Archiwa tagu: rower

Czy warto jeździć z plecakiem?

Cześć.

Dzisiaj postaram ci się przybliżyć wady i zalety plecaka, doradzić jak wozić mniej rzeczy ze sobą w plecaku biorąc tyle samo i czym zastąpić plecak oraz czy jeżdżenie z plecakiem na dłuższą metę jest komfortowe.

Otóż odpowiadając na ostatnie pytanie. Czy jazda z plecakiem jest komfortowa. Wielokrotnie jeździłem biorąc ze sobą szkolny plecak z przegródkami, który nie raz dawał uczucie, jakby wiózł ze sobą 5 kilowy kamień. I wcale się nie dziwię. Brałem ze sobą, a jeździłem w długie trasy, wodę, jedzenie, ubrania, cały sprzęt do nagrywania filmów, telefon i jakieś tam inne przybory. Wszystko to obciążało moje plecy. Na początku nie miałem wyjścia i każda dłuższa wycieczka kończyła się może nie bólem w plecach ale dyskomfortem podwójnego zmęczenia.

Jeżdżąc z plecakiem jedzie się jakby 1,5 razy ciężej. To też zależy co w nim umieścisz. Osobiście na dany moment nie polecam jazdy z plecakiem, ponieważ jak mówię w filmie, obciążasz swoje plecy po przez pochyłą pozycję. A długotrwałe obciążenie może przerodzić się w ból. I w taki sposób może dojść do odcisków lub też poważnych kontuzji.

Jeśli nie masz wyjścia i chcesz wziąć plecak to bierz jakiś lżejszy worek, który nie za mocno cię obciąży i bierz tylko najpotrzebniejsze rzeczy. Wodę, która tak bardzo jest potrzebna możesz zabrać w bidon, a ten umieścić w koszyczku. Montaż takiego koszyczka to 15 zł i drugie tyle na jego zakup, a za bidon posłuży zwykła buteleczka z biedronki. I to już dużo daje, bo woda waży swoje. Tak samo ubrania. Staraj się je upychać na bagażnik, gdy je zdejmujesz. Jeśli nie masz bagażnika to warto zamontować sakwy.

Sakwy to takie małe torby, w których możesz umieszczać co zechcesz. Da sakwy na kierownicę, na ramę i na bagażnik. Rowery trekkingowe mają specjalne uchwyty, na które łatwo można umieścić taką sakwę i zamieścisz tam zapasową dętkę i pompkę rowerową. I bynajmniej odciążysz plecy.

Ceny sakw :

https://www.ceneo.pl/Sakwy_rowerowe

Na tej stronie masz ceny od 40 zł aż nawet do 200 zł. Chociaż wiem z doświadczenia, że w cenie 100 zł wyposażysz się w 3 sakwy, które w zupełności ci wystarczą. Cena zależy oczywiście od rozmiaru czyli im większa tym droższa oraz od marki.

Mam nadzieję, że dałem ci wartościową wiedzę i z niej skorzystasz. Jeśli ta wiedza była dla ciebie przydatna pozostaw za sobą jakiś ślad. Pozdrawiam. I do następnego.

By Dawid 2017 – Młody Rowerzysta

Jaki rodzaj roweru kupić? # Ciesz się jazdą

Cześć!

Coraz więcej rowerów na naszych drogach. Choć lato nie jest najcieplejsze to i tak moda na tzw. kręcenie osiąga najwyższy poziom. Gdy popatrzymy kilka lat wcześniej, mój sąsiad nie miał roweru. A dziś ? Dziś sąsiad sąsiada i jeszcze jego sąsiada i też jego dzieci wyjeżdżają w sobotę albo niedzielę na rodzinną przejażdżkę.

Jaki rodzaj roweru kupić?

Jeśli nie masz jeszcze roweru, a chcesz podążać za modą to trzeba zdecydować się na jego zakup. I w tym momencie powinieneś dokładnie się zastanowić przed jego zakupem. Często zdarza się bowiem tak, że kupimy ” nieprzemyślany rower” i zamiast cieszyć się z jazdy, klniemy czemu wydaliśmy tyle pieniędzy, a przyjemności z jazdy nie ma.

Kupując nowy rower musisz odpowiedzieć sobie na bardzo ważne pytanie. Gdzie chcesz jeździć? Gdzie będziesz jeździł najczęściej?

Można wyróżnić kilka środowisk rowerowych i adekwatnie do tych środowisk dopasować rodzaj roweru. Chodzi tu o to żebyś nie męczył się jadąc w lesie z szosówką na plecach.

Pierwsze środowisko, z którym spotykamy się chyba najczęściej to jezdnia, ulica, nazwij to po swojemu. Twarda, ugruntowana droga, po której jeżdżą samochody. Mogą też być to asfaltowe ścieżki rowerowe.

Jaki rodzaj dobrać do takiego środowiska?

No właśnie. Jeśli zamierzasz kręcić kilometrów jak najwięcej w jak najszybszym czasie, chcesz osiągać na maksa dobre prędkości, poszaleć, potrenować. Niedługo zawody? A być może uwielbiasz zmęczyć się na treningu kończąc podjazdy ? Lasy to nie twoje środowisko ?

