Archiwa tagu: pasja

Wiosna idzie ! Czas szykować się do sezonu + treningi pełną parą!

Cześć.

Dzisiaj pełen energii i wigoru przystępuje do podzielenia się z wami swoimi najnowszymi newsami. Idzie wiosna. W końcu ta upragniona pora. Dzisiaj na termometrach było powyżej 10 stopni na plusie. Wieczorem, gdy szedłem biegać było nieco chłodniej ale i tak ciepło. Termometr wskazywał 6 stopni.

Czas na lżejsze ubranie. Cieplej się robi to i do biegania trzeba mniej warstw. Dzisiaj wziąłem tylko ze sobą ciepłe getry,  spodenki bez dresów, pod spodem bluza i na wierzch wiatrówka przeciwdeszczowa, która jednocześnie jest izotermiczna.

Jak warunki do biegania? Powiedziałbym, że prawie idealne. Po za tym, że ciemno było znakomicie. Bez wiatru i opadów deszczu. Nawierzchnia sucha , taka jaka powinna być. W takich warunkach aż się chce pokonywać kolejne metry. I pewnie też z taką pozytywną energią pisze tego posta. Dzisiaj było na prawdę świetnie.

Co mnie nie zaskoczyło to fakt, że coraz więcej biegaczy na tej mojej trasie. Spotkałem dziś aż 4 pod drogą. Z jednym biegłem równo,  innych zaś mijałem.  To niesamowite,  że coraz więcej ludzi chce dbać o swoją kondycje. Najważniejsze, że każdy biegł swoim równym tempem. Nikt się nie gonił ani nie przyspieszał.  I tak powinno być. Każdy z nas ma inny rodzaj treningu, na konnym etapie jest i ma swoje indywidualne tempo.

Ja jestem zadowolony bo wróciłem do czasów sprzed zimy. Pierwszy trening z czasem 10 minut już mam za sobą k jestem na prawdę z siebie zadowolony. Doceniam każdy udany trening i cieszę się gdy go skończę. Oczywiście mam swój cel, do którego dążę.

Mój czas treningowy się wydłuża,  a mi bieganie sprawia coraz większą frajdę tymbardziej, że jest coraz widniej i już niedługo będę biegał w zupełnie jasnej perspektywie.

Dzisiejszy dzień był bardzo pracowitym. Nie dlatego, że szkoła,  po części przyczyniło się to do napięcia mojego grafiku.  Jak już mówiłem idzie wiosna. Czas na rower. Pierw jednak trzeba go do tego sezonu przygotować.

Od razu po szkole zabrałem się za robotę. Zacząłem od oczyszczenia. To najgorsza i najbardziej złudna robota jaką może wykonywać rowerzysta amator. Niby to takie proste wyczyscić. Pół godzinki szmatą przejechać i gotowe. Są miejsce, na które pół godziny to mało.

Zacząłem czysczenie od łańcucha.  Teoretycznie powinno się go zdjąć , włożyć do butelki, odczekać kilka dnia i na nowo go założyć. Ja jednak nie bawiłam się to i znalazłem swój unikatowy nieco dłuższy sposób.

Wlałem w słoiczek benzyny ekstrakcyjnej. Czyli takiej zwykłej bezołowiowa 95. Pędzlem starannie wwyczyściłem każdy zakamarek jaki był tylko możliwe. Brudu było tyle, że zajęło mi to z 2 godziny.

Rower wyczyszczony.  Teraz pozostało mi tylko wyregulować hamulce. Kłóci nieco się starły.  Nieco ? Do połowy.  Jestem w takim miejscu gdzie już nie stykają się z obreczą.  Co trzeba zrobić ? Kupić nowe ? Wymontować je i na nowo przykręcić tak , aby stykały się z obreczą,  a manetka żeby łapała od razu. Po tych drobnych naprawach można ruszać w drogę.

Planuje wyjazd na sobotę o ile pogoda dopisze. Zobaczymy jak to wyjdzie. Na razie się żegnam.  Komentujcie jak to u was wygląda z przygotowaniem do sezonu.

Pozdrawiam.

Wiosenno zimowa pogoda ! Czysty kaprys deszczu

Cześć.

Dzisiaj aktualnie w tym momencie powinienem kończyć czwartą serię mojego treningu. Niestety nie jestem dziś na dworzu.  Wszystko za sprawą jednego czynnika,  który myślę,  że zna każdy biegacz amator.  Zawodowiec pobiegnie ci nawet przy ulewie. Ma odpowiedni ubior, biega w mieście po chodniku. U mnie jest trochę inaczej.

