Archiwa tagu: jeziora

Środowisko biegaczy się szerzy ! :) + posiłek przed bieganiem

Cześć.

Dzisiaj piszę z komputera więc skupię się na trochę dłuższym wpisie. Za oknem jak na razie aura, która nie rozpieszcza. Patrzałem pogodę i podobno w sobotę ma być 11 stopni. Jak to możliwe, gdy w tym momencie za oknem jest maksymalnie 3 stopnie. To niesamowite, że w tak krótkim czasie temperatura może skoczyć tak wysoko. Nie ma co narzekać bo o to właśnie chodziło żeby mieć ciepłe warunki.

Wczorajszy trening był jak zaplanowałem. Jeśli chodzi o warunki pogodowe to było zimno. Szczerze powiem, że chciałem biegać w samych spodenkach ale wypatrując temperatury zatrzymałem się wzrokiem na 2 stopniach. Założyłem dresy i nieco lżejszą bluzę oraz wiatrówkę przeciwdeszczową.

Już 2 trening 10 – cio minutowych biegów po 4 serie. Pomiędzy seriami 1 minuta zwykłego marszu. Powiem wam, że marszobiegi są doskonałą formą uczenia się pokonywania długich dystansów ale też pozwala na bieganie w możliwie długim czasie. Gdybym miał przebiec 40 minut bez zatrzymywania to nie dałbym rady. Do tego celu oczywiście cały czas dążę ale bez odpowiedniego przygotowania nie da rady.

Ostatnio ktoś mi powiedział, że też zacznie biegać. Ja uśmiechnąłem się i odpowiedziałem to zacznij od planu treningowego i zacznij biec truchtem przez minutę, zrób 5 takich serii i powtarzaj 3 razy w tygodniu. Ten ktoś odpowiedział mi ” co ? Co to jest minuta? Mogę z 10 minut od razu przebiec”. Jeśli dałby radę to spokojnie mógłby to zrobić. O co mi chodzi ? A no o to, że do konkretnego dużego celu trzeba podejść z respektem i wykonać pierw pracę u podstawy. Głównie aby wyrobić w sobie sam nawyk wychodzenia na dwór biegania i nie powiedzieć po jednym 10 minutowym treningu ” A to nie dla mnie „, tylko cieszyć się samym tym procesem.

Pamiętam jak to było z jazdą na rowerze. Z reguły nie lubię się ścigać ani nic. Uwielbiam jeździć po ścieżkach rowerowych, w grupie, gdzie można razem sobie pojeździć. Kocham rower za to, że mogę nim pojechać tam, gdzie zaplanuje i nikt mnie nie goni. Z drugiej strony to świetny relaks. Każdy lubi co innego.

Ostatnio zauważyłem biegając po tym kilkustopniowym ociepleniu, że coraz więcej osób zaczyna biegać. Wczoraj spotkałem nawet panią, która szła z kijkami, a biegaczy naliczyłem z 5. W poniedziałek jak biegałem było 3. Liczba rośnie. Z drugiej strony kiedyś mówiłem sobie ” ooo jak mało osób biega”. Powiem wam im lepszy przykład dajesz TY tym samym zachęcasz ich do aktywnego działania.

I ostatni punkt z tematu to posiłek przed bieganiem. Tutaj postaram się krótko opisać jak to wygląda z mojej perspektywy. Nie jestem jeszcze na etapie jedzenia posiłków dostosowanych do mnie ale zamierzam wprowadzić odpowiednią dietę do treningu.

Moja rada jest taka, aby 4 godziny przed treningiem nie jeść ciężkostrawnych rzeczy. Oczywiście owoce i warzywa jak najbardziej są zalecane. Niestety raz spróbowałem zjeść godzinę przed posiłek i potem podczas biegu wszystko podnosiło się do góry. Nie polecam takiego trybu.

Jak z jedzeniem po treningu. Zazwyczaj pije własny koktajl. Mleko + kakao. Ewentualnie możemy zrobić sobie kisiel lub budyń z owocami. No jogurt pitny też może być okej. Nie znam się na żywieniu więc jakby ktoś w komentarzu pozostawił jakąś radę bym był wdzięczny.

