Archiwa tagu: kilometry

Środowisko biegaczy się szerzy ! :) + posiłek przed bieganiem

Cześć.

Dzisiaj piszę z komputera więc skupię się na trochę dłuższym wpisie. Za oknem jak na razie aura, która nie rozpieszcza. Patrzałem pogodę i podobno w sobotę ma być 11 stopni. Jak to możliwe, gdy w tym momencie za oknem jest maksymalnie 3 stopnie. To niesamowite, że w tak krótkim czasie temperatura może skoczyć tak wysoko. Nie ma co narzekać bo o to właśnie chodziło żeby mieć ciepłe warunki.

Wczorajszy trening był jak zaplanowałem. Jeśli chodzi o warunki pogodowe to było zimno. Szczerze powiem, że chciałem biegać w samych spodenkach ale wypatrując temperatury zatrzymałem się wzrokiem na 2 stopniach. Założyłem dresy i nieco lżejszą bluzę oraz wiatrówkę przeciwdeszczową.

Już 2 trening 10 – cio minutowych biegów po 4 serie. Pomiędzy seriami 1 minuta zwykłego marszu. Powiem wam, że marszobiegi są doskonałą formą uczenia się pokonywania długich dystansów ale też pozwala na bieganie w możliwie długim czasie. Gdybym miał przebiec 40 minut bez zatrzymywania to nie dałbym rady. Do tego celu oczywiście cały czas dążę ale bez odpowiedniego przygotowania nie da rady.

Ostatnio ktoś mi powiedział, że też zacznie biegać. Ja uśmiechnąłem się i odpowiedziałem to zacznij od planu treningowego i zacznij biec truchtem przez minutę, zrób 5 takich serii i powtarzaj 3 razy w tygodniu. Ten ktoś odpowiedział mi ” co ? Co to jest minuta? Mogę z 10 minut od razu przebiec”. Jeśli dałby radę to spokojnie mógłby to zrobić. O co mi chodzi ? A no o to, że do konkretnego dużego celu trzeba podejść z respektem i wykonać pierw pracę u podstawy. Głównie aby wyrobić w sobie sam nawyk wychodzenia na dwór biegania i nie powiedzieć po jednym 10 minutowym treningu ” A to nie dla mnie „, tylko cieszyć się samym tym procesem.

Pamiętam jak to było z jazdą na rowerze. Z reguły nie lubię się ścigać ani nic. Uwielbiam jeździć po ścieżkach rowerowych, w grupie, gdzie można razem sobie pojeździć. Kocham rower za to, że mogę nim pojechać tam, gdzie zaplanuje i nikt mnie nie goni. Z drugiej strony to świetny relaks. Każdy lubi co innego.

Ostatnio zauważyłem biegając po tym kilkustopniowym ociepleniu, że coraz więcej osób zaczyna biegać. Wczoraj spotkałem nawet panią, która szła z kijkami, a biegaczy naliczyłem z 5. W poniedziałek jak biegałem było 3. Liczba rośnie. Z drugiej strony kiedyś mówiłem sobie ” ooo jak mało osób biega”. Powiem wam im lepszy przykład dajesz TY tym samym zachęcasz ich do aktywnego działania.

I ostatni punkt z tematu to posiłek przed bieganiem. Tutaj postaram się krótko opisać jak to wygląda z mojej perspektywy. Nie jestem jeszcze na etapie jedzenia posiłków dostosowanych do mnie ale zamierzam wprowadzić odpowiednią dietę do treningu.

Moja rada jest taka, aby 4 godziny przed treningiem nie jeść ciężkostrawnych rzeczy. Oczywiście owoce i warzywa jak najbardziej są zalecane. Niestety raz spróbowałem zjeść godzinę przed posiłek i potem podczas biegu wszystko podnosiło się do góry. Nie polecam takiego trybu.

Jak z jedzeniem po treningu. Zazwyczaj pije własny koktajl. Mleko + kakao. Ewentualnie możemy zrobić sobie kisiel lub budyń z owocami. No jogurt pitny też może być okej. Nie znam się na żywieniu więc jakby ktoś w komentarzu pozostawił jakąś radę bym był wdzięczny.