Gdy przyjdzie ulewa nie da się przejść przez droge.  Chociaż i na to znalazłempatentów. Zmiana butów.  Tylko gdzie chować drugą parę podczas biegania. Przecież nie zostawisz ich koło drogi bo ktoś je weźmie.  Biegać z butami pod ręką też niezbyt dobry pomysł.

Zaletą miasta jest to, że jak biegasz nie jesteś narażony na bloto.  Nawet deszcz ci mniej przeszkadza bo w mieście wiatr nie rozpędzi się do 90 km na godzinę.  Odczucie chłodu z 5 nie spadnie do -4. Chociaż i to da się przeżyć.

Wpadłem na pomysł aby składać buty do plecaka. Nie takiego wielkiego, co byłby uciążliwy tylko takiego mniejszego, elastyczne ramiona, dopasowuje się do ciała. Taki mniej więcej worek do butów jak się w podstawówce nosiło , tyle , że można go nosić na plecach w formie plecaka.

Temperatura. Jak na teraz jest w miarę ciepło. Po prawie miesięcznym mrozie temperatury 2.3 stopnie to raj nosząc kurtkę zimową.

Nie chodzi o to, że jest brak chęci,  choć po części jest to jakaś wymówka bo nie pada aż tak mocno. Ba. Nawet biegałem,  gdy lekko padało.  Tylko, że deszcz w połączeniu z zimnymi wiatrami daje mieszankę,  która niestety nie daje miłych odczuć.

Pamiętam jak jechałem na rowerze w deszczu pod wiatr. Nie dość , że przemoczony to jeszcze wiatr był zimny. Tak to wygląda,  gdy chce iść na trening , a warunki atmosferyczne psują cały dzień.

Jutro ma być lepiej. Swoje w tygodniu trzeba zrobić. 3 dni w tygodniu musi być wykonane nawet jeśli byłoby to dzień po dniu. Zobaczymy jak to wyjdzie jutro.

Jak się da to na pewno dowiecie się w środę.  W weekend planuje wyjazd rowerem do Gdańska ale pierw muszę wyczyscic,  przygotować rower. Zacznę od łańcucha.  Potem zębatki.  Potem dokrecanie hamulców.  Przejade się kilka razy i sru na przegląd do serwisu. Wolę wydać 20 zł , a mieć sprawny rower i wszystko dokrecone jak należy tym bardziej, że rower jest na gwarancji.

Tyle na dzis. Patrzmy w pogodę , a ja na dniach przygotuje sobie pożądną mapę trasy , którą pojade.

 

Miłego wieczoru.

koniec wakacji czyli koniec sezonu rowerowego ? … Cos sie zaczyna, a cos zostaje ograniczone, a moze wszystko na raz ?

Dzien Dobry

Witam Cie w kolejnym moim wpisie. Mamy dzisiaj Wtorek. Jeszcze jeden dzien i zacznie sie szkola. No niestety cos sie konczy i cos zaczyna i nic nie trwa wiecznie. W sumie to i dobrze bo wtedy zycie byloby strasznie nudne.

Dzisiejszy dzien jak i ten wczorajszy przebiegly mi pod haslem ” len przed szkola ” . Cale wakacje praktycznie po za praca odpoczywalem ale musialem poswiecic te 2 ostatnie dni na totalny brak aktywnosci.

Moj plan byl taki aby jechac wczoraj po raz ostatni w tym roku do Gdanska. Chyba, ze wypadnie jakies swieto to moze pojade jeszcze we wrzesniu lub pazdzierniku. Nie pojechalem bo mi sie nie chcialo.

I wychodzi na to, ze Tczew to byla moja ostatnia wyprawa rowerowa w tym roku jesli chodzi o takie wielokilometrowe. I w zwiazku z tym, ze koncza sie wakacje czas je podsumowac.

Moj sezon zaczal sie dosyc pozno. Z tego powodu, ze nie mialem roweru nie moglem nigdzie pojechac. Sezon rowerowy zaczyna sie w kwietniu , a ja ? Nie mam roweru ? 

Kasy na rower tez zbytnio nie bylo, a nie chcialem kupowac jakiegos zloma za 200,300 zl jak to za moich czasow takie gowna kupowali chrzestni na przyjecie. Oblukalem w necie ile kosztuja juz lepsze rowery i postanowilem zbierac na niego kase.

