Archiwa tagu: młody

Wielki Przejazd Rowerowy 2017 – Gdańsk

Hej.

Dzisiaj nastał wyjątkowy dzień. Święto roweru. Długo wyczekiwane, niedoczekane bo po raz pierwszy startowałem w takiej imprezie. Właśnie wróciłem do domu i od razu postanowiłem na ” świeżo” podzielić się przemyśleniami oraz wrażeniami po tym zjeździe.

Może zacznijmy od omówienia trasy tak powierzchownie bo nie będę was zanudzał jakie miejscowości mijaliśmy. Wyruszyliśmy z Kartuz o godzinie 9.50. Przemówienie wiceburmistrza przerwała rozpoczynająca się msza w kościele obok, co doprowadziło rowerzystów do lekkiego uśmieszku.

Jadąc do Kartuz nie wyobrażałem sobie takiej ilości cyklistów w moim mieście. Pierwsza moja myśl po przyjechaniu na miejsce zbiórki to ” skąd ich się tyle wzięło „. Już teraz rozumiem dlaczego rower nazywają coraz to popularniejszym środkiem transportu i dlaczego w mieście stawiają na ścieżki rowerowe. Jadąc nie raz w sobotę, czy niedzielę spotykałem pojedynczych rowerzystów ale moje odczucie po zobaczeniu takiej ilości to jedno wielkie ” WOW”.

Zamówiłem sobie wcześniej koszulkę. Kosztowała ona 25 zł i widniał na niej nadruk Wielkiego Przejazdu. Można było wybrać kolor, ja oczywiście wybrałem mój ulubiony czyli niebieski. Dałem jeszcze 2 złote na szprychówkę czyli kartę do losowania. Niestety na losowaniu nagród nie byłem ale 2 złote poszło na rozwój roweru więc nic straconego.

Równo o 9.50 wyjechaliśmy. Co mnie zaskoczyło i już na początku przeszła mi taka myśl : Jak wyminą nas auta skoro w Kartuzach było nas około 200 osób. Okazało się, że eskortowała nas kartuska policja, z przodu i z tyłu. Niezapomniane uczucie jechać ulicą , mijając czerwone światło. Cały ruch wstrzymany był tylko dla rowerzystów i było to ogromne wyróżnienie. Drugi ważny element to wspomniana liczba uczestników, jazda w tej grupie, szum opon i hamulców, dźwięk dzwonków, to wszystko dawało wspaniałe odczucie.

Dojazd do Gdańska był jednym pasem ale jak wjechaliśmy na trój pas to cała ulica była nasza.

Po przyjeździe we wskazane miejsce czekaliśmy na peleton z Gdańska oraz z Tczewa. Jak przyjechali to równo o 13 rozpoczęliśmy Wielki Przejazd Rowerowy. Na myśl mi nie przyszło, że tyle ludzi jeździ na rowerze. Końca nie było widać, a ja byłem jakoś w środku. Tempo było wspaniałe, odczucie wiatru znikome, ponieważ każdy tłumił ten paskudny wiatr, który zawsze nas ogranicza.

Z wielkiego przejazdu będzie film i tam zobaczycie ile było ludzi. Może uda wam się to policzyć. Co jeszcze mnie zaciekawiło to wywrotki i upadki. Jak to w peletonie. Wypadki się zdarzają. Dziewczyna jadąca za mną ciągle hamowała i to ostro ze zrywem. Po kilkunastu takich hamowaniach już nie jadąc za mną walnęła w krawężnik.

Najlepsze zostawiłem na deser. Uśmiechałem się widząc zdenerwowanych kierowców, którzy czekali, aż wszyscy przejadą albo miny zaskoczonych kierowców, że jednak rower istnieje. W końcu to 200 lat tego wspaniałego wynalazku. Trochę to już minęło. Podobno pierwszy raz na rowerze zrobiono 8 kilometrów. Jak na dzisiejsze czasy to jest pikuś. Na tamte czasy był to wielki wyczyn, kiedyś rower był drewniany. Dzisiaj mamy ogromny przeskok do ram aluminiowych i karbowanych. Wielki postęp technologiczny – tak to można ująć.

Przejazd miał na celu pokazanie, że rowerzyści istnieją na drodze. Jadąc ulicą często spotykam się z sytuacją, gdzie ciężarówka albo osobówka nie zachowuje odstępu, wymija na trzeciego albo wyprzedza jeśli jedziemy w przeciwnym kierunku.

Byłem na tym przejeździe pierwszy raz i za rok na pewno też pojadę. A tym czasem chciałbym zaprosić was czytelników na jutro na film bikevlog #5. Już niedługo także blogowy FB, na który również serdecznie zapraszam.

Podsyłam link do You Tube. Jeśli chcesz oglądać moje filmy wystarczy, że przyciśniesz czerwony guzik z nazwą subskrybuj. Każdy komentarz, łapka w górę lub w dół jest motywacją do ulepszania filmów i ich dodawania.

Miłego dzionka. Do następnego i ogień na tłoki.

Dawid.

Przygotowania do 21 WPR + rowerem do pracy

Cześć.

Postanowiłem zmienić formę pisania bloga. Odczujecie to na pewno. Każdemu kto pisze bloga z czasem brakuje regularności. Ciężko utrzymywać systematyczność mając mnóstwo pracy na głowie. Jednak powoli idziemy do przodu, a rower nie idzie w zapomnienie.