Jutro jest bardzo ciekawy dzień. Dzisiaj nie wyreguluje w takiej pogodzie hamulców od roweru ale jutro przy dobrych wiatrach na pewno się to uda.

Taki dłuższy wpis ale myślę, że ciekawie napisany. Podzielcie się komentarzu swoimi doświadczeniami. Pozdrawiam.

Ostatnia wakacyjna wyprawa rowerowa… Tczew City zdobyty !

Czesc

Witam Cie w kolejnym moim wpisie. Zazwyczaj wstepy sa takie same. Pisze jaka byla pogoda i co robila, wspominam o godzinie. Tym razem jest troche inaczej bo ten wstep jest powiazany z moim drugim blogiem, ktorego polecam. Link znajdziecie na koncu tego wpisu.

Jesli czytaliscie tamtego bloga to mialem cos wyjasnic. Otoz wczoraj byl maly antention mojego organizmu. Juz sam tytul mowi o tym, ze cos zdobylem. Zeby cos zdobyc trzeba wysilku.

Bylem tak zmeczony , ze juz na nic nie bylo sily oprocz poinformowania, ze jutro bedzie post.

No ale jeden dzien poslizgu zdarza sie nawet tym najlepszym. I dzisiaj to nadrabiam. A wiec jesli ktos czytal tytul to dowiedzial sie, ze zdobylem Tczew. 

Cos o miescie ? Krotko 

Miasto to lezy nad wisla. Jest to powiat tczewski w wojewodzctwie pomorskim. Do tego celu mialem od siebie z domu rowne 60 km. Wedlug gps czas mojej jazdy mial szacunkowo wygladac w granicach 2,50 min. 

Wstalem o 6.30 rano. Nie bylo mi ciezko wstac. Mialem swiadomosc, ze jest to ostatnia moja wyprawa w te wakacje. Wiadomo, zaczyna sie szkola, a to trwa wiekszosc dnia i czasu nie ma. W weekend praca wiec takze odpada.

U niektorych sezon rowerowy konczy sie w pazdzierniku, listopadzie. U mnie skonczy sie we wrzesniu. Nie oznacza to, ze porzuce rower na ten miesiac dwa. Skoncze sezon jak inni. Tylko od wrzesnia jezdzic bede mniejsze ilosci kilometrow. Max 30.

Wyjechalem o godzinie 8. I co ze soba zabralem bo to dla niektorych wazne :

- aparat, telefon, kamera, ladowarka, baterie, gps bezprzewodowy.

- bluze bo bylo cieplo, kamizelke odblaskowa, kask

- z jedzenia i picia to 2l soku. A z jedzenia to gruszke i jablko by nie obciazac plecaka.

Potem gdy bylem glodny i spragniony kupowalem wszystko w sklepie po drodze. Jednak mi wystarczylo to na 60 km do miejsca docelowego.

Pierwsze 15 km zrobilem w godzine. I juz wtedy oszacowalem, ze moj czas bedzie okolo 4h. Zakladalem sobie plan awaryjny, ze musze byc w Tczewie o 13. Bylem o 11.50.

Po zrobieniu 30 kilometrow i dojechaniu do gminy ostrozki zrobilem sobie nieco przerwy. Popatrzalem przy okazji jak buduja obwodnice metropolitalna naszego regionu. 

Pojechalem dalej na Wojanowo i o dziwo bylo dalej z gorki. Jechalem ladna lesna droga, troche asfaltu. Jechalo sie znakomicie.

Rusocinie wjechalem na asfalt. Po drodze moj gps Knapik pokierowal mnie w pole gdzie nie bylo drogi. Jednak Halina, moj drugi przewodnik pokierowal mnie mowiac „ dalej prosto „. 

Az do samego Tczewa jechalem te 15 km z gory w dol, do gory, w dol. Pierwsze oznaki zmeczenia daly sie we znaki.

wreszcie dojezdzajac do celu przejechalem sie drogami Tczewa wzdluz wisly, troche po miescie. Jezdzilem tak ze 2 godziny.

Zglodnialem. Biedronka wykarmila mnie za 10 zl.