Jutro jest bardzo ciekawy dzień. Dzisiaj nie wyreguluje w takiej pogodzie hamulców od roweru ale jutro przy dobrych wiatrach na pewno się to uda.

Taki dłuższy wpis ale myślę, że ciekawie napisany. Podzielcie się komentarzu swoimi doświadczeniami. Pozdrawiam.

ekstremalny wpis !

Czesc.

Mialem pisac wczoraj od razu po przyjezdzie ale niestety bylem tak zmeczony, ze juz nic nie dalo rady zrobic. Tylko polozyc sie spac i tyle. Wrocilem o 22, a wyjechalem o 8 rano.

Gdzie bylem ? 

To moze zacznijmy od poczatku. Przeniesmy sie do wczorajszego dnia. Wstalem o godzinie 7 rano. Chcialem naladowac kamerke na wyjazd ale wstajac o 5 rano patrzac na budzik poszedlem dalej w kime. Po przebudzeniu sie przygotowalem sobie 2 butelki napoju i zero jedzenia. 

Nic do jedzenia ? 

A no nic. Nawodnienie jest najwazniejszym elementem podczas kazdej mojej wyprawy. Bez tego ni rusz. Jedzenia nie biore z tego wzgledu, ze jak sie najem to potem ciezko mi cisnac w pedaly. Oczywiscie, ze male przekaski jak batoniki czy owoce sa jak najbardziej wskazane.

wyruszylem. 

Balem sie, ze nie zdaze. Wyjechalem o 8.35. Zas wyjazd byl o 9. Musialem ostro pocisnac. I teraz tego nie zaluje bo byla to dobra rozgrzewka przed czyms co jeszcze nie bylem swiadom, ze stanie sie mordercza walka.

Dojechalem na miejsce zbiorki okolo 9. Dokladnie 3 minuty przed czasem odjazdu. Przyjezdzam z mysla, ze bedzie tam mnostwo osob. Byly tylko 2. Potem dojechal jakis facet. Znali sie. Ja nie znalem nikogo.

No to jedziemy.

Mamy dojechac do miejscowosci Odry. Powiat koscierski. Miejsce oddalone od poczatkowego o jakies 65 km. Jazda jak na sam poczatek idealna, wolniutko spokojnie, sil dosc. Jedziemy po drodze jeszcze po grupke 5 osob. Wszyscy milo mnie przywitali. Byla to ostatnia rzecz, ktora byla przyjemna. 

Od tego momentu zmienie kolor.

Jedziemy sobie ulica. Raz zjezdzamy na polna droge raz na ulice. Jedzie sie super. Mysle sobie, ze jak bedziemy tak ciagle jechali to wyjazd bedzie udany. Wszystko bylo dobrze do momentu pierwszej gorki. Wszyscy cisneli pod nia. Ja ledwo co nadazalem. Z tylu jeszcze marudzaca kobieta, ktora dobijala swoim glosem. Cieszylem sie, ze nie jestem ostatni. 

Kolejna gorka, jeszcze wieksza , oni cisna a ja juz nie moge. Pamietacie jak bylem w Szymbarku ? Podjechalem pod ta gorke !!! Pokonalem swoja slabosc. To dobry aspekt tej wyprawy. 

Zaczelo padac, bylismy cali mokrzy. Rowery po deszczu zaczynaja piszczec jak nigdy. Smar zmyl sie wraz z woda. Pisali, ze srednia ich predkosc bedzie 15km /h . Oni jechali jak na jakis wyscigach. 25km/h . Na prostej! Bez przerwy!

Ja jade tyle z gorki. :) No ale co zrobic jak drogi nie znasz , a jechac musisz jak oni zeby sie nie zgubic. Pojedziesz wolniej to nie zaczekaja na ciebie, a ty zostaniesz sam w lesie.