Jeśli na większość z tych pytań odpowiedziałeś TAK to znaczy, że odpowiedni rower do tego środowiska to rower szosowy.

Czym się charakteryzuje taki rower?

Osobiście nie posiadam takiego roweru, ani nigdy nie posiadałem ale troszkę informacji o tego typu pojazdach wiem. Zaletą takiego roweru jest oczywiście zdecydowanie większa prędkość, jaką możemy osiągnąć. To też zależy od naszych nóg ale łatwiej ją osiągać poprzez węższe opony. Jeśli oglądałeś wyścigi to zauważyłeś tkzw. kolarzówki. To nic innego jak rowery szosowe. Taki rower i jego pozycja podczas jazdy jest znacznie pochylona do przodu przez co zmniejsza się opór wiatru. Działa to podobnie do samolotu. Opływowość się zwiększa.

Minusem takiej jazdy jest właśnie ta niska pozycja przez, co znajdujemy się w ograniczonej widoczności na drodze. Po za tym rower nie nadaje się na dziurawe, piaszczyste drogi bo po prostu ugrzęźnie. Nie posiada dodatkowej amortyzacji.

Takie rowery są bardzo lekkie ale żeby jeździć nimi po szutrowych drogach to nie zbyt się nadają.

Drugie środowisko, zupełnie przeciwne do pierwszego to górskie strome zbocza, podjazdy w lesie , błotniste drogi, piasek , szutrowe nawierzchnie.

Pamiętam jak posiadałem rower górski z supermarketu. Nie ma co porównywać tego roweru do nowych markowych ale mogę powiedzieć o wyglądzie takiego pojazdu.

Posiada on szersze opony, często z takimi kolcami. Opony te powodują większą stabilizację na drodze. To dlatego na piasku nie zapadają się nam koła i możemy normalnie wyjechać. Na podjazdach takie opony dają większe bezpieczeństwo. Rower taki posiada dodatkową amortyzację z tyłu i z przodu, co zwiększa jego żywotność i pozwala na unikanie bolesnych drgań na dziurawych drogach.

Co ważne takim rower akurat można też jeździć po asfalcie. Fakt, nie osiągniemy takich prędkości jak szosówką ale myślę, że wszystko i tak zależy od naszych nóg i siły fizycznej.

Jeśli więc chcesz jeździć po takim środowisku, interesują cię lasy, zjazdy, podjazdy, wąskie przesmyki to śmiało bierz ten typ roweru.

Środowiska są dwa ale rodzajów rowerów jest wiele. Wymienię pozostałe dwa, które według mnie są najistotniejsze. Reszta rodzajów to takie pośrednie, które mają trochę tego i trochę tamtego.

Trzeci rodzaj roweru to rower trekkingowy. Środowisko, w którym możemy jeździć takim rowerem to pomieszanie pierwszego z drugim. Jest to uniwersalny rower.

Jakie ma zalety?

Na takim rowerze osiągi prędkości jeśli dobrze pociśniemy są bardzo dobre. Ponadto rower taki nadaję się na długie wyprawy, krótkie przejażdżki, gdzie chcemy zabrać coś do jedzenia czy picia. Posiada on mocowania na sakwy, co pozwala na jazdę bez plecaka, a więc zbędnego obciążenia. Otwory montażowe pozwolą Ci na zamontowanie bidonu czy innych akcesoriów.

O tym rowerze mogę powiedzieć z własnego doświadczenia, ponieważ sam jestem właścicielem takiego pojazdu. I szczerze wam powiem, że z takiego roweru zamieniając opony na szersze czy węższe mogę uzyskać rower szosowy i górski. Oczywiście nie będzie to w pełni rower jaki chce uzyskać ale będzie on zbliżonej jakości i na dodatek zachowam wszystkie możliwości roweru trekkingowego.

Osobiście mogę powiedzieć, że sprawdza się on w lesie, jak i na ulicy. Czasem zdarza się, że w błocie czy większym piasku nie mogę podjechać, czy też na większy podjazdach ale nie jest to problem zejść na chwilę z roweru żeby go przeprowadzić.

Posiada on amortyzację, bagażnik, który można łatwo zdjąć. Błotniki również można usunąć i rower górski lub szosowy malowany.

Kolejne czwarte środowisko jak i rodzaj roweru to środowisko miejskie i rower miejski.

O tym rowerze opowiem najkrócej bo najmniej o nich wiem. Podobnie jak trekkingowy posiada on bagażnik, koszyk z przodu, lampki rowerowe. Niestety nie posiada zaawansowanej amortyzacji, przez co nadaje się tylko do jazdy po mieście.

Wszystkimi tymi rowerami da się jechać wszędzie. Nie mówię, że nie ale chodzi tutaj żebyś miał przyjemność z jazdy. Po to dobiera się odpowiedni rodzaj, aby czerpać korzyści z roweru. Wygląd jest oczywiście ważny ale nie najważniejszy.

Nie idźmy w extrema. Kolejną rzeczą na jaką musimy spojrzeć kupując rower to….. i tutaj zróbmy przecinek.