Moj sezon praktycznie zaczal sie w lipcu. Wtedy oto kupilem moje bmw. Zaleta drozszych rowerow jest to, ze sa na gwarancji. 

Pierwsza moja trasa byla dosyc krotka. 20 km lokalnymi drogami. Zrobilem nowym rowerem z jakies 2,3 trasy i kupilem sobie licznik do roweru. Przez okolo 100km jezdzilem bez kamerki. Pierwszy raz do Gdanska wybralem sie miesiac po kupnie roweru. Przed obowiazkowym przegladem.

Ah jak balem sie, ze cos sie popsuje. Kazdy zgrzyt wzbudzal nniepokoj, ze cos sie psuje. No ale kazdy tak ma jak pierwszy raz kupuje cos drozszego. Chucha i dmucha na to bo to za wlasne zarobione ciezka praca pieniadze. I tak powinno byc.

Dbasz o swoje bo to za twoje.

Pierwszy przeglad moj rower przeszedl bardzo sprawnie. Trzeba bylo podokrecac podstawowe elementy w sterach, suporcie i w przerzutkach.

Po przegladzie jechalem w kolejne trasy. I tak przez te 2 miesiace jechalem tu i tam :

- Gdynia, Gdansk , Sopot

- Wiezyca, Szymbark

- Chwaszczyno

- Moje nieszczesne Odry o ktorych wam pisalem wczesniej

- Lokalne trasy

- Nieudane Wejherowo

- I mega wypad do Tczewa

- I Caly Gdansk zwiedzilem

Wiec troche tego bylo. Nie ukrywam, ze radosc z osiaganych celow byla niesamowita. Pokonywalem swoje slabosci w pocie, zlosci i zmeczeniu. Zmagalem sie w deszczu i burzy i upale. Jednak nici z tego gdyby nie bylo w tym PASJI .

Moge ten sezon udac za udany z tego wzgledu, ze osiagnalem swoj pierwszy 1000 w 2 miesiace.

Sezon sie konczy….

Powoli wygasa intensywnosc moich wypadow na rower. Nie oznacza to, ze calkowicie wszystko sie konczy. Bede jezdzil teraz w krotkie trasy. Sezon rowerowy postanawiam zakonczyc w polowie pazdziernika lub na jego koncu.

I tak by to mozna bylo podsumowac.

Jak zawsze licza sie wrazenia bo bez nich nic by nie istnialo.

No coz, za rok tez sa wakacje. Rower ograniczam do wypadow raz w tygodniu.

STAN TECHNICZNY ROWERU —–> dla zainteresowanych ( jesli nie przejdz nizej )

Moj rower jest w bardzo dobrym stanie, jedyne co sie zurzylo to opony i klocki juz do polowy. Lancuch smarowalem tylko raz po tym jak mi sie zmyl w jezdzie ulewnej. Jedyne zastrzezenie to stukanie w suporcie podczas wysokiej kadencji. Nie wiem od czego to tak robi. Byc moze pozostal tam brud w lozyskach i to moze byc tego powodem. Pojade w pazdzierniku na przeglad wiec sie okaze.

KONIEC STANU TECHNICZNEGO —–> czytaj dalej

Zaczyna sie szkola ale to nie powod do zwolnienia z tepa. Rower idzie troche w odstawke. Wlasciwie traktuje to jako atrakcje. Biore, jade zwiedzam , w zadnym wypadku nie trenuje. Na rowerze trekkingowym sie nie trenuje, a mtb mi nie potrzebny bo nie jezdze po wyscigach.

Za to od wrzesnia bede biegal. Moj plan treningowy znajdziecie w zakladce BIEGANIE juz od 1 wrzesnia. I niby w 20 tygodni ma sie wydarzyc cud, ze przebiegne 60 minut bez zatrzymania. Ciekawe. Mam duza determinacje, a zeby nie bylo, ze to blef to kazdy trening w kazdym tygodniu bedzie opisany. Poznacie moja przygode z bieganiem od zera i moze tez zaczniecie biegac. A moze nawzajem bedziemy sie motywowac.

W zwiazku z tym wszystkim szykuja sie zmiany we wpisach na blogu. Juz od czwartku wpisy 3 razy w tygodniu. Bedzie to Poniedzialek. Sroda . Piatek. Zawsze o 23vwpis bedzie juz gotowy.