Zacząłem pracę. Jest to taka praca, która pozwala mi nawiązać kontakty z ludźmi oraz spełniać swoje marzenia. Mimo natłoku pracy, bo trwa ona 5 dni w tygodniu, czas na kilometry się znajduje.

Ostatnio zacząłem jeździć rowerem do pracy. Wczoraj niestety padało i jazda przez las okazała się tragiczna. Jadąc swoją polną drogą nie było aż tak źle. Po wjechaniu na leśny szlak zaczęły się przygody. Jak to w lesie, błoto jest nieodzwierciedlonym aspektem ścieżki. Na dodatek dochodzą kałuże, które zmuszają cię do omijania drogi lub przeprowadzenia roweru. Niestety lasy mają swoje wady jak i zalety.

Dojeżdżając do pracy wybieram jak najkrótszą drogę. Ostatnio nagle zachciało mi się spać. Choć pracuję od 10.30 do 21.30 to w wyniku wysiłku potrafię spać do max 10. Jak na mnie to zadziwiająco długo.

Przygotowania do WPR

Co to jest WPR? Jest to impreza organizowane przez Gdańską metropolię. Polega ona na przejeździe rowerzystów przez Trójmiasto, kończąc na festynie w Sopocie.

Krótko i na temat mówiąc, w przypadku mnie, jadę od Kartuz w swoim peletonie. Ogólnie peletony są 4. Jeden z Wejherowa, drugi z Tczewa, trzeci z Kartuz( mój ) i czwarty gdański. Peletony łączą się w pewnym miejscu w Gdańsku i razem odbywa się przejazd przez UWAGA ! Najbardziej zakorkowane i ruchliwe ulice Gdańska. To jest wydarzenie ! Przejedziemy środkiem ulicy. Na dodatek tych rowerzystów nie będzie 100 czy 200 ale około 1 tysiąca. Mnóstwo rowerów. Miła atmosfera.

Już teraz zapraszam na 11 czerwca. Jest to niedziela. Każdy peleton wyrusza o swojej godzinie. W przypadku mojego jest to 9.40 wyjazd. Potem dołączą się inne grupki między innymi w Żukowie, Baninie czy Rębiechowie. Oj będzie się działo. Już mówię na wstępie, że zaopatrzyłem się w odpowiedni sprzęt, aby moja kamerka nagrała całe 3 godziny przejazdu. Oczywiście chodzi tutaj o Power Banka.

Jeśli ktoś chciałby pojechać na przejeździe to wystarczy wpisać w wyszukiwarkę 21 wielki przejazd rowerowy w Gdańsku lub na FB wpisać profil ” Rowerowa Metropolia ” i tam będzie zamieszczona informacja co i jak.

Do wielce wyczekiwanego wydarzenia pozostało 4 dni, tylko 4. Z tej okazji trzeba zadbać o nasze pojazdy. Mój niestety będzie brudny w sobotę więc na wielkie czyszczenie będę musiał się wspiąć w niedzielę rano. Myślę, że dam radę.

Jeśli chodzi o dzisiejszy dzień, który jest dniem wolnym od pracy to zmontowałem już film, który będzie przesyłał się dzisiaj w nocy. Na rano powinien być gotowy. Link do niego dostaniecie w następnym wpisie.

Wyregulowałem hamulce. Kwestia hamulców jest bardzo prosta. Jeśli droga hamowania ci się wydłuża czyli naciskasz klamkę od hamulca coraz to mocniej, a siła hamowania jest mniejsza to musisz naciągnąć linkę. Odkręcasz imbusem numer 8, naciągasz linkę ( nie za mocno, nie za słabo ), przykręcasz tak, aby nie zgnieść linki bo wtedy po kilku takich dokręceniach będzie do wyrzucenia, ponieważ się wytrą druciki i się postrzępią, a wtedy linka będzie słabiej trzymać.

To by było na tyle. Jeszcze podeślę ci link do kanału na You Tube jeśli jeszcze do niego nie zajrzałeś albo nie wiedziałeś.

Do zobaczenia w niedzielę. Trzymajcie się !

Rowerem po szlaku 4

Cześć.

Jak widzicie za oknem pogoda nas nie rozpieszcza. Co dopiero zrobiło się ciepło, a znów przyszło ochłodzenia i narzekamy na to, że za zimno. No niestety szybko przyzwyczajamy się do ciepłego. Pamiętam jak była jeszcze zima. Wtedy narzekaliśmy na ujemne temperatury, a jak zrobiło się lekko po wyżej zera to było to dla nas zbawienne ciepło. Człowiek z natury znacznie szybciej aklimatyzuje się z zimnego na ciepło niż na odwrót. Jednak ku mojego zaskoczenia, gdy kończy się zima to później odkładamy nasze zimowe kurtki. Często to właśnie ubiór ma ogromny wpływ na odczuwalną temperaturę.

W mojej kolejne trasie, w której byłem aż tak zimno nie było. Powiem o wiele bardziej optymistycznie. Było 18 stopni. Lekko się chmurzyło. Z początku myślałem, że pada deszcz ale okazało się, że to mini komary, które kąsały mnie podczas jazdy i mimowolnie wpadały na mnie dając odczucie padającego deszczu.