W następnym blogowym wpisie więcej o kupnie roweru. Miałem film ale niestety jego jakość dawała wiele do życzenia i nie mogłem takiego filmu puścić w obieg. Następny powinien być okej. A na razie to na tyle i do później….

Wycieczka na Westerplatte!

Cześć.

Długo nie wyjeżdżałem na rower z powodu małej ilości wolnego w pracy. Żeby gdzieś pojechać trzeba mieć 2 dni pod rząd. Niestety dopiero teraz mam te dni, które oczywiście wykorzystałem na wyjazd.

Plan był oczywisty. Już dawno nie wyjechałem na długą wycieczkę żeby coś pozwiedzać jak to bywało w zeszłe wakacje. Postanowiłem udać się w rejon, który jest ważny historycznie dla Polski. Na Westerplatte.

Niby nic trudnego ale wjazd rowerem to coś ekstremalnego. Niby rowerem nigdzie nie da się wjechać ale przecież rowerem nie jeździ się bez celu. Do zwykłego kamienia z byle jakim napisem, byleby mieć cel, wsiąść na dwa kółka i ruszyć.

Wyjechałem o 5 rano. Przerwy na sen było tylko 5 godzin. Niby mało ale dla takiej determinacji to nic trudnego. W telewizji zapowiadali burzę, której oczywiście nie było.

Z mojej miejscowości udałem się pociągiem na lotnisko. Tam, ścieżką rowerową pojechałem w stronę centrum. Potem na Wrzeszcz. Odbiłem na prawo na Główny. Dokładna analiza mapy będzie wraz z powstającym filmem. Nie mogło go zabraknąć.

Bardzo podoba mi się komunikacyjne połączenie za pomocą ścieżki lotniska z centrum miasta. Nie musisz się o nic martwić i jedziesz jak droga cię prowadzi i wiesz, że dotarcie do celu jest pewne.

Jadąc, po drodze mijałem mnóstwo zabytków, starych kościołów. Stare uliczki robiły na prawdę wielkie wrażenie. W Gdańsku do Westerplatte dojechałem ścieżką rowerową, co pozytywnie mnie zaskoczyło.

Będąc na miejscu odkryłem muzeum w plenerze, zrobiłem zdjęcie z pomnikiem, wjechałem na samą górę i przejechałem się po miejscowym parku.

Bardzo pozytywnie wspominam wczorajszy wyjazd po długim czasie. Mam ogromny sentyment do jazdy rowerem po mieście. W dzień pracujący miałem wrażenie, że jadę w sobotę. Tylu było rowerzystów.

Moda na rower robi się coraz większa. Nawet w swojej okolicy zauważam ich coraz więcej. Więcej ludzi biega, uprawia jakikolwiek sport.

Chyba że… byli oni wszyscy wcześniej ale ja ich nie dostrzegłem.

„Pomimo pracy każdy ma jakąś chwilę na to, co lubi. Jeśli  nie znajduję jej to znaczy, że w ogóle tego nie lubi ”

Film z wyjazdu myślę, że będzie w tym tygodniu. Pierw muszę nadrobić zaległości i wstawić poprzedni film.

Pozdrawiam.

Film z Wielkiego Przejazdu Rowerowego

Hej.

Korzystając z wolnego postanowiłem na szybko zmontować film z przejazdu, o którym pisałem nieco wcześniej. Minęło od niedzieli 3 dni, a dla mnie to wydarzenie było jednym z ważniejszych w życiu. Było to po części spełnienie marzeń bo od dawna marzyłem, aby jeździć w różnego rodzaju przejazdach i peletonach. Lubię duży ruch i takie wydarzenia są wyjątkowo z dwóch powodów. Po pierwsze patrzy na ciebie publika więc czujesz się bardziej wartościowy niż ci, co patrzą. Drugi powód to miny zdziwionych ludzi, którzy jadą i podziwiają ilość tego wydarzenia.

Jest to niesamowite wydarzenie i niesamowite emocje, które się przeżywa. Powiem tylko, że taki przejazd jest tylko raz w roku i czeka się na niego cały rok.

W zeszłym roku niestety nie mogłem uczestniczyć, ponieważ tego dnia byłem w pracy, a że pracowałem w weekend to nie dało rady się zwolnić. Jednak w tym roku udało się ! Mój pierwszy Wielki przejazd rowerowy. Myślę, że nie ostatni bo mimo natłoku obowiązków i coraz mniejszej ilości czasu, minuty poświęcone na rower zawsze się gdzieś odnajdą.

Oczywiście jadąc w grupie peletonu nie mogło zabraknąć mojego filmu, do którego link znajdziecie poniżej :

Niedawno pojawił się też odcinek 5 mojego bikevloga, na niego także bardzo serdecznie zapraszam. Filmy dopiero się rozwijają więc jakość i audio musicie mi wybaczyć ale staram się żeby to wyglądało perfekcyjnie.

