Archiwa tagu: podróże

Przygotowania do 21 WPR + rowerem do pracy

Cześć.

Postanowiłem zmienić formę pisania bloga. Odczujecie to na pewno. Każdemu kto pisze bloga z czasem brakuje regularności. Ciężko utrzymywać systematyczność mając mnóstwo pracy na głowie. Jednak powoli idziemy do przodu, a rower nie idzie w zapomnienie.

Zacząłem pracę. Jest to taka praca, która pozwala mi nawiązać kontakty z ludźmi oraz spełniać swoje marzenia. Mimo natłoku pracy, bo trwa ona 5 dni w tygodniu, czas na kilometry się znajduje.

Ostatnio zacząłem jeździć rowerem do pracy. Wczoraj niestety padało i jazda przez las okazała się tragiczna. Jadąc swoją polną drogą nie było aż tak źle. Po wjechaniu na leśny szlak zaczęły się przygody. Jak to w lesie, błoto jest nieodzwierciedlonym aspektem ścieżki. Na dodatek dochodzą kałuże, które zmuszają cię do omijania drogi lub przeprowadzenia roweru. Niestety lasy mają swoje wady jak i zalety.

Dojeżdżając do pracy wybieram jak najkrótszą drogę. Ostatnio nagle zachciało mi się spać. Choć pracuję od 10.30 do 21.30 to w wyniku wysiłku potrafię spać do max 10. Jak na mnie to zadziwiająco długo.

Przygotowania do WPR

Co to jest WPR? Jest to impreza organizowane przez Gdańską metropolię. Polega ona na przejeździe rowerzystów przez Trójmiasto, kończąc na festynie w Sopocie.

Krótko i na temat mówiąc, w przypadku mnie, jadę od Kartuz w swoim peletonie. Ogólnie peletony są 4. Jeden z Wejherowa, drugi z Tczewa, trzeci z Kartuz( mój ) i czwarty gdański. Peletony łączą się w pewnym miejscu w Gdańsku i razem odbywa się przejazd przez UWAGA ! Najbardziej zakorkowane i ruchliwe ulice Gdańska. To jest wydarzenie ! Przejedziemy środkiem ulicy. Na dodatek tych rowerzystów nie będzie 100 czy 200 ale około 1 tysiąca. Mnóstwo rowerów. Miła atmosfera.

Już teraz zapraszam na 11 czerwca. Jest to niedziela. Każdy peleton wyrusza o swojej godzinie. W przypadku mojego jest to 9.40 wyjazd. Potem dołączą się inne grupki między innymi w Żukowie, Baninie czy Rębiechowie. Oj będzie się działo. Już mówię na wstępie, że zaopatrzyłem się w odpowiedni sprzęt, aby moja kamerka nagrała całe 3 godziny przejazdu. Oczywiście chodzi tutaj o Power Banka.

Jeśli ktoś chciałby pojechać na przejeździe to wystarczy wpisać w wyszukiwarkę 21 wielki przejazd rowerowy w Gdańsku lub na FB wpisać profil ” Rowerowa Metropolia ” i tam będzie zamieszczona informacja co i jak.

Do wielce wyczekiwanego wydarzenia pozostało 4 dni, tylko 4. Z tej okazji trzeba zadbać o nasze pojazdy. Mój niestety będzie brudny w sobotę więc na wielkie czyszczenie będę musiał się wspiąć w niedzielę rano. Myślę, że dam radę.

Jeśli chodzi o dzisiejszy dzień, który jest dniem wolnym od pracy to zmontowałem już film, który będzie przesyłał się dzisiaj w nocy. Na rano powinien być gotowy. Link do niego dostaniecie w następnym wpisie.

Wyregulowałem hamulce. Kwestia hamulców jest bardzo prosta. Jeśli droga hamowania ci się wydłuża czyli naciskasz klamkę od hamulca coraz to mocniej, a siła hamowania jest mniejsza to musisz naciągnąć linkę. Odkręcasz imbusem numer 8, naciągasz linkę ( nie za mocno, nie za słabo ), przykręcasz tak, aby nie zgnieść linki bo wtedy po kilku takich dokręceniach będzie do wyrzucenia, ponieważ się wytrą druciki i się postrzępią, a wtedy linka będzie słabiej trzymać.

To by było na tyle. Jeszcze podeślę ci link do kanału na You Tube jeśli jeszcze do niego nie zajrzałeś albo nie wiedziałeś.

Do zobaczenia w niedzielę. Trzymajcie się !

Kontuzje się zdarzają

cześć.

Dzisiaj chciałbym wam opowiedzieć o kontuzjach jakie mogą się przytrafić niemal każdemu. Czy to na rowerze czy podczas biegania czy też podczas zwykłej przebieżki na autobus.

Właśnie jestem już po tygodniowej przerwie związanej z chorobą, a tu znów pech. Doznałem urazu śródstopia lub też kości strzałkowej pod kostką. Jeszcze nie wiem, co to dokładniej jest.

W poniedziałek odbyłem jeden trening. Nacisk był ogromny, ponieważ pobiłem swoją czasówkę aż o 5 minut. Jednak mimo przebiegniętej dalszej odległości i szybszego tempa z początku było dobrze. Nad ranem też obudziłem się w świetnej formie.