Zanim przejdę do analizy mapy mojej wyprawy powiem o stanie drogi oraz o kilometrach bo to też ważne. Zrobiłem 13 km , średnia prędkość też 13. Stan drogi – las. Przez większość drogi był to leśny szutr, czasem zdarzało się ogromne błoto, które sprawiało, że trzeba było przeprowadzać rower. Również piasek uniemożliwiał kontynuację jazdy na wąskich oponach. Jadąc szlakiem 4 – tym bo takim jechałem musicie przygotować się na chwilę z ciężkimi podjazdami ale też są chwilę, gdzie klniecie na błoto i też są chwilę, gdzie jedziecie po kamieniach i w końcu chwile z pięknymi widokami ( przez cały czas) oraz drogą, gdzie można normalnie przejechać.

Wyjechałem o godzinie 17, wróciłem o godzinie 19. Ogólnie mówiąc ścieżka zaznaczona na mapie ma 13 km ale ja jak to ja, przejechałem 30 jak zresztą mówiłem na filmiku. Jeśli go jeszcze nie oglądaliście to 7 kwietnia 2017 roku będzie on dostępny na moim kanale. Link dla przypomnienia umieszczę na końcu wpisu.

Zdjęcia zrobiłem w googlach tkzw. screeny. I kilka słów objaśnień. Czerwone kółko oznacza miejsca postojów. Żółte kółko oznacza miejsce pomnika, o którym mówiłem w filmie jeśli ktoś chciałbym go zobaczyć. Numeracja rzymska oznacza liczbę porządkową moich postojów. Na zwykłej mapie niestety nie ma w pełni zaznaczonej ścieżki bo nie należy ona do gminnych dróg ale spokojnie, traficie. Na drzewach co około 100 metrów są oznaczenia numerem 4. Raz jest to czerwony kolor, raz czarny, zależy od gustu człowieka, który to oznaczał. Kierujemy się cały czas tym numerem. Praktycznie od początku wjeżdżając w las kartuski nowo wybudowaną ścieżką leśną mamy bardzo dobrze widoczny numer szlaku czyli ścieżki pożarowej.

Co bardzo ważne. Jeśli chcecie zrobić pętle tak jak ja musicie po wyjeździe z lasu i wspinaczce na tą dużą górę, gdzie widziałem zająca skręcić w lewo i kierować się cały czas prosto. Następnym punktem zwrotnym jest skręt za przystankiem autobusowym na lewo. I potem już kierujemy się znakami informacyjnymi na wspomniane Kaliska. W ten sposób zrobicie sobie pętelkę.

Droga jest przeznaczona jak najbardziej dla rowerów górskich, crossowych, trekkingowych. Miejskim raczej nie pojedziesz.

Czas na zdjęcia. Będzie ich sztuk 5. I część mapki, druga, trzecia, czwarta oraz całość. Powodzenia na trasie. Zapraszam do komentowania i odkrywania Kaszub na nowo.

Bardzo ważne ! Jeśli chcesz wesprzeć niepełnosprawne dzieci bawiąc się, spędzając wolny czas , odpoczywając aktywnie i przy okazji robisz tym kilometry to rób to z aplikacją endomondo. Każdy kilometr to pieniądze zebrane na leczenie dzieci chorych na poważne schorzenia.

Będę ogromnie wdzięczny jeśli przekażesz tą informację wyświetloną na czerwono dalej, udostępnisz na fejsie lub innych portalach. Jeśli udostępnisz napisz na blogu w komentarzu ” Udostępniłem endomondo” żebym wiedział komu podziękować. Listę osób, które to udostępnią wymienię z imienia i nazwiska w swoim filmie wyróżniając ich w ten sposób. Poniżej link do kanału. I mapki :

https://goo.gl/photos/GkGngFd1PPcxQBU89

kanał :

https://www.youtube.com/channel/UCjyx0KFHQPdw-52EAfTk3yw

Kontuzje się zdarzają

cześć.

Dzisiaj chciałbym wam opowiedzieć o kontuzjach jakie mogą się przytrafić niemal każdemu. Czy to na rowerze czy podczas biegania czy też podczas zwykłej przebieżki na autobus.

Właśnie jestem już po tygodniowej przerwie związanej z chorobą, a tu znów pech. Doznałem urazu śródstopia lub też kości strzałkowej pod kostką. Jeszcze nie wiem, co to dokładniej jest.

W poniedziałek odbyłem jeden trening. Nacisk był ogromny, ponieważ pobiłem swoją czasówkę aż o 5 minut. Jednak mimo przebiegniętej dalszej odległości i szybszego tempa z początku było dobrze. Nad ranem też obudziłem się w świetnej formie.

Po ubraniu butów do szkoły zaczął się lekki ból w stopie. I gdybym nie szedł dalej wszystko byłoby okej ale do szkoły trzeba było iść. Ból narastał, a ja chodziłem z nim przez całą szkołę.

Myślę, że to wina butów. Były za luźne, a stopa po treningu była troszkę naderwana. W sensie wiązania stawów.

I teraz jest problem bo już kiedyś miałem taki przypadek. Znów tydzień przerwy w treningach. Na prawdę uwielbiam takie przypadki, tym bardziej, że już jestem po tygodniowej przerwie.

Przygotowując się do majowych zawodów czasu jest sporo. Chciałbym się jak najlepiej przygotować i każda przerwa nie jest mi na rękę.

No cóż ale zdrowie ważniejsze i będzie trzeba sobie odpuścić trochę treningów. Zapewne ten jutrzejszy i piątkowy.

Na pocieszenie mam dobrą wiadomość. Drugi odcinek z mojej nowej serii już prawie gotowy. Emisja w sobotę o 20. Pierwszy odcinek miał tyle wyświetleń co zeszłe w rok więc są postępy. Cieszę się, z każdego wyświetlenia, które się pojawi.