Link do tego odcinka macie poniżej :

To na tyle na dziś z takich informacji. Jeszcze zapraszam do mnie na fejsa. Link poniżej :

https://www.facebook.com/mlodyrowerzysta/

Następna wycieczka rowerowa planowana…. być może wyjadę rano ale nie wiadomo gdzie mnie ten rower poniesie.

Pozdrawiam.

Wielki Przejazd Rowerowy 2017 – Gdańsk

Hej.

Dzisiaj nastał wyjątkowy dzień. Święto roweru. Długo wyczekiwane, niedoczekane bo po raz pierwszy startowałem w takiej imprezie. Właśnie wróciłem do domu i od razu postanowiłem na ” świeżo” podzielić się przemyśleniami oraz wrażeniami po tym zjeździe.

Może zacznijmy od omówienia trasy tak powierzchownie bo nie będę was zanudzał jakie miejscowości mijaliśmy. Wyruszyliśmy z Kartuz o godzinie 9.50. Przemówienie wiceburmistrza przerwała rozpoczynająca się msza w kościele obok, co doprowadziło rowerzystów do lekkiego uśmieszku.

Jadąc do Kartuz nie wyobrażałem sobie takiej ilości cyklistów w moim mieście. Pierwsza moja myśl po przyjechaniu na miejsce zbiórki to ” skąd ich się tyle wzięło „. Już teraz rozumiem dlaczego rower nazywają coraz to popularniejszym środkiem transportu i dlaczego w mieście stawiają na ścieżki rowerowe. Jadąc nie raz w sobotę, czy niedzielę spotykałem pojedynczych rowerzystów ale moje odczucie po zobaczeniu takiej ilości to jedno wielkie ” WOW”.

Zamówiłem sobie wcześniej koszulkę. Kosztowała ona 25 zł i widniał na niej nadruk Wielkiego Przejazdu. Można było wybrać kolor, ja oczywiście wybrałem mój ulubiony czyli niebieski. Dałem jeszcze 2 złote na szprychówkę czyli kartę do losowania. Niestety na losowaniu nagród nie byłem ale 2 złote poszło na rozwój roweru więc nic straconego.

Równo o 9.50 wyjechaliśmy. Co mnie zaskoczyło i już na początku przeszła mi taka myśl : Jak wyminą nas auta skoro w Kartuzach było nas około 200 osób. Okazało się, że eskortowała nas kartuska policja, z przodu i z tyłu. Niezapomniane uczucie jechać ulicą , mijając czerwone światło. Cały ruch wstrzymany był tylko dla rowerzystów i było to ogromne wyróżnienie. Drugi ważny element to wspomniana liczba uczestników, jazda w tej grupie, szum opon i hamulców, dźwięk dzwonków, to wszystko dawało wspaniałe odczucie.

Dojazd do Gdańska był jednym pasem ale jak wjechaliśmy na trój pas to cała ulica była nasza.

Po przyjeździe we wskazane miejsce czekaliśmy na peleton z Gdańska oraz z Tczewa. Jak przyjechali to równo o 13 rozpoczęliśmy Wielki Przejazd Rowerowy. Na myśl mi nie przyszło, że tyle ludzi jeździ na rowerze. Końca nie było widać, a ja byłem jakoś w środku. Tempo było wspaniałe, odczucie wiatru znikome, ponieważ każdy tłumił ten paskudny wiatr, który zawsze nas ogranicza.

Z wielkiego przejazdu będzie film i tam zobaczycie ile było ludzi. Może uda wam się to policzyć. Co jeszcze mnie zaciekawiło to wywrotki i upadki. Jak to w peletonie. Wypadki się zdarzają. Dziewczyna jadąca za mną ciągle hamowała i to ostro ze zrywem. Po kilkunastu takich hamowaniach już nie jadąc za mną walnęła w krawężnik.

Najlepsze zostawiłem na deser. Uśmiechałem się widząc zdenerwowanych kierowców, którzy czekali, aż wszyscy przejadą albo miny zaskoczonych kierowców, że jednak rower istnieje. W końcu to 200 lat tego wspaniałego wynalazku. Trochę to już minęło. Podobno pierwszy raz na rowerze zrobiono 8 kilometrów. Jak na dzisiejsze czasy to jest pikuś. Na tamte czasy był to wielki wyczyn, kiedyś rower był drewniany. Dzisiaj mamy ogromny przeskok do ram aluminiowych i karbowanych. Wielki postęp technologiczny – tak to można ująć.

Przejazd miał na celu pokazanie, że rowerzyści istnieją na drodze. Jadąc ulicą często spotykam się z sytuacją, gdzie ciężarówka albo osobówka nie zachowuje odstępu, wymija na trzeciego albo wyprzedza jeśli jedziemy w przeciwnym kierunku.

Byłem na tym przejeździe pierwszy raz i za rok na pewno też pojadę. A tym czasem chciałbym zaprosić was czytelników na jutro na film bikevlog #5. Już niedługo także blogowy FB, na który również serdecznie zapraszam.

Podsyłam link do You Tube. Jeśli chcesz oglądać moje filmy wystarczy, że przyciśniesz czerwony guzik z nazwą subskrybuj. Każdy komentarz, łapka w górę lub w dół jest motywacją do ulepszania filmów i ich dodawania.