Zapraszam do komentowania i dyskusji. Chetne poczytam opini bardziej doswiadczonych.

Sukces !!! 700 kilometrow w miesiac !!

Siema

Doczekalem sie wersji mobilnej mojego bloga. Dotychczas bylo to niemozliwe z powodu prostych wymowek. A mi sie nie chce, zrobie to za pol czy za godzine. W ten sposob odwlekajac wszystko na pozniej pomijalem wpisywac posty na bloga . Twierdzilem,ze zrobie to pozniej. Niedaleka przyszlosc ?

Ona nigdy nie nadchodzi :)

Teraz mam bloga w telefonie, a wiec moja systematycznosc na blogu zwiekszy sie. Dotychczas korzystalem z komputera i zawsze byly jakies wymowki albo odwlec cos na pozniej. Tylko co sprawialo, ze odwlekalem to na pozniej ?

Odpowiedz jest bardzo prosta ale dla niektorych zbyt nieoczywista, a wiec nie do uwierzenia. Na tym blogu nie o tym. Przejdzmy do tego o czym temat mmowi, a wiec do spraw rowerowych. I tutaj na poczatek podam pewna liczbe, ktora dla poczatkujacego cyklisty robi wrazenie i jest pewnym sukcesem.

 700. Tyle zrobilem kilometrow jezdzac odkad mam rower czyli od lipca. W niecaly miesiac zrobilem tyle co przez cale zycie do momentu lipca. Jesli spojrze na to z perspektywy widza to zrobi to wrazenie. To jak jeden miesiac trwalby 19 lat i 10 dni. Szmat czasu.  A co sprawilo, ze osiagnalem ten sukces ? 

Po pierwsze chcialem. Gdyby pomyslec o cieplym lozku i telewizji, luksusy w wakacje. No tak, gdybym tak zrobil to na pewno bym sie z domu nie ruszyl. Nic sie samo nie zrobi, a wiec trzeba checi.

  Po drugie determinacja. Miec swoj cel i o niego dbac. Najwazniejsze jesli cos udowadniasz sobie. Komus nie trzeba udowadniac bo ktos moze z gory zalozyc, ze sie do niczego nie nadajesz i zdania nie zmienic nawet jak zdobedziesz Mont Everest. Takze wazne zeby sobie wszystko udowadniac. A do tego jesli masz cel to wszystko pojdzie wedlug planu. Wazne tez aby po jakims czasie spojrzec lekko w tyl i zadac sobie pytanie. Ile juz osiagnalem ? 

Po trzecie motywacja . Jesli masz cel, masz determinacje to tez trzeba miec plan jak chcesz tego dokonac ? Moim celem bylo osiagniecie 700 km. Nie dawalem sobie ograniczonego czasu. Byl cel , byla determinacja bo udowadnialem cos sobie i byl tez plan. Plan byl taki , ze np zeby przejechac 700 km musze jezdzic 2 razy w tygodniu po 30 , po 50 km. Raz wyszlo tak, ze po drodze machnalem nowy cel aby machnac na raz 110 km czyli zrobic rekord. Udalo sie i tym samym przyblizylem sie do glownego celu i zdobylem drugi. Tak przy okazji.

Mowilem o motywacji. Wiemy dobrze, ze bez niej to jednego dnia pojedziemy zas 5 dnia jak bedzie padalo odpuscimy az zrezygnujemy. W moim przypadku motywacja byly nagrody. Osiagnalem mini cel to w nagrode zjadlem paczke laysow. W taki oto sposob osiagnalem swoj wlasny sukces i cel zdobylem wyznaczajac go sobie samemu.  Gdyby spojrzec wstecz to postepy sa ogromne. Wiem, ze na tym na pewno sie nie skonczy. Ograniczenia sa tylko w nas.

  Oddzielmy ta kwestie jakims innym kolorem :) 

Teraz sprawy podroznicze. Na koncu dam link do nowego filmiku, ktory wyszedl dzisiaj. I tutaj troszke sprawy sie skomplikowaly ale nie chce zdradzac samej tresci tego filmu. 

Przyznam szczerze, ze film mial byc o wiele szybciej. W trase pojechalem we wtorek az tydzien temu. Montowalem film w czwartek bo w sroda pracujaca. No ale czlowiek tez czasem zachoruje. I niestety ta tez stalo sie u mnie. W poniedzialek tego tygodnia bylem juz zdrowy ale jakos nie chcialo mi sie nic z tym robic. Ktos powie, zabraklo ci determinacji . To prawda . Ktos powie zabraklo ci motywacji. To prawda. Ktos powie nie chcialo ci sie. To prawda. Czasem zdarza sie , ze wszystkie elementy zawodza i nie ma nic . Dlaczego ? 