No tak w lesie. Przewodnik sam nie wiedzial, gdzie ma jechac. Kierowal nas wedlug jakiejs lini , ktora sam sobie narysowal. Z usmiechem nie chcial pokazac nam mapy. Mowil ze pojedziemy tam, a zaraz krzyczal, ze tam to sie jedzie na cos choc mysmy w te strone w ogole nie jechali.

Jesli chodzi o tempo to zabojcza predkosc wyscigowa. Jesli chodzi o trase to jazda objazdami i robienie nie potrzebnych kilometrow. Ekipa, w skladzie z kobieta, ktora zachowuje sie jak dzieciak, choc ma 40 lat.

Dojezdzamy do Odr zobaczyc jakies kamienie. Tyle.

Wracamy okrezna droga tylko po to zeby przewodniczka zjadla sobie zupke mniejsza od kubka na kawe. Zamiast od razu do domu.

Znow krazymy, nadrabiamy kilometry przez lasy. Pisali, ze droga to asfalt i szutr, a nie mech, trawa i korzenie.

To byly zle odczucia. 

Te dobre zmieszcze w kilku slowach.

Zrobilem zyciowke 136 km. !!!!! Pokonalem wlasne slabosci i nadazalem z wyscigowa predkoscia. Zwiedzilem krajobrazy choc czasem nawet spojrzec sie nie dalo bo grupa ci odjezdzala jak spojrzales dluzej. Plusem byla jazda w grupie, ktora nigdy nie zmieni swojego skladu, nie bedzie ich wiecej bo jesli ktos jjedzie pierwszy raz to od razu rezygnuje.

Minusem jest to ze rower dostal ostro po dupie :) Chociaz taki jednorazowy chrzest pozwoli na dokrecenie luzow w pedalach i sterze. I trzeba naoliwic lancuch i wyczyscic rower. Rower jest po to zeby na nim jechac szybko. Tylko moj nie jest przystosowany na lasy, dziury kamienie. Opony dostaly tez w dupe.

Na szczescie bylo to wyzwanie, ktore spelnilem i zyciowka jest !!! Rower zawsze idzie naprawic.

Jesli pisze tego posta i jest w nim sporo narzekania to znaczy, ze nie bylem zadowolony z tego wyjazdu. Grupa rowerowe kaszuby, o ktorej mowilem we wczesniejszym poscie. Opisalem tam, ze na cos nie zdazylem, a odpowiedz byla w filmie. W koncu pojechalem z nimi. Po tym dniu mysle, ze to nie dla mnie. Moze ktos zaawansowany sie tam odnajdzie. 

To byloby na tyle. Post ma taki tytul , bo jego tresc jest taka.

Relacja z piatku juz w czwartek :)

Sukces !!! 700 kilometrow w miesiac !!

Siema

Doczekalem sie wersji mobilnej mojego bloga. Dotychczas bylo to niemozliwe z powodu prostych wymowek. A mi sie nie chce, zrobie to za pol czy za godzine. W ten sposob odwlekajac wszystko na pozniej pomijalem wpisywac posty na bloga . Twierdzilem,ze zrobie to pozniej. Niedaleka przyszlosc ?

Ona nigdy nie nadchodzi :)

Teraz mam bloga w telefonie, a wiec moja systematycznosc na blogu zwiekszy sie. Dotychczas korzystalem z komputera i zawsze byly jakies wymowki albo odwlec cos na pozniej. Tylko co sprawialo, ze odwlekalem to na pozniej ?

Odpowiedz jest bardzo prosta ale dla niektorych zbyt nieoczywista, a wiec nie do uwierzenia. Na tym blogu nie o tym. Przejdzmy do tego o czym temat mmowi, a wiec do spraw rowerowych. I tutaj na poczatek podam pewna liczbe, ktora dla poczatkujacego cyklisty robi wrazenie i jest pewnym sukcesem.

 700. Tyle zrobilem kilometrow jezdzac odkad mam rower czyli od lipca. W niecaly miesiac zrobilem tyle co przez cale zycie do momentu lipca. Jesli spojrze na to z perspektywy widza to zrobi to wrazenie. To jak jeden miesiac trwalby 19 lat i 10 dni. Szmat czasu.  A co sprawilo, ze osiagnalem ten sukces ? 