Po ubraniu butów do szkoły zaczął się lekki ból w stopie. I gdybym nie szedł dalej wszystko byłoby okej ale do szkoły trzeba było iść. Ból narastał, a ja chodziłem z nim przez całą szkołę.

Myślę, że to wina butów. Były za luźne, a stopa po treningu była troszkę naderwana. W sensie wiązania stawów.

I teraz jest problem bo już kiedyś miałem taki przypadek. Znów tydzień przerwy w treningach. Na prawdę uwielbiam takie przypadki, tym bardziej, że już jestem po tygodniowej przerwie.

Przygotowując się do majowych zawodów czasu jest sporo. Chciałbym się jak najlepiej przygotować i każda przerwa nie jest mi na rękę.

No cóż ale zdrowie ważniejsze i będzie trzeba sobie odpuścić trochę treningów. Zapewne ten jutrzejszy i piątkowy.

Na pocieszenie mam dobrą wiadomość. Drugi odcinek z mojej nowej serii już prawie gotowy. Emisja w sobotę o 20. Pierwszy odcinek miał tyle wyświetleń co zeszłe w rok więc są postępy. Cieszę się, z każdego wyświetlenia, które się pojawi.

O odcinku dokładniej powiem w czwartek. Wtedy też zrelacjonuje plany na najbliższy tydzień. Pozdrawiam.

Wypad rowerowy ! Zimny wiatr i pierwsze wymuszenia !

Cześć

Powtarzam to jak mantre i chyba będę do momentu , gdy zrobi się na prawdę ciepło. Jest coraz cieplej. Czuć różnice między lutym, a marcem.  Pamiętam te mrozy,  które denerwowały każdego.

Dzisiejszego dnia temperatura utrzymywała się na poziomie 4,5 stopni. Na bieganie to pogoda w sam raz jeśli się ciepło ubierzesz.  Na rower troszkę za zimno ale też się da ubrać , by nie zmarznąć.

Korzystając z nie deszczowej pogody postanowiłem wyjechać na godzinny Wypad rowerowy. Okazało się, że przedłużył się do 2 godzin. Wyjechałam z intencją żeby nagrać kolejny odcinek na Youtube.  Na razie montuje pierwszy odcinek. Cała seria będzie puszczona cyklicznie w jakiś dzień.  Ogólnie mówiąc już się dzieje. Będzie to coś innego niż dotychczas.

Tematem drugiego odcinka będzie rowerowy bubel.  W sumie nie wiem czy można go tak nazwać dobitnie ale projektant chyba zapomniał postawić znaki. W przypadku drugiej ścieżki , a właściwie ciągu rowerowo pieszego znowu natrafiamy na sprzeczność znaków. Kto te znaki projektował,  nie wiem ale nieźle to wygląda. Ten bubel akurat nie razi tak w oczy jak rozpoczynająca się ścieżka rowerowa bez znaku i kończy się też bez znaku wysokim zjazdem z krawężnika. Pytanie teraz. Być może ludzie wiedzą,  że czerwone coś to ścieżka rowerowa. Jednak byłem w mieście , gdzie czerwony oznaczał chodnik , a ścieżka była asfaltowa.

Na końcu tej ścieżki , gdzieś 50 metrów przed postawiono znak rozpoczynający ścieżkę . To czemu nie zaprojektował znaków wcześniej. ?

Dzisiaj jechało mi się bardzo dobrze. Mimo zimnego wiatru, który był intensywny wraz z dużą prędkością, udało mi się jechać w miarę spokojnie. Zrobiłem kółko dookoła swojej miejscowości i poleciałem na miasto leśną ścieżką.  Wszystko fajnie gdyby nie leżące na środku drzewo.

W mieście jak w mieście. Przybyło ścieżek rowerowych. Moje miasto się rozwija i jestem z tego bardzo dumny. Rundka po mieście to stała trasa.  Do promenady przez park i do domu. W parku mnóstwo ludzi, zakochanych par. To jedyne miejsce , gdzie można udać się na jakieś spotkanie.

Na promenadzie zaczęło się. Ludzie zamiast iść swoją ścieżką wchodzą na drogę dla rowerów. Nie żeby mi to przeszkadzało ale z prędkości 40 km na godzinę trudno wyhamować na odcinku 5 metrów.

Spotkała mnie też miła sytuacja. Przepusciłem panią na pasach za co bardzo mi podziękowała.  Uprzejmość to podstawa. Wracając do domu zaliczyłem dwa wymuszenia. W jednej sytuacji kierowca samochodu marki x nie zatrzymał się na przyjeździe dla rowerów. W drugiej sytuacji to rondo. Przepisy o ile mi wiadomo mówią, że jadąc na rondzie ścieżką przejeżdżającego rowerzyste musi przepuscić kierowca wjeżdżający na to rondo.

Jest to sporna sytuacja bo nigdy nie wiadomo kiedy ktoś cię przepuści , a kiedy nie. Wcisnij się na chama bo masz pierwszeństwo i kup nowy rower. Lepiej mieć zasadę ograniczonego zaufania. Kierowcy z GKA jeszcze nie są przyzwyczajeni do rowerzystów.  Niektórzy po prostu nie znają pprzepisów.  Dotyczy się to obu stron.