O odcinku dokładniej powiem w czwartek. Wtedy też zrelacjonuje plany na najbliższy tydzień. Pozdrawiam.

Wypad rowerowy ! Zimny wiatr i pierwsze wymuszenia !

Cześć

Powtarzam to jak mantre i chyba będę do momentu , gdy zrobi się na prawdę ciepło. Jest coraz cieplej. Czuć różnice między lutym, a marcem.  Pamiętam te mrozy,  które denerwowały każdego.

Dzisiejszego dnia temperatura utrzymywała się na poziomie 4,5 stopni. Na bieganie to pogoda w sam raz jeśli się ciepło ubierzesz.  Na rower troszkę za zimno ale też się da ubrać , by nie zmarznąć.

Korzystając z nie deszczowej pogody postanowiłem wyjechać na godzinny Wypad rowerowy. Okazało się, że przedłużył się do 2 godzin. Wyjechałam z intencją żeby nagrać kolejny odcinek na Youtube.  Na razie montuje pierwszy odcinek. Cała seria będzie puszczona cyklicznie w jakiś dzień.  Ogólnie mówiąc już się dzieje. Będzie to coś innego niż dotychczas.

Tematem drugiego odcinka będzie rowerowy bubel.  W sumie nie wiem czy można go tak nazwać dobitnie ale projektant chyba zapomniał postawić znaki. W przypadku drugiej ścieżki , a właściwie ciągu rowerowo pieszego znowu natrafiamy na sprzeczność znaków. Kto te znaki projektował,  nie wiem ale nieźle to wygląda. Ten bubel akurat nie razi tak w oczy jak rozpoczynająca się ścieżka rowerowa bez znaku i kończy się też bez znaku wysokim zjazdem z krawężnika. Pytanie teraz. Być może ludzie wiedzą,  że czerwone coś to ścieżka rowerowa. Jednak byłem w mieście , gdzie czerwony oznaczał chodnik , a ścieżka była asfaltowa.

Na końcu tej ścieżki , gdzieś 50 metrów przed postawiono znak rozpoczynający ścieżkę . To czemu nie zaprojektował znaków wcześniej. ?

Dzisiaj jechało mi się bardzo dobrze. Mimo zimnego wiatru, który był intensywny wraz z dużą prędkością, udało mi się jechać w miarę spokojnie. Zrobiłem kółko dookoła swojej miejscowości i poleciałem na miasto leśną ścieżką.  Wszystko fajnie gdyby nie leżące na środku drzewo.

W mieście jak w mieście. Przybyło ścieżek rowerowych. Moje miasto się rozwija i jestem z tego bardzo dumny. Rundka po mieście to stała trasa.  Do promenady przez park i do domu. W parku mnóstwo ludzi, zakochanych par. To jedyne miejsce , gdzie można udać się na jakieś spotkanie.

Na promenadzie zaczęło się. Ludzie zamiast iść swoją ścieżką wchodzą na drogę dla rowerów. Nie żeby mi to przeszkadzało ale z prędkości 40 km na godzinę trudno wyhamować na odcinku 5 metrów.

Spotkała mnie też miła sytuacja. Przepusciłem panią na pasach za co bardzo mi podziękowała.  Uprzejmość to podstawa. Wracając do domu zaliczyłem dwa wymuszenia. W jednej sytuacji kierowca samochodu marki x nie zatrzymał się na przyjeździe dla rowerów. W drugiej sytuacji to rondo. Przepisy o ile mi wiadomo mówią, że jadąc na rondzie ścieżką przejeżdżającego rowerzyste musi przepuscić kierowca wjeżdżający na to rondo.

Jest to sporna sytuacja bo nigdy nie wiadomo kiedy ktoś cię przepuści , a kiedy nie. Wcisnij się na chama bo masz pierwszeństwo i kup nowy rower. Lepiej mieć zasadę ograniczonego zaufania. Kierowcy z GKA jeszcze nie są przyzwyczajeni do rowerzystów.  Niektórzy po prostu nie znają pprzepisów.  Dotyczy się to obu stron.

Dzień jak dzien ale fajnie było. Teraz ma być ciepło , a więc środa zapewne bedzie rowerowa.

Pozdrawiam.

Lazurowy księżyc – i bez oświetlenia można śmigać

Dobry Wieczór

Dzisiaj pisze ten wpis z nadzwyczajną energią. Zawsze po treningu na twarzy pojawia się szczery uśmiech. Ci, co siedzą przed telewizorami i tylko narzekają jakie to życie jest bez sensu, życzę im z całego serducha powodzenia. Niech żałują ci, co nie wykonują swoich pasji. Tylko to, co lubimy daje nam poczucie niezwykłej energii.

Kolejny trening za sobą. Dzisiaj był niezwykły dzień. Zacząłem drugą fazę treningów. Opanowałem nową technikę kroku. Ależ dzisiaj się działo. Do tego brak opadów atmosferycznych. Brak wiatru powodował , że nawet temperatura 4 stopnie wydawała się optymalna.

Tak na prawdę to czy będzie nam ciepło czy zimno zależy od naszego ubioru. Może być 15 stopni, a ty wyjedziesz na krótkim rękawku i powiesz, że zimno. To nie pogoda na bieganie bo zimno. Tak samo jak na zimę ubierasz kurtkę i żyjesz,  tak powinna układać nasza motywacja. Z nią po części było ciężko. Jednak teraz już tylko szukam tych dni, w których mogę biegać lub jechać rowerem. Zaczęło mi to sprawiać radość, która jest nie do pisania. Po osiągniętym celu czujesz się tak szczęśliwy. Dałem radę zrobić to o czym większość nawet nie zdążyła pomyśleć.