Po pierwsze chcialem. Gdyby pomyslec o cieplym lozku i telewizji, luksusy w wakacje. No tak, gdybym tak zrobil to na pewno bym sie z domu nie ruszyl. Nic sie samo nie zrobi, a wiec trzeba checi.

  Po drugie determinacja. Miec swoj cel i o niego dbac. Najwazniejsze jesli cos udowadniasz sobie. Komus nie trzeba udowadniac bo ktos moze z gory zalozyc, ze sie do niczego nie nadajesz i zdania nie zmienic nawet jak zdobedziesz Mont Everest. Takze wazne zeby sobie wszystko udowadniac. A do tego jesli masz cel to wszystko pojdzie wedlug planu. Wazne tez aby po jakims czasie spojrzec lekko w tyl i zadac sobie pytanie. Ile juz osiagnalem ? 

Po trzecie motywacja . Jesli masz cel, masz determinacje to tez trzeba miec plan jak chcesz tego dokonac ? Moim celem bylo osiagniecie 700 km. Nie dawalem sobie ograniczonego czasu. Byl cel , byla determinacja bo udowadnialem cos sobie i byl tez plan. Plan byl taki , ze np zeby przejechac 700 km musze jezdzic 2 razy w tygodniu po 30 , po 50 km. Raz wyszlo tak, ze po drodze machnalem nowy cel aby machnac na raz 110 km czyli zrobic rekord. Udalo sie i tym samym przyblizylem sie do glownego celu i zdobylem drugi. Tak przy okazji.

Mowilem o motywacji. Wiemy dobrze, ze bez niej to jednego dnia pojedziemy zas 5 dnia jak bedzie padalo odpuscimy az zrezygnujemy. W moim przypadku motywacja byly nagrody. Osiagnalem mini cel to w nagrode zjadlem paczke laysow. W taki oto sposob osiagnalem swoj wlasny sukces i cel zdobylem wyznaczajac go sobie samemu.  Gdyby spojrzec wstecz to postepy sa ogromne. Wiem, ze na tym na pewno sie nie skonczy. Ograniczenia sa tylko w nas.

  Oddzielmy ta kwestie jakims innym kolorem :) 

Teraz sprawy podroznicze. Na koncu dam link do nowego filmiku, ktory wyszedl dzisiaj. I tutaj troszke sprawy sie skomplikowaly ale nie chce zdradzac samej tresci tego filmu. 

Przyznam szczerze, ze film mial byc o wiele szybciej. W trase pojechalem we wtorek az tydzien temu. Montowalem film w czwartek bo w sroda pracujaca. No ale czlowiek tez czasem zachoruje. I niestety ta tez stalo sie u mnie. W poniedzialek tego tygodnia bylem juz zdrowy ale jakos nie chcialo mi sie nic z tym robic. Ktos powie, zabraklo ci determinacji . To prawda . Ktos powie zabraklo ci motywacji. To prawda. Ktos powie nie chcialo ci sie. To prawda. Czasem zdarza sie , ze wszystkie elementy zawodza i nie ma nic . Dlaczego ? 

A no bo jak nie zaplanujesz to nic sie nie uda i bedziesz odwlekac.

O samej trasie moge powiedziec, ze nie wyszlo jak chcialem ale moze to i dobrze bo takie sytuacje tez sie zdarzaja i sa pewna proba. Zacznijmy od poczatku. Wyjechalem tym razem o 14. Cel : Wyspa Sobieszewska. 60 km w jedna strone. Po dojechaniu do Gdanska byla godzina 16.40. Pomyslalem sobie : jade na rowerowe kaszuby zobaczyc co to w ogole jest. Zeby tam sie dostac musialem wrocic sie do domu bo to z mojej miejscowosci wyjezdzali. Godzina 17. Jade . Czy zdazylem ? Przekonacie sie we filmie.

