W lesie nie da się jechać trekkiem po korzeniach i jeszcze pod stromości.

Jadąc z powrotem spotkałem grupkę ludzi o skośnych oczach. Jakieś 5-6 osób. Pomyślałem, że dopiero się zaczyna. Tym bardziej, że to było Poniedziałek, a nie Sobota czy Niedziela.

W drodze powrotnej z Wieżycy wstąpiłem do Szymbarku. Kierowałem się drogowskazem na Krzywy Dom. Po dojechaniu na parking płatny bez pobierania opłaty wjechałem na teren.

Wszystko odbywało się spontanicznie więc na chybił trafił kupiłem bilet za 18zł. Tyle akurat posiadałem. I jak już tam wjechałem to zwiedziłem sobie trochę. Film z tego w następnym wpisie. A tutaj link do odcinka 2 jeśli ktoś nie oglądał. Polecam i pozdrawiam.

Dużo się dzieje

Siemka

Jak w tytule. Ostatniego czasu dzieje się bardzo dużo. A to z powodu oczywistego, jasnego. Podczas mojej nieobecności na blogu zaliczyłem trzy podróże. Ponadto nabyłem już moją przeuroczą kamerkę, którą mogę nagrywać, robić filmy. I w związku z tym dzisiaj specjalnie na blogu opowiem o tych trzech niezwykłych wyprawach.

Trochę o kamerce.

A więc kupiłem ją w niezwykle promocyjnej cenie. Zapłaciłem za nią jedyne 250 zł + 50 zł karta pamięci. Pomyślałem sobie, że karta i tak się przyda, czy to do telefonu czy to do aparatu. Sama kamerka zaskoczyła pozytywnie ale też jest parę wad, o których warto wspomnieć. Na początku z góry powiem, że nie jest to sprzęt do profesjonalnego nagrywania. Jakość HD, Wifi, wejście na USB, HDMI, mała bateryjka, która niestety starcza tylko na 60 minut nagrywania. Jednak zadajmy sobie szczerze pytanie? Kto chce oglądać 60 minut filmu. To też moje oczekiwania zostały w pełni spełnione, ponieważ długość mojego filmu nie będzie przekraczała 30 minut. Z dwóch powodów : łatwiej się to ogląda i przyzwoicie można to obrobić nie zabierając przy tym mnóstwa czasu. O działaniu tego sprzętu mogę wspomnieć tylko tyle, że działa dobrze( dla amatora wystarczająco). Co ważne, jest wodoodporna. Negatywnie zaskoczyło mnie opaska na głowę, którą można sobie założyć jedynie na rękę, a i tak będzie za krótka. No ale jak za taką cenę, przyzwoity sprzęt wart swej ceny.

Powracamy.

A więc idąc dalej i mówiąc o wyprawach odbyłem ich 3. W każdym wypadku wziąłem kamerkę. Pierwsza wyprawa była do Gdańska, poprzez Gdynie i wróciłem sobie wzdłuż morza poprzez Sopot, Jelitkowo, Brzeźno do Wrzeszcza i pociągiem do domu.

Wyjechałem około godziny może 11. Wróciłem koło 18 . Samym rowerem jechałem max 5 godzin. Był to ważny moment w mojej amatorskiej karierze. Pierwszy raz w życiu zrobiłem na raz 90 km. Byłem trochę zmęczony, jednak już na drugi, trzeci dzień wszystko z nogami było dobrze i czułem, że mogę dalej jeździć. Długa trasa wypadła w Piątek, a więc przez Sobotę, Niedzielę i Poniedziałek odpoczywałem. Mówiąc o trasie nagrało mi się tylko 3 minuty, ponieważ na karcie pamięci wyskoczył ERROR. Krótki format załatwił sprawę ale co straciłem to straciłem. Planowałem wrócić do domu o 17, wyszła 18.30 . Troszkę nie według planu ale w planach miałem jechać TYLKO do Gdyni na zlot NATO. ( statki itp.)

Byłem zadowolony z trasy. Uwielbiam jeździć pasem nadmorskim więc było ok.

Poniedziałek.