A no bo jak nie zaplanujesz to nic sie nie uda i bedziesz odwlekac.

O samej trasie moge powiedziec, ze nie wyszlo jak chcialem ale moze to i dobrze bo takie sytuacje tez sie zdarzaja i sa pewna proba. Zacznijmy od poczatku. Wyjechalem tym razem o 14. Cel : Wyspa Sobieszewska. 60 km w jedna strone. Po dojechaniu do Gdanska byla godzina 16.40. Pomyslalem sobie : jade na rowerowe kaszuby zobaczyc co to w ogole jest. Zeby tam sie dostac musialem wrocic sie do domu bo to z mojej miejscowosci wyjezdzali. Godzina 17. Jade . Czy zdazylem ? Przekonacie sie we filmie.

  Z drugiej strony trase podsumowuje jako udana. Kilometry zrobione. Cel osiagniety w hakim mniejszym stopniu. I chodz czasem cos nie wyjdzie , jakis wielki krok i zamiast wielkiego danego dnia zrobisz mniejszy to tez jest spoko. I takie tez wnioski wyciagnalem z tej trasy. A wiec czy bylem zadowolony ? i tak i nie ale w wiekszosci tak. Dzisiaj mamy piatek i tez po dluzszej 5 dniowej przerwie bylem w trasie ale o tym w kolejnym poscie. Zapraszam do ogladania filmu :) Link :  http://youtu.be/sYR-XvYgJe4

Dużo się dzieje

Siemka

Jak w tytule. Ostatniego czasu dzieje się bardzo dużo. A to z powodu oczywistego, jasnego. Podczas mojej nieobecności na blogu zaliczyłem trzy podróże. Ponadto nabyłem już moją przeuroczą kamerkę, którą mogę nagrywać, robić filmy. I w związku z tym dzisiaj specjalnie na blogu opowiem o tych trzech niezwykłych wyprawach.

Trochę o kamerce.

A więc kupiłem ją w niezwykle promocyjnej cenie. Zapłaciłem za nią jedyne 250 zł + 50 zł karta pamięci. Pomyślałem sobie, że karta i tak się przyda, czy to do telefonu czy to do aparatu. Sama kamerka zaskoczyła pozytywnie ale też jest parę wad, o których warto wspomnieć. Na początku z góry powiem, że nie jest to sprzęt do profesjonalnego nagrywania. Jakość HD, Wifi, wejście na USB, HDMI, mała bateryjka, która niestety starcza tylko na 60 minut nagrywania. Jednak zadajmy sobie szczerze pytanie? Kto chce oglądać 60 minut filmu. To też moje oczekiwania zostały w pełni spełnione, ponieważ długość mojego filmu nie będzie przekraczała 30 minut. Z dwóch powodów : łatwiej się to ogląda i przyzwoicie można to obrobić nie zabierając przy tym mnóstwa czasu. O działaniu tego sprzętu mogę wspomnieć tylko tyle, że działa dobrze( dla amatora wystarczająco). Co ważne, jest wodoodporna. Negatywnie zaskoczyło mnie opaska na głowę, którą można sobie założyć jedynie na rękę, a i tak będzie za krótka. No ale jak za taką cenę, przyzwoity sprzęt wart swej ceny.

Powracamy.

A więc idąc dalej i mówiąc o wyprawach odbyłem ich 3. W każdym wypadku wziąłem kamerkę. Pierwsza wyprawa była do Gdańska, poprzez Gdynie i wróciłem sobie wzdłuż morza poprzez Sopot, Jelitkowo, Brzeźno do Wrzeszcza i pociągiem do domu.

Wyjechałem około godziny może 11. Wróciłem koło 18 . Samym rowerem jechałem max 5 godzin. Był to ważny moment w mojej amatorskiej karierze. Pierwszy raz w życiu zrobiłem na raz 90 km. Byłem trochę zmęczony, jednak już na drugi, trzeci dzień wszystko z nogami było dobrze i czułem, że mogę dalej jeździć. Długa trasa wypadła w Piątek, a więc przez Sobotę, Niedzielę i Poniedziałek odpoczywałem. Mówiąc o trasie nagrało mi się tylko 3 minuty, ponieważ na karcie pamięci wyskoczył ERROR. Krótki format załatwił sprawę ale co straciłem to straciłem. Planowałem wrócić do domu o 17, wyszła 18.30 . Troszkę nie według planu ale w planach miałem jechać TYLKO do Gdyni na zlot NATO. ( statki itp.)