  Z drugiej strony trase podsumowuje jako udana. Kilometry zrobione. Cel osiagniety w hakim mniejszym stopniu. I chodz czasem cos nie wyjdzie , jakis wielki krok i zamiast wielkiego danego dnia zrobisz mniejszy to tez jest spoko. I takie tez wnioski wyciagnalem z tej trasy. A wiec czy bylem zadowolony ? i tak i nie ale w wiekszosci tak. Dzisiaj mamy piatek i tez po dluzszej 5 dniowej przerwie bylem w trasie ale o tym w kolejnym poscie. Zapraszam do ogladania filmu :) Link :  http://youtu.be/sYR-XvYgJe4

Dużo się dzieje

Siemka

Jak w tytule. Ostatniego czasu dzieje się bardzo dużo. A to z powodu oczywistego, jasnego. Podczas mojej nieobecności na blogu zaliczyłem trzy podróże. Ponadto nabyłem już moją przeuroczą kamerkę, którą mogę nagrywać, robić filmy. I w związku z tym dzisiaj specjalnie na blogu opowiem o tych trzech niezwykłych wyprawach.

Trochę o kamerce.

A więc kupiłem ją w niezwykle promocyjnej cenie. Zapłaciłem za nią jedyne 250 zł + 50 zł karta pamięci. Pomyślałem sobie, że karta i tak się przyda, czy to do telefonu czy to do aparatu. Sama kamerka zaskoczyła pozytywnie ale też jest parę wad, o których warto wspomnieć. Na początku z góry powiem, że nie jest to sprzęt do profesjonalnego nagrywania. Jakość HD, Wifi, wejście na USB, HDMI, mała bateryjka, która niestety starcza tylko na 60 minut nagrywania. Jednak zadajmy sobie szczerze pytanie? Kto chce oglądać 60 minut filmu. To też moje oczekiwania zostały w pełni spełnione, ponieważ długość mojego filmu nie będzie przekraczała 30 minut. Z dwóch powodów : łatwiej się to ogląda i przyzwoicie można to obrobić nie zabierając przy tym mnóstwa czasu. O działaniu tego sprzętu mogę wspomnieć tylko tyle, że działa dobrze( dla amatora wystarczająco). Co ważne, jest wodoodporna. Negatywnie zaskoczyło mnie opaska na głowę, którą można sobie założyć jedynie na rękę, a i tak będzie za krótka. No ale jak za taką cenę, przyzwoity sprzęt wart swej ceny.

Powracamy.

A więc idąc dalej i mówiąc o wyprawach odbyłem ich 3. W każdym wypadku wziąłem kamerkę. Pierwsza wyprawa była do Gdańska, poprzez Gdynie i wróciłem sobie wzdłuż morza poprzez Sopot, Jelitkowo, Brzeźno do Wrzeszcza i pociągiem do domu.

Wyjechałem około godziny może 11. Wróciłem koło 18 . Samym rowerem jechałem max 5 godzin. Był to ważny moment w mojej amatorskiej karierze. Pierwszy raz w życiu zrobiłem na raz 90 km. Byłem trochę zmęczony, jednak już na drugi, trzeci dzień wszystko z nogami było dobrze i czułem, że mogę dalej jeździć. Długa trasa wypadła w Piątek, a więc przez Sobotę, Niedzielę i Poniedziałek odpoczywałem. Mówiąc o trasie nagrało mi się tylko 3 minuty, ponieważ na karcie pamięci wyskoczył ERROR. Krótki format załatwił sprawę ale co straciłem to straciłem. Planowałem wrócić do domu o 17, wyszła 18.30 . Troszkę nie według planu ale w planach miałem jechać TYLKO do Gdyni na zlot NATO. ( statki itp.)

Byłem zadowolony z trasy. Uwielbiam jeździć pasem nadmorskim więc było ok.

Poniedziałek.