Mimo, że odpoczywałem to jednak byłem w krótkiej 5km trasie na przegląd mojego roweru. W serwisie powiedzieli mi, że wszystko okej, dokręcili co mieli. Luzy powstały w sterach i w napędzie a dokładniej w pedałach. Swoje uwagi również przedstawiłem. Podczas pedałowania napęd lekko zgrzytał, tak jakby coś szorowało. Odpowiedź była banalna ? Pod mechanizmem od zmiany biegów znajdowała się wystająca naklejka, mówiąca serwisantom o wymiarach czy jakoś tak. Po zdjęciu jej wszystko było OKEJ.

Jeśli czytacie ten wpis to to pytanie kieruje do znawców rowerów. Nie chodzi o to co ile smarować łańcuch bo smaruje się według uznania i użytkowania roweru. Łańcuch daje nam znaki poprzez dźwięk jaki wydaje( piszczenie) . Moje pytanie jest inne . CZYM GO SMAROWAĆ ? Wiem, że smarem ale jakiej firmy ?

Z góry dziękuję za odpowiedź.

Wtorek.

Z wtorku udało mi się nagrać co nie co. Aż 53 minuty wspaniałego filmu. Skróciłem go do 36, dodałem napisy, wszystko jak trzeba. Cały czas pracuje nad kształtem filmu i jak to wszystko ma wyglądać, więc na razie eksperymentuje. Trasa wiodła ode z domu na Złotą Górę ( Brodnica Górna, Pomorskie koło Kartuz). By tam dotrzeć pokonałem 15 km morderczej walki z górką. Potem zjechałem 10 km z tej górki na Ostrzyce co widać na filmie. Nie będę pisał, gdzie jechałem bo widać to na filmie. Powiem o ogólnych odczuciach. Dla amatora, który odkrywa krajobrazy jest to coś fajnego jechać gdzieś gdzie samochodem się nie wjedzie bo za wąsko albo paliwa szkoda. Rowerem dojedziesz wszędzie. Na razie robię trasy do 100 km więc spokojnie odkrywa okoliczne krajobrazy.

I pozostaje środa o której opowiem jak będzie film. Także trzymajcie się i może do zobaczenia na trasie.

Pozdrawiam. Link : https://www.youtube.com/watch?v=MoG4cszMEzA

I trasa

Siemaneczko

Tytuł zazwyczaj mówi o tym, co będzie w treści. I jest tutaj wiele racji z tym, że to nie jest moja pierwsza trasa.

Wczoraj wybrałem się na trasę rowerową. Pogoda na prawdę zachęcała do wyjścia z domu. Już wczoraj bym pisał na blogu ale jak to prawdziwy kibic ma, mecz trzeba obejrzeć. Polakom się nie udało niestety ale jesteśmy ogromnie dumni, że nasza drużyna pokazała świetny ŚWIATOWY poziom. Trzeba sobie powiedzieć : Mamy drużynę najlepszą od lat, która może osiągnąć mistrzostwo na MŚ 2018.

Tyle o piłce.

Powracając do mojej trasy. Wiele nie musiałem przygotowywać roweru, ponieważ wcześniej nie jeździłem w błocie czy deszczu. Lekko otarłem go z kurzu. Niektórzy pewnie powiedzą : nie smarowałeś łańcucha ? Nie sprawdzałeś hamulców ?

Rower jest nowy, także jak na razie wszystko w nim działa perfekcyjnie. O osprzęcie mojego roweru i tkzw. luzach opowiem później. Mogę zdradzić tylko tyle, że NOWY rower dostaje luzów. Pamiętam jak dostałem rower na przyjęcie. Po tygodniu odpadł mi pedał, a kierownica się przekrzywiała. Jeśli coś jest nowe musi się dotrzeć. Każda część, każdy detal zaczyna pracować i musi się układać. Jeśli chodzi o smarowanie to rower przed zakupem posiadał już smar.

Jak już mówiłem, przy zakupie roweru coś dostaje luzu, albo coś trzeba wyregulować. Z tego powodu po ok. 100 km jadę na darmowy przegląd, gdzie dowiem się jak smarować łańcuch, co ile czasu go smarować, co ile czasu jakie części konserwować.