Byłem zadowolony z trasy. Uwielbiam jeździć pasem nadmorskim więc było ok.

Poniedziałek.

Mimo, że odpoczywałem to jednak byłem w krótkiej 5km trasie na przegląd mojego roweru. W serwisie powiedzieli mi, że wszystko okej, dokręcili co mieli. Luzy powstały w sterach i w napędzie a dokładniej w pedałach. Swoje uwagi również przedstawiłem. Podczas pedałowania napęd lekko zgrzytał, tak jakby coś szorowało. Odpowiedź była banalna ? Pod mechanizmem od zmiany biegów znajdowała się wystająca naklejka, mówiąca serwisantom o wymiarach czy jakoś tak. Po zdjęciu jej wszystko było OKEJ.

Jeśli czytacie ten wpis to to pytanie kieruje do znawców rowerów. Nie chodzi o to co ile smarować łańcuch bo smaruje się według uznania i użytkowania roweru. Łańcuch daje nam znaki poprzez dźwięk jaki wydaje( piszczenie) . Moje pytanie jest inne . CZYM GO SMAROWAĆ ? Wiem, że smarem ale jakiej firmy ?

Z góry dziękuję za odpowiedź.

Wtorek.

Z wtorku udało mi się nagrać co nie co. Aż 53 minuty wspaniałego filmu. Skróciłem go do 36, dodałem napisy, wszystko jak trzeba. Cały czas pracuje nad kształtem filmu i jak to wszystko ma wyglądać, więc na razie eksperymentuje. Trasa wiodła ode z domu na Złotą Górę ( Brodnica Górna, Pomorskie koło Kartuz). By tam dotrzeć pokonałem 15 km morderczej walki z górką. Potem zjechałem 10 km z tej górki na Ostrzyce co widać na filmie. Nie będę pisał, gdzie jechałem bo widać to na filmie. Powiem o ogólnych odczuciach. Dla amatora, który odkrywa krajobrazy jest to coś fajnego jechać gdzieś gdzie samochodem się nie wjedzie bo za wąsko albo paliwa szkoda. Rowerem dojedziesz wszędzie. Na razie robię trasy do 100 km więc spokojnie odkrywa okoliczne krajobrazy.

I pozostaje środa o której opowiem jak będzie film. Także trzymajcie się i może do zobaczenia na trasie.

Pozdrawiam. Link : https://www.youtube.com/watch?v=MoG4cszMEzA

I trasa

Siemaneczko

Tytuł zazwyczaj mówi o tym, co będzie w treści. I jest tutaj wiele racji z tym, że to nie jest moja pierwsza trasa.

Wczoraj wybrałem się na trasę rowerową. Pogoda na prawdę zachęcała do wyjścia z domu. Już wczoraj bym pisał na blogu ale jak to prawdziwy kibic ma, mecz trzeba obejrzeć. Polakom się nie udało niestety ale jesteśmy ogromnie dumni, że nasza drużyna pokazała świetny ŚWIATOWY poziom. Trzeba sobie powiedzieć : Mamy drużynę najlepszą od lat, która może osiągnąć mistrzostwo na MŚ 2018.

Tyle o piłce.

Powracając do mojej trasy. Wiele nie musiałem przygotowywać roweru, ponieważ wcześniej nie jeździłem w błocie czy deszczu. Lekko otarłem go z kurzu. Niektórzy pewnie powiedzą : nie smarowałeś łańcucha ? Nie sprawdzałeś hamulców ?

Rower jest nowy, także jak na razie wszystko w nim działa perfekcyjnie. O osprzęcie mojego roweru i tkzw. luzach opowiem później. Mogę zdradzić tylko tyle, że NOWY rower dostaje luzów. Pamiętam jak dostałem rower na przyjęcie. Po tygodniu odpadł mi pedał, a kierownica się przekrzywiała. Jeśli coś jest nowe musi się dotrzeć. Każda część, każdy detal zaczyna pracować i musi się układać. Jeśli chodzi o smarowanie to rower przed zakupem posiadał już smar.