Mimo, że odpoczywałem to jednak byłem w krótkiej 5km trasie na przegląd mojego roweru. W serwisie powiedzieli mi, że wszystko okej, dokręcili co mieli. Luzy powstały w sterach i w napędzie a dokładniej w pedałach. Swoje uwagi również przedstawiłem. Podczas pedałowania napęd lekko zgrzytał, tak jakby coś szorowało. Odpowiedź była banalna ? Pod mechanizmem od zmiany biegów znajdowała się wystająca naklejka, mówiąca serwisantom o wymiarach czy jakoś tak. Po zdjęciu jej wszystko było OKEJ.

Jeśli czytacie ten wpis to to pytanie kieruje do znawców rowerów. Nie chodzi o to co ile smarować łańcuch bo smaruje się według uznania i użytkowania roweru. Łańcuch daje nam znaki poprzez dźwięk jaki wydaje( piszczenie) . Moje pytanie jest inne . CZYM GO SMAROWAĆ ? Wiem, że smarem ale jakiej firmy ?

Z góry dziękuję za odpowiedź.

Wtorek.

Z wtorku udało mi się nagrać co nie co. Aż 53 minuty wspaniałego filmu. Skróciłem go do 36, dodałem napisy, wszystko jak trzeba. Cały czas pracuje nad kształtem filmu i jak to wszystko ma wyglądać, więc na razie eksperymentuje. Trasa wiodła ode z domu na Złotą Górę ( Brodnica Górna, Pomorskie koło Kartuz). By tam dotrzeć pokonałem 15 km morderczej walki z górką. Potem zjechałem 10 km z tej górki na Ostrzyce co widać na filmie. Nie będę pisał, gdzie jechałem bo widać to na filmie. Powiem o ogólnych odczuciach. Dla amatora, który odkrywa krajobrazy jest to coś fajnego jechać gdzieś gdzie samochodem się nie wjedzie bo za wąsko albo paliwa szkoda. Rowerem dojedziesz wszędzie. Na razie robię trasy do 100 km więc spokojnie odkrywa okoliczne krajobrazy.

I pozostaje środa o której opowiem jak będzie film. Także trzymajcie się i może do zobaczenia na trasie.

Pozdrawiam. Link : https://www.youtube.com/watch?v=MoG4cszMEzA

I trasa

Siemaneczko

Tytuł zazwyczaj mówi o tym, co będzie w treści. I jest tutaj wiele racji z tym, że to nie jest moja pierwsza trasa.

Wczoraj wybrałem się na trasę rowerową. Pogoda na prawdę zachęcała do wyjścia z domu. Już wczoraj bym pisał na blogu ale jak to prawdziwy kibic ma, mecz trzeba obejrzeć. Polakom się nie udało niestety ale jesteśmy ogromnie dumni, że nasza drużyna pokazała świetny ŚWIATOWY poziom. Trzeba sobie powiedzieć : Mamy drużynę najlepszą od lat, która może osiągnąć mistrzostwo na MŚ 2018.

Tyle o piłce.

Powracając do mojej trasy. Wiele nie musiałem przygotowywać roweru, ponieważ wcześniej nie jeździłem w błocie czy deszczu. Lekko otarłem go z kurzu. Niektórzy pewnie powiedzą : nie smarowałeś łańcucha ? Nie sprawdzałeś hamulców ?

Rower jest nowy, także jak na razie wszystko w nim działa perfekcyjnie. O osprzęcie mojego roweru i tkzw. luzach opowiem później. Mogę zdradzić tylko tyle, że NOWY rower dostaje luzów. Pamiętam jak dostałem rower na przyjęcie. Po tygodniu odpadł mi pedał, a kierownica się przekrzywiała. Jeśli coś jest nowe musi się dotrzeć. Każda część, każdy detal zaczyna pracować i musi się układać. Jeśli chodzi o smarowanie to rower przed zakupem posiadał już smar.

Jak już mówiłem, przy zakupie roweru coś dostaje luzu, albo coś trzeba wyregulować. Z tego powodu po ok. 100 km jadę na darmowy przegląd, gdzie dowiem się jak smarować łańcuch, co ile czasu go smarować, co ile czasu jakie części konserwować.