Dzień jak dzien ale fajnie było. Teraz ma być ciepło , a więc środa zapewne bedzie rowerowa.

Pozdrawiam.

Lazurowy księżyc – i bez oświetlenia można śmigać

Dobry Wieczór

Dzisiaj pisze ten wpis z nadzwyczajną energią. Zawsze po treningu na twarzy pojawia się szczery uśmiech. Ci, co siedzą przed telewizorami i tylko narzekają jakie to życie jest bez sensu, życzę im z całego serducha powodzenia. Niech żałują ci, co nie wykonują swoich pasji. Tylko to, co lubimy daje nam poczucie niezwykłej energii.

Kolejny trening za sobą. Dzisiaj był niezwykły dzień. Zacząłem drugą fazę treningów. Opanowałem nową technikę kroku. Ależ dzisiaj się działo. Do tego brak opadów atmosferycznych. Brak wiatru powodował , że nawet temperatura 4 stopnie wydawała się optymalna.

Tak na prawdę to czy będzie nam ciepło czy zimno zależy od naszego ubioru. Może być 15 stopni, a ty wyjedziesz na krótkim rękawku i powiesz, że zimno. To nie pogoda na bieganie bo zimno. Tak samo jak na zimę ubierasz kurtkę i żyjesz,  tak powinna układać nasza motywacja. Z nią po części było ciężko. Jednak teraz już tylko szukam tych dni, w których mogę biegać lub jechać rowerem. Zaczęło mi to sprawiać radość, która jest nie do pisania. Po osiągniętym celu czujesz się tak szczęśliwy. Dałem radę zrobić to o czym większość nawet nie zdążyła pomyśleć.

Dzisiejszy dzień był jeszcze wyjątkowy pod względem oświetlenia.  Zamiast latarki podpisałem umowę z firmą księżyc i dzisiejszego dnia współpraca przebiegała bardzo płynnie.  Super biegać pod blaskiem księżyca, gdzie widzimy lazurowe niebo. Bez latarki widać dosłownie wszystko.

Zauważyłem też,  że coraz więcej ludzi biega,  chodzi z kijkami,  jeździ na rowerze.

Dzisiejszy trening był bardzo ważny , ponieważ zacząłem kluczowy etap. Czas biegu nie zwiększył się o 1 minutę ale o 5. Za to serie zmniejszyły się do 3. Jest to bardziej wydany trening i moim zdaniem mniej się znaczyłem.  Być może dlatego, że zacząłem biegać przez srudstopie.  Przekłada stopę od pięty aż do palców podbijając się.  Wydajniejszy i wygodniejszy sposób.

Kroki w biegach mają ogromną wartość. To tak samo jak siłownia.  Pierw robię ćwiczenia dobrze technicznie i powoli by nauczyć się techniki. Gdy opanuje już technikę i wykonuje ćwiczenia poprawnie mogę zwiększyć intensywność. Źle wykonywane ćwiczenia wpływa na kontuzje itp.

Zatem biegajcie, spacerujcie, cokolwiek wam się tam nasunie. Byleby nie siedzieć przed tv i nie narzekać czemu to życie takie nudne. Jak tu zadbać o formę. Można to opisać w 3 krokach.  Dowiedz się jak to zrobić, zrób, docen każdy etap, który zrobiłeś.  Radość przyjdzie sama.

Zapraszam na mojego you tuba , gdzie mam swoje filmiki.

Pozdrawiam.

Śnieżna przerwa !

Cześć.

Nic nie ma gorszego jeśli chcesz wyjść na dwór,  upierasz się,  a tu pada śnieg. Szczerze wam powiem liczyłem po tych ciepłych dniach na ciągłość w pogodzie. Jednak marzec to miesiąc przeplatanki zimy z latem.

Dziwi mnie tylko sytuacja tych wszystkich ptaków i zwierząt,  które przybyły po długiej wędrówce do Polski. Jak one sobie poradzą w takich warunkach. Być może tydzień dla nich nie zrobi wielkiej rróżnicy.  Pewnie gdyby takie zimno utrzymywało by się przez dłuższy czas to wszystkie ptaki by wyginęły.  Na szczęście chłód ma utrzymać się do czwartku, potem tylko cieplej. Z drugiej zaś strony ciągle ma padać. I najgorsze jest to, że tylko na północnej części.  To takie niesprawiedliwe.

Myśląc nad tym wszystkim zdaję sobie sprawę,  że zbyt dużo oczekuje i za szybko chce mieć to ciepło. Pamiętam okres mrozów,  które utrzymywały się blisko przez 1,5 miesiąca.  Nikt nie narzekał.  Każdy czekał aż to minie. I tym razem nie zamierzam już wyczekiwać wiosny bo tylko się zamotam we własnej głowie.

Priorytetem czyli warunkiem wyjścia na trening będą dwa czynniki. Nie może padać i temperatura minimalna musi być powyżej zera stopni.

Dzisiaj chciałem wkroczyć wielkim susem w drugi etap mojego planu treningowego. 15 minut ciągłego biegu , 3 serie i minuta marszu. Optymistyczne słowa pogodynki dały nadzieję, że zacznę realizować ten plan w środę. Nie ma padać. W końcu.  Na jeden dzień tylko. Doceniam tą chwilę i środę wykorzystam na trening.