Jak już mówiłem, przy zakupie roweru coś dostaje luzu, albo coś trzeba wyregulować. Z tego powodu po ok. 100 km jadę na darmowy przegląd, gdzie dowiem się jak smarować łańcuch, co ile czasu go smarować, co ile czasu jakie części konserwować.

Wiem jedno. Łańcucha nie trzeba smarować co każdy wyjazd, bo to bez sensu. Smar nie zużywa się tak szybko, więc nie ma takiej potrzeby. Po przeglądzie opowiem co i jak powiedział mi sprzedawca i serwisant.

Jeśli wejdziecie w zakładkę O MNIE dowiecie się, że jednym z moich celów jest uzupełnianie wpisów filmem, nagraniem. Jak zwał tak zwał.

Udało mi się nagrać mały filmik z części trasy, aby pokazać wam, gdzie jeżdżę. Pokażę wam, że rowerem trekkingowym nie tylko można jeździć po ulicy ale też po lesie. Pokażę wam, że w niektórych przypadkach rower trekkingowy jest bezsilny, a w niektórych jest rewelacyjny.

Niestety. Jest mały kłopot. Film nagrał się ze zmiennym głosem. Raz ciszej, raz głośniej. Także zastanowię się czy nie podłożyć muzyki albo wyciszyć szumy. Nie bardzo wiem jak to zrobić. Zmontuje film i myślę, że w poniedziałek wrzucę go na bloga. Będzie to mini relacja ze wczorajszej trasy.

Jak przebiegała trasa?

Wczoraj wyruszyłem około 11. Dystans jaki pokonałem to 48 km. Nie jest to moja życiówka. Zaraz zaraz? Na tym rowerze to największy dystans. Na innym przejechałem więcej – 70 km ( naraz). Po takim dystansie nogi są lekko obolałe. Co mnie zdziwiło nie miałem zakwasów na drugi dzień ale podczas przysiadu troszkę bolały nogi. Więc dało się we znaki.

O czym musimy pamiętać? O czym ja pamiętam jadąc w długie trasy ?

Planuje sobie zawsze trasę taką, aby realnie określić czas, w którym będę jechał. Zwracam uwagę też na trasę i jej przebieg na mapie, aby się nie zgubić. Kosztuje to stresu, energii i nie potrzebnych nerwów. I co ważne, biorę tyle wody, aby nie jeździć po sklepach czy hipermarketach. Wolę jeździć ciągłym rytmem, z krótkimi odpoczynkami na łyk źródlanej.

Głównie jechałem ulicą. W życiu każdego rowerzysty są sytuację, które dzieją się niespodziewanie. Nie przewidujemy kogo, ani co możemy spotkać na naszej drodze. Jadąc wczoraj od siebie z domu pokonałem pierwszy 5 km podjazd o nachyleniu może jakieś 3 %. Trudnością było to, że była to ciągła górka. Na samym szczycie stała pani z ….. odzieżowego ? Nieee. Ta co daje dupy na rogu , no jak ona się nazywa? Wiecie sami jak. Nazwy są różne ale jagody co się sypią to się sypią. I niby jazda na rowerze jest nudna? Wcale nie musi.

Co wolicie? Ulica w tłoku czy las w samotności ?

Osobiście jest zwolennikiem jazdy po ścieżkach rowerowych, chodnikach, ulicach, uwielbiam ruch uliczny, mijanie samochodów w korkach czy utrudnianie życia nauce jazdy podczas skrzyżowań ” prawa wolna „. Zawsze ciekawi mnie czy L-ka ustąpi rowerzyście, czy zwróci na niego uwagę. Często rowerzyści są pomijani i traktowani jak zwykli piesi.

Po podjeździe przejechałem przez miasto w mojej wsi. Nie polecam. Jadąc ścieżką rowerową ledwo co na nią wjedziecie już musicie hamować by z niej zjechać. Innowacja to się nazywa.

Wczoraj głównie jechałem po ulicy, trochę po lesie. Były momenty, w których musiałem zawrócić, bo było zbyt dużo piasku lub trzeba było prowadzić rower pod górkę.

Filmik właśnie przedstawia sytuację, w której jechałem pod górkę.

W poniedziałek go montuje i wstawiam na YT.

Na koniec zagadka. Co oznacza znak : zakaz wjazdu , niżej : Nie dostyczy ALP ? Co to są te Alpy ?

Ja nie wiem.

Pozdrawiam.