Dzisiejszy dzień był jeszcze wyjątkowy pod względem oświetlenia.  Zamiast latarki podpisałem umowę z firmą księżyc i dzisiejszego dnia współpraca przebiegała bardzo płynnie.  Super biegać pod blaskiem księżyca, gdzie widzimy lazurowe niebo. Bez latarki widać dosłownie wszystko.

Zauważyłem też,  że coraz więcej ludzi biega,  chodzi z kijkami,  jeździ na rowerze.

Dzisiejszy trening był bardzo ważny , ponieważ zacząłem kluczowy etap. Czas biegu nie zwiększył się o 1 minutę ale o 5. Za to serie zmniejszyły się do 3. Jest to bardziej wydany trening i moim zdaniem mniej się znaczyłem.  Być może dlatego, że zacząłem biegać przez srudstopie.  Przekłada stopę od pięty aż do palców podbijając się.  Wydajniejszy i wygodniejszy sposób.

Kroki w biegach mają ogromną wartość. To tak samo jak siłownia.  Pierw robię ćwiczenia dobrze technicznie i powoli by nauczyć się techniki. Gdy opanuje już technikę i wykonuje ćwiczenia poprawnie mogę zwiększyć intensywność. Źle wykonywane ćwiczenia wpływa na kontuzje itp.

Zatem biegajcie, spacerujcie, cokolwiek wam się tam nasunie. Byleby nie siedzieć przed tv i nie narzekać czemu to życie takie nudne. Jak tu zadbać o formę. Można to opisać w 3 krokach.  Dowiedz się jak to zrobić, zrób, docen każdy etap, który zrobiłeś.  Radość przyjdzie sama.

Zapraszam na mojego you tuba , gdzie mam swoje filmiki.

Pozdrawiam.

Śnieżna przerwa !

Cześć.

Nic nie ma gorszego jeśli chcesz wyjść na dwór,  upierasz się,  a tu pada śnieg. Szczerze wam powiem liczyłem po tych ciepłych dniach na ciągłość w pogodzie. Jednak marzec to miesiąc przeplatanki zimy z latem.

Dziwi mnie tylko sytuacja tych wszystkich ptaków i zwierząt,  które przybyły po długiej wędrówce do Polski. Jak one sobie poradzą w takich warunkach. Być może tydzień dla nich nie zrobi wielkiej rróżnicy.  Pewnie gdyby takie zimno utrzymywało by się przez dłuższy czas to wszystkie ptaki by wyginęły.  Na szczęście chłód ma utrzymać się do czwartku, potem tylko cieplej. Z drugiej zaś strony ciągle ma padać. I najgorsze jest to, że tylko na północnej części.  To takie niesprawiedliwe.

Myśląc nad tym wszystkim zdaję sobie sprawę,  że zbyt dużo oczekuje i za szybko chce mieć to ciepło. Pamiętam okres mrozów,  które utrzymywały się blisko przez 1,5 miesiąca.  Nikt nie narzekał.  Każdy czekał aż to minie. I tym razem nie zamierzam już wyczekiwać wiosny bo tylko się zamotam we własnej głowie.

Priorytetem czyli warunkiem wyjścia na trening będą dwa czynniki. Nie może padać i temperatura minimalna musi być powyżej zera stopni.

Dzisiaj chciałem wkroczyć wielkim susem w drugi etap mojego planu treningowego. 15 minut ciągłego biegu , 3 serie i minuta marszu. Optymistyczne słowa pogodynki dały nadzieję, że zacznę realizować ten plan w środę. Nie ma padać. W końcu.  Na jeden dzień tylko. Doceniam tą chwilę i środę wykorzystam na trening.

Na rower jeszcze nie ma pogody. Zrobiłem pierwszy wyjazd przedsezonowy. Rozpoczęcie sezonu zaplanowałem na 25 marca. Czyli jeszcze około 3 tygodni.

Już powstał zwiastun zapowiadający moją nową jakże kreatywną serię nowego sezonu. Link na końcu wpisu. Forma filmów będzie zupełnie inna. Wszystko za sprawą nowego programu do obrabiania filmów. Plan jest taki aby każda seria miała po 5 odcinków emitowanych co tydzień o pewnej godzinie. Jak w telewizji. W filmikach wprowadze wiele momentów niewiadomych.  Relacje z tras ale też wplecienie mojej roli jako opowiadacza da zgrabną całość.

Jestem kreatywny i na prawdę potrafię wymyślić fajne rzeczy. Pierwszy odcinek pojawi się wraz z rozpoczęciem sezonu. Tym razem mogę już zdradzić,  że pojawią się ciekawe leśne ścieżki.  Pokaże także rozwój mojego miasta jako twórcę ddr.

Na razie zwiastun, na który serdecznie zapraszam. Udostepniajcie,  subskrybujcie kanał,  śledzcie bloga.

Pierwsza wyprawa rowerowa ! Przedsezonowe kilometry!

Cześć.

Sobota w marcu. Pierwszy dzień , w którym było na prawdę ciepło. Porównując to do południa Polski to temperatura nie należała do najwyższych. Już od zeszłego tygodnia wypatrywałem pogodę i sprawdzałem kiedy mogę jechać. Sezon zaplanowany dopiero na koniec marca ale przy takiej pogodzie aż się chce jechać. Z takim nastawieniem też podchodziłem do tego.