Na rower jeszcze nie ma pogody. Zrobiłem pierwszy wyjazd przedsezonowy. Rozpoczęcie sezonu zaplanowałem na 25 marca. Czyli jeszcze około 3 tygodni.

Już powstał zwiastun zapowiadający moją nową jakże kreatywną serię nowego sezonu. Link na końcu wpisu. Forma filmów będzie zupełnie inna. Wszystko za sprawą nowego programu do obrabiania filmów. Plan jest taki aby każda seria miała po 5 odcinków emitowanych co tydzień o pewnej godzinie. Jak w telewizji. W filmikach wprowadze wiele momentów niewiadomych.  Relacje z tras ale też wplecienie mojej roli jako opowiadacza da zgrabną całość.

Jestem kreatywny i na prawdę potrafię wymyślić fajne rzeczy. Pierwszy odcinek pojawi się wraz z rozpoczęciem sezonu. Tym razem mogę już zdradzić,  że pojawią się ciekawe leśne ścieżki.  Pokaże także rozwój mojego miasta jako twórcę ddr.

Na razie zwiastun, na który serdecznie zapraszam. Udostepniajcie,  subskrybujcie kanał,  śledzcie bloga.

Pierwsza wyprawa rowerowa ! Przedsezonowe kilometry!

Cześć.

Sobota w marcu. Pierwszy dzień , w którym było na prawdę ciepło. Porównując to do południa Polski to temperatura nie należała do najwyższych. Już od zeszłego tygodnia wypatrywałem pogodę i sprawdzałem kiedy mogę jechać. Sezon zaplanowany dopiero na koniec marca ale przy takiej pogodzie aż się chce jechać. Z takim nastawieniem też podchodziłem do tego.

Wyjazd rozpocząłem o godzinie 11. Najdłużej trwały przygotowania. Był to trochę inny wyjazd niż zwykle. Zimniej to i więcej ciepłych rzeczy w razie co trzeba zabrać. Do plecaka wpakowałem niezbędne narzedzia, po ostatnim bublu hamulców wziąłem na wszelki wypadek klucz imbus, krzyżak i parę podkładek i śrubek.  Podstawowe narzędzia zawsze bierzcie ze sobą, nigdy nie wiadomo kiedy mogą się przydać. Oprócz narzędzi wpakowałem ciepłą bluze,  wodę i coś do jedzenia.

Wyjechałem około 11.15 . Do lotniska w Gdańsku dojechałem pociągiem, był luz ale powrót okazał się niezłym zamieszaniem. Pełno ludzi jechało i ledwo co zmieściłem rower. Po przybyciu do lotniska zjechałem ścieżką rowerową.  Od tego momentu zaczęła się moja jazda po Gdańsku.  Gdzie byłem i jak to wyglądało dowiecie się już nie długo w filmie. Powstaje bowiem seria nowego sezonu rowerowego. Pierw nagrywam trasy i wraz z rozpoczęciem sezonu wypuszczę tą serie.

Co ciekawego zauważyłem.  Może nie powiem wam o trasie ale o odczuciach. Jeśli chodzi o mnie to jak wsiadłem na rower to pojawił się uśmiech na twarzy. Jeżdżąc po Gdańsku cały czas byłem bardzo szczęśliwy.  Tak z resztą wyglądają ludzie, którzy lubią to, co robią.  Od rana poczułem napływ silnej energii. Jeżdżąc nad morzem zauważyłem,  że mimo niskiej temperatury masa ludzi chodzi po plaży czy po pasie dla turystów.  Z budek wydobywał się zapach smażonych kiełbasek.  W końcu trzeba korzystać z frekwencji turystów. Co mnie zdziwiło to ludzie mieszkający w Sopocie. Nie usmiechniesz się , to pomyślą,  że dziwny. Ludzie w tym mieście , choć małe to posiada niezwykłą energię uprzejmości.

Wracając przez Gdańsk również trafialem na ludzi,którzy i przepuścili na pasach i cofnęli się,  gdy miałem pierwszeństwo. Ciemna strona mocy zawsze będzie. Są też ludzie, którzy staną ci na środku przejazdu dla rowerów i czekają na niewiadomo co, zamiast cofnąć jeśli z tyłu jest miejsce.

Podsumowując ten dzień był bardzo udany. Mam jednak problem z rowerem. Chyba mam luzy w kołach bo w jednym miejscu koło szoruje o hamulce i jest taki jakby zryw,  przerwa i znów zryw.  Jechać idzie normalnie ale zobaczymy co to jest. I wymiana klocków z tyłu hamulca też będzie potrzebna.

Za tydzień jadę do serwisu na przegląd tam wszystko się okaże. I zapomniałem o najważniejszym. Ile dzisiaj było kilometrów. Zrobiłem okrągłą setkę. 100 km w jeden dzień bez przerwy i czułem, że mógłbym jeszcze dalej jechac.  Powiem szczerze, że jazda w mieście różni się od jazdy po ulicy po za nim. W mieście odpoczniemy na światłach,  a po za miastem ciśniemy calutki czas , jest więcej podjazdów i oczywiście większy wiatr i nie zawsze nawierzchnia daje mozliwosci rozwinięcie dużych prędkości. Dzisiaj na ddr rozwinąłem max 35 km /h .