Wiem jedno. Łańcucha nie trzeba smarować co każdy wyjazd, bo to bez sensu. Smar nie zużywa się tak szybko, więc nie ma takiej potrzeby. Po przeglądzie opowiem co i jak powiedział mi sprzedawca i serwisant.

Jeśli wejdziecie w zakładkę O MNIE dowiecie się, że jednym z moich celów jest uzupełnianie wpisów filmem, nagraniem. Jak zwał tak zwał.

Udało mi się nagrać mały filmik z części trasy, aby pokazać wam, gdzie jeżdżę. Pokażę wam, że rowerem trekkingowym nie tylko można jeździć po ulicy ale też po lesie. Pokażę wam, że w niektórych przypadkach rower trekkingowy jest bezsilny, a w niektórych jest rewelacyjny.

Niestety. Jest mały kłopot. Film nagrał się ze zmiennym głosem. Raz ciszej, raz głośniej. Także zastanowię się czy nie podłożyć muzyki albo wyciszyć szumy. Nie bardzo wiem jak to zrobić. Zmontuje film i myślę, że w poniedziałek wrzucę go na bloga. Będzie to mini relacja ze wczorajszej trasy.

Jak przebiegała trasa?

Wczoraj wyruszyłem około 11. Dystans jaki pokonałem to 48 km. Nie jest to moja życiówka. Zaraz zaraz? Na tym rowerze to największy dystans. Na innym przejechałem więcej – 70 km ( naraz). Po takim dystansie nogi są lekko obolałe. Co mnie zdziwiło nie miałem zakwasów na drugi dzień ale podczas przysiadu troszkę bolały nogi. Więc dało się we znaki.

O czym musimy pamiętać? O czym ja pamiętam jadąc w długie trasy ?

Planuje sobie zawsze trasę taką, aby realnie określić czas, w którym będę jechał. Zwracam uwagę też na trasę i jej przebieg na mapie, aby się nie zgubić. Kosztuje to stresu, energii i nie potrzebnych nerwów. I co ważne, biorę tyle wody, aby nie jeździć po sklepach czy hipermarketach. Wolę jeździć ciągłym rytmem, z krótkimi odpoczynkami na łyk źródlanej.

Głównie jechałem ulicą. W życiu każdego rowerzysty są sytuację, które dzieją się niespodziewanie. Nie przewidujemy kogo, ani co możemy spotkać na naszej drodze. Jadąc wczoraj od siebie z domu pokonałem pierwszy 5 km podjazd o nachyleniu może jakieś 3 %. Trudnością było to, że była to ciągła górka. Na samym szczycie stała pani z ….. odzieżowego ? Nieee. Ta co daje dupy na rogu , no jak ona się nazywa? Wiecie sami jak. Nazwy są różne ale jagody co się sypią to się sypią. I niby jazda na rowerze jest nudna? Wcale nie musi.

Co wolicie? Ulica w tłoku czy las w samotności ?

Osobiście jest zwolennikiem jazdy po ścieżkach rowerowych, chodnikach, ulicach, uwielbiam ruch uliczny, mijanie samochodów w korkach czy utrudnianie życia nauce jazdy podczas skrzyżowań ” prawa wolna „. Zawsze ciekawi mnie czy L-ka ustąpi rowerzyście, czy zwróci na niego uwagę. Często rowerzyści są pomijani i traktowani jak zwykli piesi.

Po podjeździe przejechałem przez miasto w mojej wsi. Nie polecam. Jadąc ścieżką rowerową ledwo co na nią wjedziecie już musicie hamować by z niej zjechać. Innowacja to się nazywa.

Wczoraj głównie jechałem po ulicy, trochę po lesie. Były momenty, w których musiałem zawrócić, bo było zbyt dużo piasku lub trzeba było prowadzić rower pod górkę.

Filmik właśnie przedstawia sytuację, w której jechałem pod górkę.

W poniedziałek go montuje i wstawiam na YT.

Na koniec zagadka. Co oznacza znak : zakaz wjazdu , niżej : Nie dostyczy ALP ? Co to są te Alpy ?

Ja nie wiem.

Pozdrawiam.