Wyjazd rozpocząłem o godzinie 11. Najdłużej trwały przygotowania. Był to trochę inny wyjazd niż zwykle. Zimniej to i więcej ciepłych rzeczy w razie co trzeba zabrać. Do plecaka wpakowałem niezbędne narzedzia, po ostatnim bublu hamulców wziąłem na wszelki wypadek klucz imbus, krzyżak i parę podkładek i śrubek.  Podstawowe narzędzia zawsze bierzcie ze sobą, nigdy nie wiadomo kiedy mogą się przydać. Oprócz narzędzi wpakowałem ciepłą bluze,  wodę i coś do jedzenia.

Wyjechałem około 11.15 . Do lotniska w Gdańsku dojechałem pociągiem, był luz ale powrót okazał się niezłym zamieszaniem. Pełno ludzi jechało i ledwo co zmieściłem rower. Po przybyciu do lotniska zjechałem ścieżką rowerową.  Od tego momentu zaczęła się moja jazda po Gdańsku.  Gdzie byłem i jak to wyglądało dowiecie się już nie długo w filmie. Powstaje bowiem seria nowego sezonu rowerowego. Pierw nagrywam trasy i wraz z rozpoczęciem sezonu wypuszczę tą serie.

Co ciekawego zauważyłem.  Może nie powiem wam o trasie ale o odczuciach. Jeśli chodzi o mnie to jak wsiadłem na rower to pojawił się uśmiech na twarzy. Jeżdżąc po Gdańsku cały czas byłem bardzo szczęśliwy.  Tak z resztą wyglądają ludzie, którzy lubią to, co robią.  Od rana poczułem napływ silnej energii. Jeżdżąc nad morzem zauważyłem,  że mimo niskiej temperatury masa ludzi chodzi po plaży czy po pasie dla turystów.  Z budek wydobywał się zapach smażonych kiełbasek.  W końcu trzeba korzystać z frekwencji turystów. Co mnie zdziwiło to ludzie mieszkający w Sopocie. Nie usmiechniesz się , to pomyślą,  że dziwny. Ludzie w tym mieście , choć małe to posiada niezwykłą energię uprzejmości.

Wracając przez Gdańsk również trafialem na ludzi,którzy i przepuścili na pasach i cofnęli się,  gdy miałem pierwszeństwo. Ciemna strona mocy zawsze będzie. Są też ludzie, którzy staną ci na środku przejazdu dla rowerów i czekają na niewiadomo co, zamiast cofnąć jeśli z tyłu jest miejsce.

Podsumowując ten dzień był bardzo udany. Mam jednak problem z rowerem. Chyba mam luzy w kołach bo w jednym miejscu koło szoruje o hamulce i jest taki jakby zryw,  przerwa i znów zryw.  Jechać idzie normalnie ale zobaczymy co to jest. I wymiana klocków z tyłu hamulca też będzie potrzebna.

Za tydzień jadę do serwisu na przegląd tam wszystko się okaże. I zapomniałem o najważniejszym. Ile dzisiaj było kilometrów. Zrobiłem okrągłą setkę. 100 km w jeden dzień bez przerwy i czułem, że mógłbym jeszcze dalej jechac.  Powiem szczerze, że jazda w mieście różni się od jazdy po ulicy po za nim. W mieście odpoczniemy na światłach,  a po za miastem ciśniemy calutki czas , jest więcej podjazdów i oczywiście większy wiatr i nie zawsze nawierzchnia daje mozliwosci rozwinięcie dużych prędkości. Dzisiaj na ddr rozwinąłem max 35 km /h .

Najszybciej jechalem 47,5 km/h.

To by było na tyle. Już niedługo zwiastun ” trip to Gdańsk”

Pozdrawiam.

Ostatnia wakacyjna wyprawa rowerowa… Tczew City zdobyty !

Czesc

Witam Cie w kolejnym moim wpisie. Zazwyczaj wstepy sa takie same. Pisze jaka byla pogoda i co robila, wspominam o godzinie. Tym razem jest troche inaczej bo ten wstep jest powiazany z moim drugim blogiem, ktorego polecam. Link znajdziecie na koncu tego wpisu.

Jesli czytaliscie tamtego bloga to mialem cos wyjasnic. Otoz wczoraj byl maly antention mojego organizmu. Juz sam tytul mowi o tym, ze cos zdobylem. Zeby cos zdobyc trzeba wysilku.

Bylem tak zmeczony , ze juz na nic nie bylo sily oprocz poinformowania, ze jutro bedzie post.

No ale jeden dzien poslizgu zdarza sie nawet tym najlepszym. I dzisiaj to nadrabiam. A wiec jesli ktos czytal tytul to dowiedzial sie, ze zdobylem Tczew. 

Cos o miescie ? Krotko 

Miasto to lezy nad wisla. Jest to powiat tczewski w wojewodzctwie pomorskim. Do tego celu mialem od siebie z domu rowne 60 km. Wedlug gps czas mojej jazdy mial szacunkowo wygladac w granicach 2,50 min. 

Wstalem o 6.30 rano. Nie bylo mi ciezko wstac. Mialem swiadomosc, ze jest to ostatnia moja wyprawa w te wakacje. Wiadomo, zaczyna sie szkola, a to trwa wiekszosc dnia i czasu nie ma. W weekend praca wiec takze odpada.