Najszybciej jechalem 47,5 km/h.

To by było na tyle. Już niedługo zwiastun ” trip to Gdańsk”

Pozdrawiam.

ekstremalny wpis !

Czesc.

Mialem pisac wczoraj od razu po przyjezdzie ale niestety bylem tak zmeczony, ze juz nic nie dalo rady zrobic. Tylko polozyc sie spac i tyle. Wrocilem o 22, a wyjechalem o 8 rano.

Gdzie bylem ? 

To moze zacznijmy od poczatku. Przeniesmy sie do wczorajszego dnia. Wstalem o godzinie 7 rano. Chcialem naladowac kamerke na wyjazd ale wstajac o 5 rano patrzac na budzik poszedlem dalej w kime. Po przebudzeniu sie przygotowalem sobie 2 butelki napoju i zero jedzenia. 

Nic do jedzenia ? 

A no nic. Nawodnienie jest najwazniejszym elementem podczas kazdej mojej wyprawy. Bez tego ni rusz. Jedzenia nie biore z tego wzgledu, ze jak sie najem to potem ciezko mi cisnac w pedaly. Oczywiscie, ze male przekaski jak batoniki czy owoce sa jak najbardziej wskazane.

wyruszylem. 

Balem sie, ze nie zdaze. Wyjechalem o 8.35. Zas wyjazd byl o 9. Musialem ostro pocisnac. I teraz tego nie zaluje bo byla to dobra rozgrzewka przed czyms co jeszcze nie bylem swiadom, ze stanie sie mordercza walka.

Dojechalem na miejsce zbiorki okolo 9. Dokladnie 3 minuty przed czasem odjazdu. Przyjezdzam z mysla, ze bedzie tam mnostwo osob. Byly tylko 2. Potem dojechal jakis facet. Znali sie. Ja nie znalem nikogo.

No to jedziemy.

Mamy dojechac do miejscowosci Odry. Powiat koscierski. Miejsce oddalone od poczatkowego o jakies 65 km. Jazda jak na sam poczatek idealna, wolniutko spokojnie, sil dosc. Jedziemy po drodze jeszcze po grupke 5 osob. Wszyscy milo mnie przywitali. Byla to ostatnia rzecz, ktora byla przyjemna. 

Od tego momentu zmienie kolor.

Jedziemy sobie ulica. Raz zjezdzamy na polna droge raz na ulice. Jedzie sie super. Mysle sobie, ze jak bedziemy tak ciagle jechali to wyjazd bedzie udany. Wszystko bylo dobrze do momentu pierwszej gorki. Wszyscy cisneli pod nia. Ja ledwo co nadazalem. Z tylu jeszcze marudzaca kobieta, ktora dobijala swoim glosem. Cieszylem sie, ze nie jestem ostatni. 

Kolejna gorka, jeszcze wieksza , oni cisna a ja juz nie moge. Pamietacie jak bylem w Szymbarku ? Podjechalem pod ta gorke !!! Pokonalem swoja slabosc. To dobry aspekt tej wyprawy. 

Zaczelo padac, bylismy cali mokrzy. Rowery po deszczu zaczynaja piszczec jak nigdy. Smar zmyl sie wraz z woda. Pisali, ze srednia ich predkosc bedzie 15km /h . Oni jechali jak na jakis wyscigach. 25km/h . Na prostej! Bez przerwy!

Ja jade tyle z gorki. :) No ale co zrobic jak drogi nie znasz , a jechac musisz jak oni zeby sie nie zgubic. Pojedziesz wolniej to nie zaczekaja na ciebie, a ty zostaniesz sam w lesie.

No tak w lesie. Przewodnik sam nie wiedzial, gdzie ma jechac. Kierowal nas wedlug jakiejs lini , ktora sam sobie narysowal. Z usmiechem nie chcial pokazac nam mapy. Mowil ze pojedziemy tam, a zaraz krzyczal, ze tam to sie jedzie na cos choc mysmy w te strone w ogole nie jechali.

Jesli chodzi o tempo to zabojcza predkosc wyscigowa. Jesli chodzi o trase to jazda objazdami i robienie nie potrzebnych kilometrow. Ekipa, w skladzie z kobieta, ktora zachowuje sie jak dzieciak, choc ma 40 lat.

Dojezdzamy do Odr zobaczyc jakies kamienie. Tyle.

Wracamy okrezna droga tylko po to zeby przewodniczka zjadla sobie zupke mniejsza od kubka na kawe. Zamiast od razu do domu.

Znow krazymy, nadrabiamy kilometry przez lasy. Pisali, ze droga to asfalt i szutr, a nie mech, trawa i korzenie.

To byly zle odczucia. 

Te dobre zmieszcze w kilku slowach.

Zrobilem zyciowke 136 km. !!!!! Pokonalem wlasne slabosci i nadazalem z wyscigowa predkoscia. Zwiedzilem krajobrazy choc czasem nawet spojrzec sie nie dalo bo grupa ci odjezdzala jak spojrzales dluzej. Plusem byla jazda w grupie, ktora nigdy nie zmieni swojego skladu, nie bedzie ich wiecej bo jesli ktos jjedzie pierwszy raz to od razu rezygnuje.