Miłego dzionka. Do następnego i ogień na tłoki.

Dawid.

Przygotowania do 21 WPR + rowerem do pracy

Cześć.

Postanowiłem zmienić formę pisania bloga. Odczujecie to na pewno. Każdemu kto pisze bloga z czasem brakuje regularności. Ciężko utrzymywać systematyczność mając mnóstwo pracy na głowie. Jednak powoli idziemy do przodu, a rower nie idzie w zapomnienie.

Zacząłem pracę. Jest to taka praca, która pozwala mi nawiązać kontakty z ludźmi oraz spełniać swoje marzenia. Mimo natłoku pracy, bo trwa ona 5 dni w tygodniu, czas na kilometry się znajduje.

Ostatnio zacząłem jeździć rowerem do pracy. Wczoraj niestety padało i jazda przez las okazała się tragiczna. Jadąc swoją polną drogą nie było aż tak źle. Po wjechaniu na leśny szlak zaczęły się przygody. Jak to w lesie, błoto jest nieodzwierciedlonym aspektem ścieżki. Na dodatek dochodzą kałuże, które zmuszają cię do omijania drogi lub przeprowadzenia roweru. Niestety lasy mają swoje wady jak i zalety.

Dojeżdżając do pracy wybieram jak najkrótszą drogę. Ostatnio nagle zachciało mi się spać. Choć pracuję od 10.30 do 21.30 to w wyniku wysiłku potrafię spać do max 10. Jak na mnie to zadziwiająco długo.

Przygotowania do WPR

Co to jest WPR? Jest to impreza organizowane przez Gdańską metropolię. Polega ona na przejeździe rowerzystów przez Trójmiasto, kończąc na festynie w Sopocie.

Krótko i na temat mówiąc, w przypadku mnie, jadę od Kartuz w swoim peletonie. Ogólnie peletony są 4. Jeden z Wejherowa, drugi z Tczewa, trzeci z Kartuz( mój ) i czwarty gdański. Peletony łączą się w pewnym miejscu w Gdańsku i razem odbywa się przejazd przez UWAGA ! Najbardziej zakorkowane i ruchliwe ulice Gdańska. To jest wydarzenie ! Przejedziemy środkiem ulicy. Na dodatek tych rowerzystów nie będzie 100 czy 200 ale około 1 tysiąca. Mnóstwo rowerów. Miła atmosfera.

Już teraz zapraszam na 11 czerwca. Jest to niedziela. Każdy peleton wyrusza o swojej godzinie. W przypadku mojego jest to 9.40 wyjazd. Potem dołączą się inne grupki między innymi w Żukowie, Baninie czy Rębiechowie. Oj będzie się działo. Już mówię na wstępie, że zaopatrzyłem się w odpowiedni sprzęt, aby moja kamerka nagrała całe 3 godziny przejazdu. Oczywiście chodzi tutaj o Power Banka.

Jeśli ktoś chciałby pojechać na przejeździe to wystarczy wpisać w wyszukiwarkę 21 wielki przejazd rowerowy w Gdańsku lub na FB wpisać profil ” Rowerowa Metropolia ” i tam będzie zamieszczona informacja co i jak.

Do wielce wyczekiwanego wydarzenia pozostało 4 dni, tylko 4. Z tej okazji trzeba zadbać o nasze pojazdy. Mój niestety będzie brudny w sobotę więc na wielkie czyszczenie będę musiał się wspiąć w niedzielę rano. Myślę, że dam radę.

Jeśli chodzi o dzisiejszy dzień, który jest dniem wolnym od pracy to zmontowałem już film, który będzie przesyłał się dzisiaj w nocy. Na rano powinien być gotowy. Link do niego dostaniecie w następnym wpisie.

Wyregulowałem hamulce. Kwestia hamulców jest bardzo prosta. Jeśli droga hamowania ci się wydłuża czyli naciskasz klamkę od hamulca coraz to mocniej, a siła hamowania jest mniejsza to musisz naciągnąć linkę. Odkręcasz imbusem numer 8, naciągasz linkę ( nie za mocno, nie za słabo ), przykręcasz tak, aby nie zgnieść linki bo wtedy po kilku takich dokręceniach będzie do wyrzucenia, ponieważ się wytrą druciki i się postrzępią, a wtedy linka będzie słabiej trzymać.

To by było na tyle. Jeszcze podeślę ci link do kanału na You Tube jeśli jeszcze do niego nie zajrzałeś albo nie wiedziałeś.

Do zobaczenia w niedzielę. Trzymajcie się !

Wyjazd do SIANOWA !

Cześć.

Pisząc tego posta mamy piątek. W niedzielę czyli 9.04.2017 roku wybrałem się na wyprawę do Sianowa. Na początku warto wspomnieć co to za miejsce. Znajduję się tam sanktuarium Matki Boskiej Sianowskiej. Wszystkie znaki prowadzące na drzewach kierują właśnie tam. Odbywają się także pielgrzymki w to miejsce. Idzie się około jednego dnia. Jest odprawiana msza święta.