3 bulki, 4 wafelki, napoj 2l , chipsy i landrynki. 

Po odpoczynku zrobilem pamiatkowe zdjecie i wyruszylem do domu. I znowu 60 km.

Tym razem nie bylo juz tak wesolo. Jak do bylo z gory to i powrot do gory. Najdziwniejsze bylo to, ze moj rower jechal coraz to wolniej. Po 15 km zrobilem pierwszy odpoczynek. Kolejne 15 bylo mordercza walka pod gore, ktora zjezdzalem nieco wczesniej. Jednak na 30 km zauwazylem, ze warto bylo o to walczyc.

Moj pierwszy 1000 km w zyciu. I jazda pod gore i szczyt byl taka nagroda w postaci tego 1000 kilometra. Nie bylo latwo ale dalo rade.

Jesli chodzi o postoje to robilem je w miare krotkie by cos zjesc, napic sie i do przodu. Ostatnie 15 km bylo juz latwiejsze. Wielki zjazd z mega pagorka dal mi satysfakcje, ze to juz dom, ze sie udalo. Kolejne wyzwanie na moim koncie. Kolejne pokonanie swoich slabosci i strachu.

Byla to ostatnia i bardzo nie zwykla podroz w te wakacje. I teraz moge smialo powiedziec, ze warto bylo i warto stawiac sobie samemu cele.

Zakladalem, ze jak bede bardzo zmeczony to pojade pociagiem ale byloby to po prostu zalosne bo nie taki byl cel.

Dojezdzajac do celu wypilem ostatnie krople napoju i widzac dom odczulem radosc, ze sie udalo. Dalem rade. Lacznie zrobilem 124 km.

Dzis swietuje dwa sukcesy. Udany sezon i 1000 kilometr. 

Pogoda dopisala wysmienita, a lesne krajobrazy wprawialy w zachwyt. Szczegolnie jak jedziesz gdzies pierwszy raz i odkrywasz nowe nieznane miejsca. Wtedy nogi ida same, a rower tylko jedzie. Jadac samemu nadawalem sobie wlasne tempo wedlug wlasnego zmeczenia. Chcialem szybciej to szybciej, chcialem zwolnic to zwolnilem. jak sily pozwalaly. 

Mysle, ze to jest wielka zaleta jazdy samemu.

Tczew zdobyty. 1000 zdobyty. :)

W poniedzialek jade na pozegnanie wakacji do Gdanska. A z tej wyprawy zmontuje fajny filmik, ktory pokaze w czesciach.

Zapraszam do komentowania i podzielcie sie waszymi przygodami z rowerem i nie tylko, ze sportem ogolnie.

Link do drugiego bloga : www.gryfek.crazylife.pl

Pozdrawiam i do zobaczenia we wtorek o 22.

Dużo się dzieje

Siemka

Jak w tytule. Ostatniego czasu dzieje się bardzo dużo. A to z powodu oczywistego, jasnego. Podczas mojej nieobecności na blogu zaliczyłem trzy podróże. Ponadto nabyłem już moją przeuroczą kamerkę, którą mogę nagrywać, robić filmy. I w związku z tym dzisiaj specjalnie na blogu opowiem o tych trzech niezwykłych wyprawach.

Trochę o kamerce.

A więc kupiłem ją w niezwykle promocyjnej cenie. Zapłaciłem za nią jedyne 250 zł + 50 zł karta pamięci. Pomyślałem sobie, że karta i tak się przyda, czy to do telefonu czy to do aparatu. Sama kamerka zaskoczyła pozytywnie ale też jest parę wad, o których warto wspomnieć. Na początku z góry powiem, że nie jest to sprzęt do profesjonalnego nagrywania. Jakość HD, Wifi, wejście na USB, HDMI, mała bateryjka, która niestety starcza tylko na 60 minut nagrywania. Jednak zadajmy sobie szczerze pytanie? Kto chce oglądać 60 minut filmu. To też moje oczekiwania zostały w pełni spełnione, ponieważ długość mojego filmu nie będzie przekraczała 30 minut. Z dwóch powodów : łatwiej się to ogląda i przyzwoicie można to obrobić nie zabierając przy tym mnóstwa czasu. O działaniu tego sprzętu mogę wspomnieć tylko tyle, że działa dobrze( dla amatora wystarczająco). Co ważne, jest wodoodporna. Negatywnie zaskoczyło mnie opaska na głowę, którą można sobie założyć jedynie na rękę, a i tak będzie za krótka. No ale jak za taką cenę, przyzwoity sprzęt wart swej ceny.

