Archiwa tagu: lato

Deszcz leje, a ty cieszysz się z tego, że Twój kolejny krok zbliża cię do celu

Cześć.

Czasu jest mało, a jest już 22 więc trochę na szybko podsumuje to, co ostatnio się ddziało.

Jak pisałem w poniedziałek z powodu deszczu i wiatru nie poszedłem na zaplanowany trening. Pomyślałem sobie, że w takich warunkach biegać graniczy z cudem. Zd drugiej zaś strony to tylko wymówka, która mnie ograniczała.  I postanowiłem coś z tym zrobić. Skoro nie było mnie na treningu w poniedziałek to pomyślałem, że wtorek będzie odpowiednim dniem.

Warunki atmosferyczne nie były zbyt dobre. Tego dnia akurat padało z rana i wstępne moje prognozy wskazywały na to, że znów nie pójdę. Byłby to już drugi dzień bez treningu. To już za dużo. Raz miałem tak, że odpuszczalem sobie trening i skończyło to się tygodniową przerwą.  Im dłuższa przerwa tym potem trudniej ruszyć się żeby gdzieś pobiec.

Wybiła ta słynna 19. Moja godzina biegania. Patrzę za okno i stwierdzam, że nie pada. No to idziemy na trening mówię do siebie z radością. Z początku było bardzo dobrze. Skoro już napisalem, że było to pewnie w dalszej części nie będzie tak kolorowo. Musiałem wziąć dwie pary butów bo na tych moich drogach jest niestety bardzo mokro i pełno błota.  Długo zajęło mi przebieranie się.

Pierwsze dwie serie poszły nie powie, że męcząco ale stabilne. Kończąc druga serię odczuwalem lekki ból w nogach. To normalne jeśli zrobisz za krótką rozgrzewke.  Rozpoczynając trzecią serię biegłem już pętle na powrót. I tutaj zaczęły się kłopoty. Mocno wiało. Podmuchy były tak silnie, że bieganie pod ich wpływem spowalniało mnie chyba ze trzy razy. Odbiło się to na czasie i dystansie.

Normalnie przebiegam jakiś określony dystans. Pod wpływem wiatru dystans skrócił się o jakieś 5/9.

Coś wiem o wietrze. W zeszłym sezonie jak jeździłem na rowerze to raz zdarzyło mi się jechać pod wiatr. Jazda nie była przyjemna i utrudniała życie na tyle, że prędkości spadały z 40 na godzinę do około 15, 20 na godzinę. Najgorzej z górki bo tam zamiast się rozpędzać zjechałem wolniej.

No ale jak to ja cały trening muszę odbyć do końca i nie było mowy żeby przerwać czy się zatrzymać.

Dzisiaj było jeszcze gorzej ale odczuwam większą radość niż we wtorek mimo, że warunki były bardzo trudne i wymagające. Przede wszystkim psychicznej wytrzymałości. Tak jak narzekałem na deszcz z wiatrem tak też spotkało mnie to ale jakby osobno. Dzisiaj podczas biegania złapał mnie ulewny deszcz. Ulewa czasem osiągała momenty deszczu ze sniegiem. Sam deszcz njd był taki zły. Najgorsze były kałuże przez które trzeba było odbijać slalomy.

Szczerze wam powiem jeśli macie odpowiednie buty to czy deszcz czy śnieg nic nie powinno wam przeszkodzic w tym by się realizować.

O dziwo mówią szczerze bardziej cieszę się z dzisiejszego dnia niż z wtorkowego. Dał mi więcej satysfakcji.  Być moze dlatego, że było trudniej osiągnąć dany cel i to, co zdobywa się trudniej t bardziej się z tego cieszymy. Najważniejsze , że jest kolejny sukces. Warto cieszyć się z każdego kroku, doceniać go i żyć tym, co się ma.

Pozdrawiam.

Wiosenno zimowa pogoda ! Czysty kaprys deszczu

Cześć.

Dzisiaj aktualnie w tym momencie powinienem kończyć czwartą serię mojego treningu. Niestety nie jestem dziś na dworzu.  Wszystko za sprawą jednego czynnika,  który myślę,  że zna każdy biegacz amator.  Zawodowiec pobiegnie ci nawet przy ulewie. Ma odpowiedni ubior, biega w mieście po chodniku. U mnie jest trochę inaczej.

Gdy przyjdzie ulewa nie da się przejść przez droge.  Chociaż i na to znalazłempatentów. Zmiana butów.  Tylko gdzie chować drugą parę podczas biegania. Przecież nie zostawisz ich koło drogi bo ktoś je weźmie.  Biegać z butami pod ręką też niezbyt dobry pomysł.

Zaletą miasta jest to, że jak biegasz nie jesteś narażony na bloto.  Nawet deszcz ci mniej przeszkadza bo w mieście wiatr nie rozpędzi się do 90 km na godzinę.  Odczucie chłodu z 5 nie spadnie do -4. Chociaż i to da się przeżyć.

Wpadłem na pomysł aby składać buty do plecaka. Nie takiego wielkiego, co byłby uciążliwy tylko takiego mniejszego, elastyczne ramiona, dopasowuje się do ciała. Taki mniej więcej worek do butów jak się w podstawówce nosiło , tyle , że można go nosić na plecach w formie plecaka.

Temperatura. Jak na teraz jest w miarę ciepło. Po prawie miesięcznym mrozie temperatury 2.3 stopnie to raj nosząc kurtkę zimową.

Nie chodzi o to, że jest brak chęci,  choć po części jest to jakaś wymówka bo nie pada aż tak mocno. Ba. Nawet biegałem,  gdy lekko padało.  Tylko, że deszcz w połączeniu z zimnymi wiatrami daje mieszankę,  która niestety nie daje miłych odczuć.

Pamiętam jak jechałem na rowerze w deszczu pod wiatr. Nie dość , że przemoczony to jeszcze wiatr był zimny. Tak to wygląda,  gdy chce iść na trening , a warunki atmosferyczne psują cały dzień.

Jutro ma być lepiej. Swoje w tygodniu trzeba zrobić. 3 dni w tygodniu musi być wykonane nawet jeśli byłoby to dzień po dniu. Zobaczymy jak to wyjdzie jutro.

Jak się da to na pewno dowiecie się w środę.  W weekend planuje wyjazd rowerem do Gdańska ale pierw muszę wyczyscic,  przygotować rower. Zacznę od łańcucha.  Potem zębatki.  Potem dokrecanie hamulców.  Przejade się kilka razy i sru na przegląd do serwisu. Wolę wydać 20 zł , a mieć sprawny rower i wszystko dokrecone jak należy tym bardziej, że rower jest na gwarancji.

Tyle na dzis. Patrzmy w pogodę , a ja na dniach przygotuje sobie pożądną mapę trasy , którą pojade.

 

Miłego wieczoru.