Jak wygląda to miejsce?

Zobaczycie sami w moim nowym filmie, którego link pojawi się w tym miejscu zaraz po jego wstawieniu. O tu …

Tymczasem opowiem wam jak wyglądała ta podróż. Oczywiście była zaplanowana przeze mnie ale szlak został zaczerpnięty z internetu. I właśnie w tym miejscu umieszczam link do stronki nie tylko z tym szlakiem ” zielonym ” co jechałem ale też są tam inne, które w najbliższym czasie pokażę. Tu link … http://rowery.trojmiasto.pl/Szlaki-rowerowe-w-Gminie-Kartuzy-n85785.html

Znajduję się tu dokładna mapka jak dojechać. Jeszcze raz przypomnę, aby jechać tak jak na filmie należy kierować się ” zielonym szlakiem ” czyli jest taka zielona poprzeczna kreska na drzewach, a u góry namalowany jest rower.

Skąd zacząłem?

Zacząłem z miejscowości Kartuzy, a dokładniej w miejscu ” ławka Assesora” , gdzie pokazuję mapkę w formie tablicy. Optymalnie trasa zielonego szlaku zaczyna się w kartuskiej Kolegiacie. Ten taki wielki kościół, co ma dach w kształcie trumny. Od tamtego miejsca najlepiej zacząć. Radziłbym też wydrukować sobie mapę szlaku bo jak zaraz się okażę nie jest on w niektórych miejscach aż tak dobrze oznaczony.

To zaczynamy…

Jedziemy według wskazówek. Wjeżdżając do lasu mamy tylko jedną ścieżkę , gdzie praktycznie nie da się zgubić, innej nie ma. Po przejechaniu stawów śródleśnych po kilometrze może dwóch dojeżdżamy do rozwidlenia. Tam skręcamy na prawo. Na lewo wrócilibyśmy z powrotem.

Następnie jedziemy bez przeszkód. W niektórych miejscach zdarzy się błoto ale stabilnie. Ważne aby kierować się zielonymi oznaczeniami. Czasami będą one mało widoczne, ponieważ te oznaczenia będą tak jakby ” wyblakłe „. Jednak da się rozczytać. Jadąc dalej dojedziemy do momentu, w którym droga zielonego szlaku ( oznaczenia)  pójdzie do góry i na dół. I tu jest moment, w którym zastanowiłem się, gdzie pojechać. Wybrałem jazdę w dół i był to dobry wybór. Nie wiem, co się stanie jak pojedziecie do góry.

Po drodze jadąc tym szlakiem miniemy Zamek Łapalice. Można do niego wstąpić jeśli macie czas. Budynek grozi zawaleniem więc wchodzicie na własną odpowiedzialność. Za zamkiem piękny zjazd, w którym można osiągnąć piękną prędkość. Potem jedziemy według oznaczeń. Uwaga ! jeśli jest rozwidlenie, a nie ma oznaczenia znaczy, że macie jechać prosto.

Wyjeżdżamy na ulicę za stacją benzynową LOTOS. Skręcamy na lewo, aby po kilku metrach w najbliższą uliczkę skręcić na prawo. Na przeciwko, gdzie mamy skręcić jest Sklep u ” Stasia ” czy coś takiego. Jakieś delikatesy tam są. Dalej jedziemy asfaltem według oznaczeń, przejeżdżamy przez tory i dalej prosto ile fabryka dała.

W tym miejscu, w którym kończy się pierwsza część, dojeżdżam do końca Łapalic. Dalej jedziecie prosto aż do ulicy, co pokażę w drugiej części filmu.

Do tego momentu trasa nie sprawiała jakiegoś problemu. Pogoda umiarkowana, potem zrobiło się bardzo ciepło ale wiecznie. Polecam na taką pogodę rękawiczki.

Wypad rowerowy ! Zimny wiatr i pierwsze wymuszenia !

Cześć

Powtarzam to jak mantre i chyba będę do momentu , gdy zrobi się na prawdę ciepło. Jest coraz cieplej. Czuć różnice między lutym, a marcem.  Pamiętam te mrozy,  które denerwowały każdego.

Dzisiejszego dnia temperatura utrzymywała się na poziomie 4,5 stopni. Na bieganie to pogoda w sam raz jeśli się ciepło ubierzesz.  Na rower troszkę za zimno ale też się da ubrać , by nie zmarznąć.

Korzystając z nie deszczowej pogody postanowiłem wyjechać na godzinny Wypad rowerowy. Okazało się, że przedłużył się do 2 godzin. Wyjechałam z intencją żeby nagrać kolejny odcinek na Youtube.  Na razie montuje pierwszy odcinek. Cała seria będzie puszczona cyklicznie w jakiś dzień.  Ogólnie mówiąc już się dzieje. Będzie to coś innego niż dotychczas.