Wiem jedno. Łańcucha nie trzeba smarować co każdy wyjazd, bo to bez sensu. Smar nie zużywa się tak szybko, więc nie ma takiej potrzeby. Po przeglądzie opowiem co i jak powiedział mi sprzedawca i serwisant.

Jeśli wejdziecie w zakładkę O MNIE dowiecie się, że jednym z moich celów jest uzupełnianie wpisów filmem, nagraniem. Jak zwał tak zwał.

Udało mi się nagrać mały filmik z części trasy, aby pokazać wam, gdzie jeżdżę. Pokażę wam, że rowerem trekkingowym nie tylko można jeździć po ulicy ale też po lesie. Pokażę wam, że w niektórych przypadkach rower trekkingowy jest bezsilny, a w niektórych jest rewelacyjny.

Niestety. Jest mały kłopot. Film nagrał się ze zmiennym głosem. Raz ciszej, raz głośniej. Także zastanowię się czy nie podłożyć muzyki albo wyciszyć szumy. Nie bardzo wiem jak to zrobić. Zmontuje film i myślę, że w poniedziałek wrzucę go na bloga. Będzie to mini relacja ze wczorajszej trasy.

Jak przebiegała trasa?

Wczoraj wyruszyłem około 11. Dystans jaki pokonałem to 48 km. Nie jest to moja życiówka. Zaraz zaraz? Na tym rowerze to największy dystans. Na innym przejechałem więcej – 70 km ( naraz). Po takim dystansie nogi są lekko obolałe. Co mnie zdziwiło nie miałem zakwasów na drugi dzień ale podczas przysiadu troszkę bolały nogi. Więc dało się we znaki.

O czym musimy pamiętać? O czym ja pamiętam jadąc w długie trasy ?

Planuje sobie zawsze trasę taką, aby realnie określić czas, w którym będę jechał. Zwracam uwagę też na trasę i jej przebieg na mapie, aby się nie zgubić. Kosztuje to stresu, energii i nie potrzebnych nerwów. I co ważne, biorę tyle wody, aby nie jeździć po sklepach czy hipermarketach. Wolę jeździć ciągłym rytmem, z krótkimi odpoczynkami na łyk źródlanej.

Głównie jechałem ulicą. W życiu każdego rowerzysty są sytuację, które dzieją się niespodziewanie. Nie przewidujemy kogo, ani co możemy spotkać na naszej drodze. Jadąc wczoraj od siebie z domu pokonałem pierwszy 5 km podjazd o nachyleniu może jakieś 3 %. Trudnością było to, że była to ciągła górka. Na samym szczycie stała pani z ….. odzieżowego ? Nieee. Ta co daje dupy na rogu , no jak ona się nazywa? Wiecie sami jak. Nazwy są różne ale jagody co się sypią to się sypią. I niby jazda na rowerze jest nudna? Wcale nie musi.

Co wolicie? Ulica w tłoku czy las w samotności ?

Osobiście jest zwolennikiem jazdy po ścieżkach rowerowych, chodnikach, ulicach, uwielbiam ruch uliczny, mijanie samochodów w korkach czy utrudnianie życia nauce jazdy podczas skrzyżowań ” prawa wolna „. Zawsze ciekawi mnie czy L-ka ustąpi rowerzyście, czy zwróci na niego uwagę. Często rowerzyści są pomijani i traktowani jak zwykli piesi.

Po podjeździe przejechałem przez miasto w mojej wsi. Nie polecam. Jadąc ścieżką rowerową ledwo co na nią wjedziecie już musicie hamować by z niej zjechać. Innowacja to się nazywa.

Wczoraj głównie jechałem po ulicy, trochę po lesie. Były momenty, w których musiałem zawrócić, bo było zbyt dużo piasku lub trzeba było prowadzić rower pod górkę.

Filmik właśnie przedstawia sytuację, w której jechałem pod górkę.

W poniedziałek go montuje i wstawiam na YT.

Na koniec zagadka. Co oznacza znak : zakaz wjazdu , niżej : Nie dostyczy ALP ? Co to są te Alpy ?

Ja nie wiem.

Pozdrawiam.