Minusem jest to ze rower dostal ostro po dupie :) Chociaz taki jednorazowy chrzest pozwoli na dokrecenie luzow w pedalach i sterze. I trzeba naoliwic lancuch i wyczyscic rower. Rower jest po to zeby na nim jechac szybko. Tylko moj nie jest przystosowany na lasy, dziury kamienie. Opony dostaly tez w dupe.

Na szczescie bylo to wyzwanie, ktore spelnilem i zyciowka jest !!! Rower zawsze idzie naprawic.

Jesli pisze tego posta i jest w nim sporo narzekania to znaczy, ze nie bylem zadowolony z tego wyjazdu. Grupa rowerowe kaszuby, o ktorej mowilem we wczesniejszym poscie. Opisalem tam, ze na cos nie zdazylem, a odpowiedz byla w filmie. W koncu pojechalem z nimi. Po tym dniu mysle, ze to nie dla mnie. Moze ktos zaawansowany sie tam odnajdzie. 

To byloby na tyle. Post ma taki tytul , bo jego tresc jest taka.

Relacja z piatku juz w czwartek :)

Sukces !!! 700 kilometrow w miesiac !!

Siema

Doczekalem sie wersji mobilnej mojego bloga. Dotychczas bylo to niemozliwe z powodu prostych wymowek. A mi sie nie chce, zrobie to za pol czy za godzine. W ten sposob odwlekajac wszystko na pozniej pomijalem wpisywac posty na bloga . Twierdzilem,ze zrobie to pozniej. Niedaleka przyszlosc ?

Ona nigdy nie nadchodzi :)

Teraz mam bloga w telefonie, a wiec moja systematycznosc na blogu zwiekszy sie. Dotychczas korzystalem z komputera i zawsze byly jakies wymowki albo odwlec cos na pozniej. Tylko co sprawialo, ze odwlekalem to na pozniej ?

Odpowiedz jest bardzo prosta ale dla niektorych zbyt nieoczywista, a wiec nie do uwierzenia. Na tym blogu nie o tym. Przejdzmy do tego o czym temat mmowi, a wiec do spraw rowerowych. I tutaj na poczatek podam pewna liczbe, ktora dla poczatkujacego cyklisty robi wrazenie i jest pewnym sukcesem.

 700. Tyle zrobilem kilometrow jezdzac odkad mam rower czyli od lipca. W niecaly miesiac zrobilem tyle co przez cale zycie do momentu lipca. Jesli spojrze na to z perspektywy widza to zrobi to wrazenie. To jak jeden miesiac trwalby 19 lat i 10 dni. Szmat czasu.  A co sprawilo, ze osiagnalem ten sukces ? 

Po pierwsze chcialem. Gdyby pomyslec o cieplym lozku i telewizji, luksusy w wakacje. No tak, gdybym tak zrobil to na pewno bym sie z domu nie ruszyl. Nic sie samo nie zrobi, a wiec trzeba checi.

  Po drugie determinacja. Miec swoj cel i o niego dbac. Najwazniejsze jesli cos udowadniasz sobie. Komus nie trzeba udowadniac bo ktos moze z gory zalozyc, ze sie do niczego nie nadajesz i zdania nie zmienic nawet jak zdobedziesz Mont Everest. Takze wazne zeby sobie wszystko udowadniac. A do tego jesli masz cel to wszystko pojdzie wedlug planu. Wazne tez aby po jakims czasie spojrzec lekko w tyl i zadac sobie pytanie. Ile juz osiagnalem ? 

Po trzecie motywacja . Jesli masz cel, masz determinacje to tez trzeba miec plan jak chcesz tego dokonac ? Moim celem bylo osiagniecie 700 km. Nie dawalem sobie ograniczonego czasu. Byl cel , byla determinacja bo udowadnialem cos sobie i byl tez plan. Plan byl taki , ze np zeby przejechac 700 km musze jezdzic 2 razy w tygodniu po 30 , po 50 km. Raz wyszlo tak, ze po drodze machnalem nowy cel aby machnac na raz 110 km czyli zrobic rekord. Udalo sie i tym samym przyblizylem sie do glownego celu i zdobylem drugi. Tak przy okazji.

Mowilem o motywacji. Wiemy dobrze, ze bez niej to jednego dnia pojedziemy zas 5 dnia jak bedzie padalo odpuscimy az zrezygnujemy. W moim przypadku motywacja byly nagrody. Osiagnalem mini cel to w nagrode zjadlem paczke laysow. W taki oto sposob osiagnalem swoj wlasny sukces i cel zdobylem wyznaczajac go sobie samemu.  Gdyby spojrzec wstecz to postepy sa ogromne. Wiem, ze na tym na pewno sie nie skonczy. Ograniczenia sa tylko w nas.

  Oddzielmy ta kwestie jakims innym kolorem :) 

Teraz sprawy podroznicze. Na koncu dam link do nowego filmiku, ktory wyszedl dzisiaj. I tutaj troszke sprawy sie skomplikowaly ale nie chce zdradzac samej tresci tego filmu. 