Tematem drugiego odcinka będzie rowerowy bubel.  W sumie nie wiem czy można go tak nazwać dobitnie ale projektant chyba zapomniał postawić znaki. W przypadku drugiej ścieżki , a właściwie ciągu rowerowo pieszego znowu natrafiamy na sprzeczność znaków. Kto te znaki projektował,  nie wiem ale nieźle to wygląda. Ten bubel akurat nie razi tak w oczy jak rozpoczynająca się ścieżka rowerowa bez znaku i kończy się też bez znaku wysokim zjazdem z krawężnika. Pytanie teraz. Być może ludzie wiedzą,  że czerwone coś to ścieżka rowerowa. Jednak byłem w mieście , gdzie czerwony oznaczał chodnik , a ścieżka była asfaltowa.

Na końcu tej ścieżki , gdzieś 50 metrów przed postawiono znak rozpoczynający ścieżkę . To czemu nie zaprojektował znaków wcześniej. ?

Dzisiaj jechało mi się bardzo dobrze. Mimo zimnego wiatru, który był intensywny wraz z dużą prędkością, udało mi się jechać w miarę spokojnie. Zrobiłem kółko dookoła swojej miejscowości i poleciałem na miasto leśną ścieżką.  Wszystko fajnie gdyby nie leżące na środku drzewo.

W mieście jak w mieście. Przybyło ścieżek rowerowych. Moje miasto się rozwija i jestem z tego bardzo dumny. Rundka po mieście to stała trasa.  Do promenady przez park i do domu. W parku mnóstwo ludzi, zakochanych par. To jedyne miejsce , gdzie można udać się na jakieś spotkanie.

Na promenadzie zaczęło się. Ludzie zamiast iść swoją ścieżką wchodzą na drogę dla rowerów. Nie żeby mi to przeszkadzało ale z prędkości 40 km na godzinę trudno wyhamować na odcinku 5 metrów.

Spotkała mnie też miła sytuacja. Przepusciłem panią na pasach za co bardzo mi podziękowała.  Uprzejmość to podstawa. Wracając do domu zaliczyłem dwa wymuszenia. W jednej sytuacji kierowca samochodu marki x nie zatrzymał się na przyjeździe dla rowerów. W drugiej sytuacji to rondo. Przepisy o ile mi wiadomo mówią, że jadąc na rondzie ścieżką przejeżdżającego rowerzyste musi przepuscić kierowca wjeżdżający na to rondo.

Jest to sporna sytuacja bo nigdy nie wiadomo kiedy ktoś cię przepuści , a kiedy nie. Wcisnij się na chama bo masz pierwszeństwo i kup nowy rower. Lepiej mieć zasadę ograniczonego zaufania. Kierowcy z GKA jeszcze nie są przyzwyczajeni do rowerzystów.  Niektórzy po prostu nie znają pprzepisów.  Dotyczy się to obu stron.

Dzień jak dzien ale fajnie było. Teraz ma być ciepło , a więc środa zapewne bedzie rowerowa.

Pozdrawiam.

Lazurowy księżyc – i bez oświetlenia można śmigać

Dobry Wieczór

Dzisiaj pisze ten wpis z nadzwyczajną energią. Zawsze po treningu na twarzy pojawia się szczery uśmiech. Ci, co siedzą przed telewizorami i tylko narzekają jakie to życie jest bez sensu, życzę im z całego serducha powodzenia. Niech żałują ci, co nie wykonują swoich pasji. Tylko to, co lubimy daje nam poczucie niezwykłej energii.

Kolejny trening za sobą. Dzisiaj był niezwykły dzień. Zacząłem drugą fazę treningów. Opanowałem nową technikę kroku. Ależ dzisiaj się działo. Do tego brak opadów atmosferycznych. Brak wiatru powodował , że nawet temperatura 4 stopnie wydawała się optymalna.

Tak na prawdę to czy będzie nam ciepło czy zimno zależy od naszego ubioru. Może być 15 stopni, a ty wyjedziesz na krótkim rękawku i powiesz, że zimno. To nie pogoda na bieganie bo zimno. Tak samo jak na zimę ubierasz kurtkę i żyjesz,  tak powinna układać nasza motywacja. Z nią po części było ciężko. Jednak teraz już tylko szukam tych dni, w których mogę biegać lub jechać rowerem. Zaczęło mi to sprawiać radość, która jest nie do pisania. Po osiągniętym celu czujesz się tak szczęśliwy. Dałem radę zrobić to o czym większość nawet nie zdążyła pomyśleć.

Dzisiejszy dzień był jeszcze wyjątkowy pod względem oświetlenia.  Zamiast latarki podpisałem umowę z firmą księżyc i dzisiejszego dnia współpraca przebiegała bardzo płynnie.  Super biegać pod blaskiem księżyca, gdzie widzimy lazurowe niebo. Bez latarki widać dosłownie wszystko.

Zauważyłem też,  że coraz więcej ludzi biega,  chodzi z kijkami,  jeździ na rowerze.

Dzisiejszy trening był bardzo ważny , ponieważ zacząłem kluczowy etap. Czas biegu nie zwiększył się o 1 minutę ale o 5. Za to serie zmniejszyły się do 3. Jest to bardziej wydany trening i moim zdaniem mniej się znaczyłem.  Być może dlatego, że zacząłem biegać przez srudstopie.  Przekłada stopę od pięty aż do palców podbijając się.  Wydajniejszy i wygodniejszy sposób.