Powracamy.

A więc idąc dalej i mówiąc o wyprawach odbyłem ich 3. W każdym wypadku wziąłem kamerkę. Pierwsza wyprawa była do Gdańska, poprzez Gdynie i wróciłem sobie wzdłuż morza poprzez Sopot, Jelitkowo, Brzeźno do Wrzeszcza i pociągiem do domu.

Wyjechałem około godziny może 11. Wróciłem koło 18 . Samym rowerem jechałem max 5 godzin. Był to ważny moment w mojej amatorskiej karierze. Pierwszy raz w życiu zrobiłem na raz 90 km. Byłem trochę zmęczony, jednak już na drugi, trzeci dzień wszystko z nogami było dobrze i czułem, że mogę dalej jeździć. Długa trasa wypadła w Piątek, a więc przez Sobotę, Niedzielę i Poniedziałek odpoczywałem. Mówiąc o trasie nagrało mi się tylko 3 minuty, ponieważ na karcie pamięci wyskoczył ERROR. Krótki format załatwił sprawę ale co straciłem to straciłem. Planowałem wrócić do domu o 17, wyszła 18.30 . Troszkę nie według planu ale w planach miałem jechać TYLKO do Gdyni na zlot NATO. ( statki itp.)

Byłem zadowolony z trasy. Uwielbiam jeździć pasem nadmorskim więc było ok.

Poniedziałek.

Mimo, że odpoczywałem to jednak byłem w krótkiej 5km trasie na przegląd mojego roweru. W serwisie powiedzieli mi, że wszystko okej, dokręcili co mieli. Luzy powstały w sterach i w napędzie a dokładniej w pedałach. Swoje uwagi również przedstawiłem. Podczas pedałowania napęd lekko zgrzytał, tak jakby coś szorowało. Odpowiedź była banalna ? Pod mechanizmem od zmiany biegów znajdowała się wystająca naklejka, mówiąca serwisantom o wymiarach czy jakoś tak. Po zdjęciu jej wszystko było OKEJ.

Jeśli czytacie ten wpis to to pytanie kieruje do znawców rowerów. Nie chodzi o to co ile smarować łańcuch bo smaruje się według uznania i użytkowania roweru. Łańcuch daje nam znaki poprzez dźwięk jaki wydaje( piszczenie) . Moje pytanie jest inne . CZYM GO SMAROWAĆ ? Wiem, że smarem ale jakiej firmy ?

Z góry dziękuję za odpowiedź.

Wtorek.

Z wtorku udało mi się nagrać co nie co. Aż 53 minuty wspaniałego filmu. Skróciłem go do 36, dodałem napisy, wszystko jak trzeba. Cały czas pracuje nad kształtem filmu i jak to wszystko ma wyglądać, więc na razie eksperymentuje. Trasa wiodła ode z domu na Złotą Górę ( Brodnica Górna, Pomorskie koło Kartuz). By tam dotrzeć pokonałem 15 km morderczej walki z górką. Potem zjechałem 10 km z tej górki na Ostrzyce co widać na filmie. Nie będę pisał, gdzie jechałem bo widać to na filmie. Powiem o ogólnych odczuciach. Dla amatora, który odkrywa krajobrazy jest to coś fajnego jechać gdzieś gdzie samochodem się nie wjedzie bo za wąsko albo paliwa szkoda. Rowerem dojedziesz wszędzie. Na razie robię trasy do 100 km więc spokojnie odkrywa okoliczne krajobrazy.

I pozostaje środa o której opowiem jak będzie film. Także trzymajcie się i może do zobaczenia na trasie.

Pozdrawiam. Link : https://www.youtube.com/watch?v=MoG4cszMEzA