Przyznam szczerze, ze film mial byc o wiele szybciej. W trase pojechalem we wtorek az tydzien temu. Montowalem film w czwartek bo w sroda pracujaca. No ale czlowiek tez czasem zachoruje. I niestety ta tez stalo sie u mnie. W poniedzialek tego tygodnia bylem juz zdrowy ale jakos nie chcialo mi sie nic z tym robic. Ktos powie, zabraklo ci determinacji . To prawda . Ktos powie zabraklo ci motywacji. To prawda. Ktos powie nie chcialo ci sie. To prawda. Czasem zdarza sie , ze wszystkie elementy zawodza i nie ma nic . Dlaczego ? 

A no bo jak nie zaplanujesz to nic sie nie uda i bedziesz odwlekac.

O samej trasie moge powiedziec, ze nie wyszlo jak chcialem ale moze to i dobrze bo takie sytuacje tez sie zdarzaja i sa pewna proba. Zacznijmy od poczatku. Wyjechalem tym razem o 14. Cel : Wyspa Sobieszewska. 60 km w jedna strone. Po dojechaniu do Gdanska byla godzina 16.40. Pomyslalem sobie : jade na rowerowe kaszuby zobaczyc co to w ogole jest. Zeby tam sie dostac musialem wrocic sie do domu bo to z mojej miejscowosci wyjezdzali. Godzina 17. Jade . Czy zdazylem ? Przekonacie sie we filmie.

  Z drugiej strony trase podsumowuje jako udana. Kilometry zrobione. Cel osiagniety w hakim mniejszym stopniu. I chodz czasem cos nie wyjdzie , jakis wielki krok i zamiast wielkiego danego dnia zrobisz mniejszy to tez jest spoko. I takie tez wnioski wyciagnalem z tej trasy. A wiec czy bylem zadowolony ? i tak i nie ale w wiekszosci tak. Dzisiaj mamy piatek i tez po dluzszej 5 dniowej przerwie bylem w trasie ale o tym w kolejnym poscie. Zapraszam do ogladania filmu :) Link :  http://youtu.be/sYR-XvYgJe4

Niespodziewany kłopot

Siemka.

Krótki chciałbym opisać powód mojej aż tygodniowej nieobecności z filmami oraz na blogu. Było to spowodowane brakiem internetu. Niestety zdarza się i tak, że trzeba pracować, a to także wpływa na brak czasu.

Aż 4 dni pod rząd w pracy. Cieszył fakt, że weekend był wolny ale brak internetu sprawił, że nie mogłem dodać ani wpisu ani filmu. Jednak teraz wszystko się już wgrywa i jest okej.

Więc czas powrócić do tej Wieżycy. Tydzień temu dokładnie o godzinie 7 wyruszyłem na 20 kilometrową trasę na szczyt. Skoro jadę na jakąś górkę to niestety musi być stromo i musi być ciężko. Do momentu Ostrzyc było nawet nieźle. Powodem moich utrudnień był silny wiatr, który dał się we znaki. Pod górkę bardzo wolno, z górki WOLNO. Wszędzie WOLNO. Irytuje jazda pod wiatr i też nikomu nie życzę takiej jazdy. Niektórzy mówią i radzą : nigdy nie jedź pod wiatr. No ale jeśli twoja trasa tak prowadzi to nie masz dojechać do celu bo wiatr? nie masz wrócić do domu bo wiatr? Jest to przeciwność losu do pokonania, która co jak co ale irytuje. Da się jednak to przeżyć.

Od momentu Ostrzyc zaczynało się cały czas pod górkę. Podjechałem sobie do koszałkowa, gdzie był znak Wieżyca ileś tam metrów. Było stromo i potem co mnie zdziwiło było z górki. Jak się potem okazało zabłądziłem. Niestety musiałem znów jechać z górki, a potem pod górkę i potem już na tym właściwym szlaku już cały czas pod górę.

Dojechałem do Szymbarku. Objechałem dookoła w kierunku parkingu na Wieżycę. Po dojechaniu na parking o godzinie 8-9 nie było nikogo. Ja wchodziłem pod górę samemu. I na szczycie także byłem sam, więc z jednej strony był to jakiś komfort.

Atrakcją było zjechanie z górki, pod którą wcześniej prowadziłem. W lesie nie da się jechać trekkiem po korzeniach i jeszcze pod stromości.

Jadąc z powrotem spotkałem grupkę ludzi o skośnych oczach. Jakieś 5-6 osób. Pomyślałem, że dopiero się zaczyna. Tym bardziej, że to było Poniedziałek, a nie Sobota czy Niedziela.

W drodze powrotnej z Wieżycy wstąpiłem do Szymbarku. Kierowałem się drogowskazem na Krzywy Dom. Po dojechaniu na parking płatny bez pobierania opłaty wjechałem na teren.

Wszystko odbywało się spontanicznie więc na chybił trafił kupiłem bilet za 18zł. Tyle akurat posiadałem. I jak już tam wjechałem to zwiedziłem sobie trochę. Film z tego w następnym wpisie. A tutaj link do odcinka 2 jeśli ktoś nie oglądał. Polecam i pozdrawiam.