Kroki w biegach mają ogromną wartość. To tak samo jak siłownia.  Pierw robię ćwiczenia dobrze technicznie i powoli by nauczyć się techniki. Gdy opanuje już technikę i wykonuje ćwiczenia poprawnie mogę zwiększyć intensywność. Źle wykonywane ćwiczenia wpływa na kontuzje itp.

Zatem biegajcie, spacerujcie, cokolwiek wam się tam nasunie. Byleby nie siedzieć przed tv i nie narzekać czemu to życie takie nudne. Jak tu zadbać o formę. Można to opisać w 3 krokach.  Dowiedz się jak to zrobić, zrób, docen każdy etap, który zrobiłeś.  Radość przyjdzie sama.

Zapraszam na mojego you tuba , gdzie mam swoje filmiki.

Pozdrawiam.

Pierwsza wyprawa rowerowa ! Przedsezonowe kilometry!

Cześć.

Sobota w marcu. Pierwszy dzień , w którym było na prawdę ciepło. Porównując to do południa Polski to temperatura nie należała do najwyższych. Już od zeszłego tygodnia wypatrywałem pogodę i sprawdzałem kiedy mogę jechać. Sezon zaplanowany dopiero na koniec marca ale przy takiej pogodzie aż się chce jechać. Z takim nastawieniem też podchodziłem do tego.

Wyjazd rozpocząłem o godzinie 11. Najdłużej trwały przygotowania. Był to trochę inny wyjazd niż zwykle. Zimniej to i więcej ciepłych rzeczy w razie co trzeba zabrać. Do plecaka wpakowałem niezbędne narzedzia, po ostatnim bublu hamulców wziąłem na wszelki wypadek klucz imbus, krzyżak i parę podkładek i śrubek.  Podstawowe narzędzia zawsze bierzcie ze sobą, nigdy nie wiadomo kiedy mogą się przydać. Oprócz narzędzi wpakowałem ciepłą bluze,  wodę i coś do jedzenia.

Wyjechałem około 11.15 . Do lotniska w Gdańsku dojechałem pociągiem, był luz ale powrót okazał się niezłym zamieszaniem. Pełno ludzi jechało i ledwo co zmieściłem rower. Po przybyciu do lotniska zjechałem ścieżką rowerową.  Od tego momentu zaczęła się moja jazda po Gdańsku.  Gdzie byłem i jak to wyglądało dowiecie się już nie długo w filmie. Powstaje bowiem seria nowego sezonu rowerowego. Pierw nagrywam trasy i wraz z rozpoczęciem sezonu wypuszczę tą serie.

Co ciekawego zauważyłem.  Może nie powiem wam o trasie ale o odczuciach. Jeśli chodzi o mnie to jak wsiadłem na rower to pojawił się uśmiech na twarzy. Jeżdżąc po Gdańsku cały czas byłem bardzo szczęśliwy.  Tak z resztą wyglądają ludzie, którzy lubią to, co robią.  Od rana poczułem napływ silnej energii. Jeżdżąc nad morzem zauważyłem,  że mimo niskiej temperatury masa ludzi chodzi po plaży czy po pasie dla turystów.  Z budek wydobywał się zapach smażonych kiełbasek.  W końcu trzeba korzystać z frekwencji turystów. Co mnie zdziwiło to ludzie mieszkający w Sopocie. Nie usmiechniesz się , to pomyślą,  że dziwny. Ludzie w tym mieście , choć małe to posiada niezwykłą energię uprzejmości.

Wracając przez Gdańsk również trafialem na ludzi,którzy i przepuścili na pasach i cofnęli się,  gdy miałem pierwszeństwo. Ciemna strona mocy zawsze będzie. Są też ludzie, którzy staną ci na środku przejazdu dla rowerów i czekają na niewiadomo co, zamiast cofnąć jeśli z tyłu jest miejsce.

Podsumowując ten dzień był bardzo udany. Mam jednak problem z rowerem. Chyba mam luzy w kołach bo w jednym miejscu koło szoruje o hamulce i jest taki jakby zryw,  przerwa i znów zryw.  Jechać idzie normalnie ale zobaczymy co to jest. I wymiana klocków z tyłu hamulca też będzie potrzebna.

Za tydzień jadę do serwisu na przegląd tam wszystko się okaże. I zapomniałem o najważniejszym. Ile dzisiaj było kilometrów. Zrobiłem okrągłą setkę. 100 km w jeden dzień bez przerwy i czułem, że mógłbym jeszcze dalej jechac.  Powiem szczerze, że jazda w mieście różni się od jazdy po ulicy po za nim. W mieście odpoczniemy na światłach,  a po za miastem ciśniemy calutki czas , jest więcej podjazdów i oczywiście większy wiatr i nie zawsze nawierzchnia daje mozliwosci rozwinięcie dużych prędkości. Dzisiaj na ddr rozwinąłem max 35 km /h .

Najszybciej jechalem 47,5 km/h.

To by było na tyle. Już niedługo zwiastun ” trip to Gdańsk”

Pozdrawiam.