U niektorych sezon rowerowy konczy sie w pazdzierniku, listopadzie. U mnie skonczy sie we wrzesniu. Nie oznacza to, ze porzuce rower na ten miesiac dwa. Skoncze sezon jak inni. Tylko od wrzesnia jezdzic bede mniejsze ilosci kilometrow. Max 30.

Wyjechalem o godzinie 8. I co ze soba zabralem bo to dla niektorych wazne :

- aparat, telefon, kamera, ladowarka, baterie, gps bezprzewodowy.

- bluze bo bylo cieplo, kamizelke odblaskowa, kask

- z jedzenia i picia to 2l soku. A z jedzenia to gruszke i jablko by nie obciazac plecaka.

Potem gdy bylem glodny i spragniony kupowalem wszystko w sklepie po drodze. Jednak mi wystarczylo to na 60 km do miejsca docelowego.

Pierwsze 15 km zrobilem w godzine. I juz wtedy oszacowalem, ze moj czas bedzie okolo 4h. Zakladalem sobie plan awaryjny, ze musze byc w Tczewie o 13. Bylem o 11.50.

Po zrobieniu 30 kilometrow i dojechaniu do gminy ostrozki zrobilem sobie nieco przerwy. Popatrzalem przy okazji jak buduja obwodnice metropolitalna naszego regionu. 

Pojechalem dalej na Wojanowo i o dziwo bylo dalej z gorki. Jechalem ladna lesna droga, troche asfaltu. Jechalo sie znakomicie.

Rusocinie wjechalem na asfalt. Po drodze moj gps Knapik pokierowal mnie w pole gdzie nie bylo drogi. Jednak Halina, moj drugi przewodnik pokierowal mnie mowiac „ dalej prosto „. 

Az do samego Tczewa jechalem te 15 km z gory w dol, do gory, w dol. Pierwsze oznaki zmeczenia daly sie we znaki.

wreszcie dojezdzajac do celu przejechalem sie drogami Tczewa wzdluz wisly, troche po miescie. Jezdzilem tak ze 2 godziny.

Zglodnialem. Biedronka wykarmila mnie za 10 zl.

3 bulki, 4 wafelki, napoj 2l , chipsy i landrynki. 

Po odpoczynku zrobilem pamiatkowe zdjecie i wyruszylem do domu. I znowu 60 km.

Tym razem nie bylo juz tak wesolo. Jak do bylo z gory to i powrot do gory. Najdziwniejsze bylo to, ze moj rower jechal coraz to wolniej. Po 15 km zrobilem pierwszy odpoczynek. Kolejne 15 bylo mordercza walka pod gore, ktora zjezdzalem nieco wczesniej. Jednak na 30 km zauwazylem, ze warto bylo o to walczyc.

Moj pierwszy 1000 km w zyciu. I jazda pod gore i szczyt byl taka nagroda w postaci tego 1000 kilometra. Nie bylo latwo ale dalo rade.

Jesli chodzi o postoje to robilem je w miare krotkie by cos zjesc, napic sie i do przodu. Ostatnie 15 km bylo juz latwiejsze. Wielki zjazd z mega pagorka dal mi satysfakcje, ze to juz dom, ze sie udalo. Kolejne wyzwanie na moim koncie. Kolejne pokonanie swoich slabosci i strachu.

Byla to ostatnia i bardzo nie zwykla podroz w te wakacje. I teraz moge smialo powiedziec, ze warto bylo i warto stawiac sobie samemu cele.

Zakladalem, ze jak bede bardzo zmeczony to pojade pociagiem ale byloby to po prostu zalosne bo nie taki byl cel.

Dojezdzajac do celu wypilem ostatnie krople napoju i widzac dom odczulem radosc, ze sie udalo. Dalem rade. Lacznie zrobilem 124 km.

Dzis swietuje dwa sukcesy. Udany sezon i 1000 kilometr. 

Pogoda dopisala wysmienita, a lesne krajobrazy wprawialy w zachwyt. Szczegolnie jak jedziesz gdzies pierwszy raz i odkrywasz nowe nieznane miejsca. Wtedy nogi ida same, a rower tylko jedzie. Jadac samemu nadawalem sobie wlasne tempo wedlug wlasnego zmeczenia. Chcialem szybciej to szybciej, chcialem zwolnic to zwolnilem. jak sily pozwalaly. 

Mysle, ze to jest wielka zaleta jazdy samemu.

Tczew zdobyty. 1000 zdobyty. :)

W poniedzialek jade na pozegnanie wakacji do Gdanska. A z tej wyprawy zmontuje fajny filmik, ktory pokaze w czesciach.

Zapraszam do komentowania i podzielcie sie waszymi przygodami z rowerem i nie tylko, ze sportem ogolnie.

Link do drugiego bloga : www.gryfek.crazylife.pl

Pozdrawiam i do zobaczenia we wtorek o 22.

I trasa

Siemaneczko

Tytuł zazwyczaj mówi o tym, co będzie w treści. I jest tutaj wiele racji z tym, że to nie jest moja pierwsza trasa.

Wczoraj wybrałem się na trasę rowerową. Pogoda na prawdę zachęcała do wyjścia z domu. Już wczoraj bym pisał na blogu ale jak to prawdziwy kibic ma, mecz trzeba obejrzeć. Polakom się nie udało niestety ale jesteśmy ogromnie dumni, że nasza drużyna pokazała świetny ŚWIATOWY poziom. Trzeba sobie powiedzieć : Mamy drużynę najlepszą od lat, która może osiągnąć mistrzostwo na MŚ 2018.