Dużo się dzieje

Siemka

Jak w tytule. Ostatniego czasu dzieje się bardzo dużo. A to z powodu oczywistego, jasnego. Podczas mojej nieobecności na blogu zaliczyłem trzy podróże. Ponadto nabyłem już moją przeuroczą kamerkę, którą mogę nagrywać, robić filmy. I w związku z tym dzisiaj specjalnie na blogu opowiem o tych trzech niezwykłych wyprawach.

Trochę o kamerce.

A więc kupiłem ją w niezwykle promocyjnej cenie. Zapłaciłem za nią jedyne 250 zł + 50 zł karta pamięci. Pomyślałem sobie, że karta i tak się przyda, czy to do telefonu czy to do aparatu. Sama kamerka zaskoczyła pozytywnie ale też jest parę wad, o których warto wspomnieć. Na początku z góry powiem, że nie jest to sprzęt do profesjonalnego nagrywania. Jakość HD, Wifi, wejście na USB, HDMI, mała bateryjka, która niestety starcza tylko na 60 minut nagrywania. Jednak zadajmy sobie szczerze pytanie? Kto chce oglądać 60 minut filmu. To też moje oczekiwania zostały w pełni spełnione, ponieważ długość mojego filmu nie będzie przekraczała 30 minut. Z dwóch powodów : łatwiej się to ogląda i przyzwoicie można to obrobić nie zabierając przy tym mnóstwa czasu. O działaniu tego sprzętu mogę wspomnieć tylko tyle, że działa dobrze( dla amatora wystarczająco). Co ważne, jest wodoodporna. Negatywnie zaskoczyło mnie opaska na głowę, którą można sobie założyć jedynie na rękę, a i tak będzie za krótka. No ale jak za taką cenę, przyzwoity sprzęt wart swej ceny.

Powracamy.

A więc idąc dalej i mówiąc o wyprawach odbyłem ich 3. W każdym wypadku wziąłem kamerkę. Pierwsza wyprawa była do Gdańska, poprzez Gdynie i wróciłem sobie wzdłuż morza poprzez Sopot, Jelitkowo, Brzeźno do Wrzeszcza i pociągiem do domu.

Wyjechałem około godziny może 11. Wróciłem koło 18 . Samym rowerem jechałem max 5 godzin. Był to ważny moment w mojej amatorskiej karierze. Pierwszy raz w życiu zrobiłem na raz 90 km. Byłem trochę zmęczony, jednak już na drugi, trzeci dzień wszystko z nogami było dobrze i czułem, że mogę dalej jeździć. Długa trasa wypadła w Piątek, a więc przez Sobotę, Niedzielę i Poniedziałek odpoczywałem. Mówiąc o trasie nagrało mi się tylko 3 minuty, ponieważ na karcie pamięci wyskoczył ERROR. Krótki format załatwił sprawę ale co straciłem to straciłem. Planowałem wrócić do domu o 17, wyszła 18.30 . Troszkę nie według planu ale w planach miałem jechać TYLKO do Gdyni na zlot NATO. ( statki itp.)

Byłem zadowolony z trasy. Uwielbiam jeździć pasem nadmorskim więc było ok.

Poniedziałek.

Mimo, że odpoczywałem to jednak byłem w krótkiej 5km trasie na przegląd mojego roweru. W serwisie powiedzieli mi, że wszystko okej, dokręcili co mieli. Luzy powstały w sterach i w napędzie a dokładniej w pedałach. Swoje uwagi również przedstawiłem. Podczas pedałowania napęd lekko zgrzytał, tak jakby coś szorowało. Odpowiedź była banalna ? Pod mechanizmem od zmiany biegów znajdowała się wystająca naklejka, mówiąca serwisantom o wymiarach czy jakoś tak. Po zdjęciu jej wszystko było OKEJ.

Jeśli czytacie ten wpis to to pytanie kieruje do znawców rowerów. Nie chodzi o to co ile smarować łańcuch bo smaruje się według uznania i użytkowania roweru. Łańcuch daje nam znaki poprzez dźwięk jaki wydaje( piszczenie) . Moje pytanie jest inne . CZYM GO SMAROWAĆ ? Wiem, że smarem ale jakiej firmy ?

Z góry dziękuję za odpowiedź.

Wtorek.

Z wtorku udało mi się nagrać co nie co. Aż 53 minuty wspaniałego filmu. Skróciłem go do 36, dodałem napisy, wszystko jak trzeba. Cały czas pracuje nad kształtem filmu i jak to wszystko ma wyglądać, więc na razie eksperymentuje. Trasa wiodła ode z domu na Złotą Górę ( Brodnica Górna, Pomorskie koło Kartuz). By tam dotrzeć pokonałem 15 km morderczej walki z górką. Potem zjechałem 10 km z tej górki na Ostrzyce co widać na filmie. Nie będę pisał, gdzie jechałem bo widać to na filmie. Powiem o ogólnych odczuciach. Dla amatora, który odkrywa krajobrazy jest to coś fajnego jechać gdzieś gdzie samochodem się nie wjedzie bo za wąsko albo paliwa szkoda. Rowerem dojedziesz wszędzie. Na razie robię trasy do 100 km więc spokojnie odkrywa okoliczne krajobrazy.

I pozostaje środa o której opowiem jak będzie film. Także trzymajcie się i może do zobaczenia na trasie.

Pozdrawiam. Link : https://www.youtube.com/watch?v=MoG4cszMEzA