Tyle o piłce.

Powracając do mojej trasy. Wiele nie musiałem przygotowywać roweru, ponieważ wcześniej nie jeździłem w błocie czy deszczu. Lekko otarłem go z kurzu. Niektórzy pewnie powiedzą : nie smarowałeś łańcucha ? Nie sprawdzałeś hamulców ?

Rower jest nowy, także jak na razie wszystko w nim działa perfekcyjnie. O osprzęcie mojego roweru i tkzw. luzach opowiem później. Mogę zdradzić tylko tyle, że NOWY rower dostaje luzów. Pamiętam jak dostałem rower na przyjęcie. Po tygodniu odpadł mi pedał, a kierownica się przekrzywiała. Jeśli coś jest nowe musi się dotrzeć. Każda część, każdy detal zaczyna pracować i musi się układać. Jeśli chodzi o smarowanie to rower przed zakupem posiadał już smar.

Jak już mówiłem, przy zakupie roweru coś dostaje luzu, albo coś trzeba wyregulować. Z tego powodu po ok. 100 km jadę na darmowy przegląd, gdzie dowiem się jak smarować łańcuch, co ile czasu go smarować, co ile czasu jakie części konserwować.

Wiem jedno. Łańcucha nie trzeba smarować co każdy wyjazd, bo to bez sensu. Smar nie zużywa się tak szybko, więc nie ma takiej potrzeby. Po przeglądzie opowiem co i jak powiedział mi sprzedawca i serwisant.

Jeśli wejdziecie w zakładkę O MNIE dowiecie się, że jednym z moich celów jest uzupełnianie wpisów filmem, nagraniem. Jak zwał tak zwał.

Udało mi się nagrać mały filmik z części trasy, aby pokazać wam, gdzie jeżdżę. Pokażę wam, że rowerem trekkingowym nie tylko można jeździć po ulicy ale też po lesie. Pokażę wam, że w niektórych przypadkach rower trekkingowy jest bezsilny, a w niektórych jest rewelacyjny.

Niestety. Jest mały kłopot. Film nagrał się ze zmiennym głosem. Raz ciszej, raz głośniej. Także zastanowię się czy nie podłożyć muzyki albo wyciszyć szumy. Nie bardzo wiem jak to zrobić. Zmontuje film i myślę, że w poniedziałek wrzucę go na bloga. Będzie to mini relacja ze wczorajszej trasy.

Jak przebiegała trasa?

Wczoraj wyruszyłem około 11. Dystans jaki pokonałem to 48 km. Nie jest to moja życiówka. Zaraz zaraz? Na tym rowerze to największy dystans. Na innym przejechałem więcej – 70 km ( naraz). Po takim dystansie nogi są lekko obolałe. Co mnie zdziwiło nie miałem zakwasów na drugi dzień ale podczas przysiadu troszkę bolały nogi. Więc dało się we znaki.

O czym musimy pamiętać? O czym ja pamiętam jadąc w długie trasy ?

Planuje sobie zawsze trasę taką, aby realnie określić czas, w którym będę jechał. Zwracam uwagę też na trasę i jej przebieg na mapie, aby się nie zgubić. Kosztuje to stresu, energii i nie potrzebnych nerwów. I co ważne, biorę tyle wody, aby nie jeździć po sklepach czy hipermarketach. Wolę jeździć ciągłym rytmem, z krótkimi odpoczynkami na łyk źródlanej.

Głównie jechałem ulicą. W życiu każdego rowerzysty są sytuację, które dzieją się niespodziewanie. Nie przewidujemy kogo, ani co możemy spotkać na naszej drodze. Jadąc wczoraj od siebie z domu pokonałem pierwszy 5 km podjazd o nachyleniu może jakieś 3 %. Trudnością było to, że była to ciągła górka. Na samym szczycie stała pani z ….. odzieżowego ? Nieee. Ta co daje dupy na rogu , no jak ona się nazywa? Wiecie sami jak. Nazwy są różne ale jagody co się sypią to się sypią. I niby jazda na rowerze jest nudna? Wcale nie musi.

Co wolicie? Ulica w tłoku czy las w samotności ?

Osobiście jest zwolennikiem jazdy po ścieżkach rowerowych, chodnikach, ulicach, uwielbiam ruch uliczny, mijanie samochodów w korkach czy utrudnianie życia nauce jazdy podczas skrzyżowań ” prawa wolna „. Zawsze ciekawi mnie czy L-ka ustąpi rowerzyście, czy zwróci na niego uwagę. Często rowerzyści są pomijani i traktowani jak zwykli piesi.

Po podjeździe przejechałem przez miasto w mojej wsi. Nie polecam. Jadąc ścieżką rowerową ledwo co na nią wjedziecie już musicie hamować by z niej zjechać. Innowacja to się nazywa.

Wczoraj głównie jechałem po ulicy, trochę po lesie. Były momenty, w których musiałem zawrócić, bo było zbyt dużo piasku lub trzeba było prowadzić rower pod górkę.

Filmik właśnie przedstawia sytuację, w której jechałem pod górkę.

W poniedziałek go montuje i wstawiam na YT.

Na koniec zagadka. Co oznacza znak : zakaz wjazdu , niżej : Nie dostyczy ALP ? Co to są te Alpy ?

Ja nie wiem.

Pozdrawiam.