Archiwa tagu: jak jeździć na rowerze

Jaki rodzaj roweru kupić? # Ciesz się jazdą

Cześć!

Coraz więcej rowerów na naszych drogach. Choć lato nie jest najcieplejsze to i tak moda na tzw. kręcenie osiąga najwyższy poziom. Gdy popatrzymy kilka lat wcześniej, mój sąsiad nie miał roweru. A dziś ? Dziś sąsiad sąsiada i jeszcze jego sąsiada i też jego dzieci wyjeżdżają w sobotę albo niedzielę na rodzinną przejażdżkę.

Jaki rodzaj roweru kupić?

Jeśli nie masz jeszcze roweru, a chcesz podążać za modą to trzeba zdecydować się na jego zakup. I w tym momencie powinieneś dokładnie się zastanowić przed jego zakupem. Często zdarza się bowiem tak, że kupimy ” nieprzemyślany rower” i zamiast cieszyć się z jazdy, klniemy czemu wydaliśmy tyle pieniędzy, a przyjemności z jazdy nie ma.

Kupując nowy rower musisz odpowiedzieć sobie na bardzo ważne pytanie. Gdzie chcesz jeździć? Gdzie będziesz jeździł najczęściej?

Można wyróżnić kilka środowisk rowerowych i adekwatnie do tych środowisk dopasować rodzaj roweru. Chodzi tu o to żebyś nie męczył się jadąc w lesie z szosówką na plecach.

Pierwsze środowisko, z którym spotykamy się chyba najczęściej to jezdnia, ulica, nazwij to po swojemu. Twarda, ugruntowana droga, po której jeżdżą samochody. Mogą też być to asfaltowe ścieżki rowerowe.

Jaki rodzaj dobrać do takiego środowiska?

No właśnie. Jeśli zamierzasz kręcić kilometrów jak najwięcej w jak najszybszym czasie, chcesz osiągać na maksa dobre prędkości, poszaleć, potrenować. Niedługo zawody? A być może uwielbiasz zmęczyć się na treningu kończąc podjazdy ? Lasy to nie twoje środowisko ?

Jeśli na większość z tych pytań odpowiedziałeś TAK to znaczy, że odpowiedni rower do tego środowiska to rower szosowy.

Czym się charakteryzuje taki rower?

Osobiście nie posiadam takiego roweru, ani nigdy nie posiadałem ale troszkę informacji o tego typu pojazdach wiem. Zaletą takiego roweru jest oczywiście zdecydowanie większa prędkość, jaką możemy osiągnąć. To też zależy od naszych nóg ale łatwiej ją osiągać poprzez węższe opony. Jeśli oglądałeś wyścigi to zauważyłeś tkzw. kolarzówki. To nic innego jak rowery szosowe. Taki rower i jego pozycja podczas jazdy jest znacznie pochylona do przodu przez co zmniejsza się opór wiatru. Działa to podobnie do samolotu. Opływowość się zwiększa.

Minusem takiej jazdy jest właśnie ta niska pozycja przez, co znajdujemy się w ograniczonej widoczności na drodze. Po za tym rower nie nadaje się na dziurawe, piaszczyste drogi bo po prostu ugrzęźnie. Nie posiada dodatkowej amortyzacji.

Takie rowery są bardzo lekkie ale żeby jeździć nimi po szutrowych drogach to nie zbyt się nadają.

Drugie środowisko, zupełnie przeciwne do pierwszego to górskie strome zbocza, podjazdy w lesie , błotniste drogi, piasek , szutrowe nawierzchnie.

Pamiętam jak posiadałem rower górski z supermarketu. Nie ma co porównywać tego roweru do nowych markowych ale mogę powiedzieć o wyglądzie takiego pojazdu.

Posiada on szersze opony, często z takimi kolcami. Opony te powodują większą stabilizację na drodze. To dlatego na piasku nie zapadają się nam koła i możemy normalnie wyjechać. Na podjazdach takie opony dają większe bezpieczeństwo. Rower taki posiada dodatkową amortyzację z tyłu i z przodu, co zwiększa jego żywotność i pozwala na unikanie bolesnych drgań na dziurawych drogach.

Co ważne takim rower akurat można też jeździć po asfalcie. Fakt, nie osiągniemy takich prędkości jak szosówką ale myślę, że wszystko i tak zależy od naszych nóg i siły fizycznej.

Jeśli więc chcesz jeździć po takim środowisku, interesują cię lasy, zjazdy, podjazdy, wąskie przesmyki to śmiało bierz ten typ roweru.

Środowiska są dwa ale rodzajów rowerów jest wiele. Wymienię pozostałe dwa, które według mnie są najistotniejsze. Reszta rodzajów to takie pośrednie, które mają trochę tego i trochę tamtego.

Trzeci rodzaj roweru to rower trekkingowy. Środowisko, w którym możemy jeździć takim rowerem to pomieszanie pierwszego z drugim. Jest to uniwersalny rower.

Jakie ma zalety?

Na takim rowerze osiągi prędkości jeśli dobrze pociśniemy są bardzo dobre. Ponadto rower taki nadaję się na długie wyprawy, krótkie przejażdżki, gdzie chcemy zabrać coś do jedzenia czy picia. Posiada on mocowania na sakwy, co pozwala na jazdę bez plecaka, a więc zbędnego obciążenia. Otwory montażowe pozwolą Ci na zamontowanie bidonu czy innych akcesoriów.

O tym rowerze mogę powiedzieć z własnego doświadczenia, ponieważ sam jestem właścicielem takiego pojazdu. I szczerze wam powiem, że z takiego roweru zamieniając opony na szersze czy węższe mogę uzyskać rower szosowy i górski. Oczywiście nie będzie to w pełni rower jaki chce uzyskać ale będzie on zbliżonej jakości i na dodatek zachowam wszystkie możliwości roweru trekkingowego.

Osobiście mogę powiedzieć, że sprawdza się on w lesie, jak i na ulicy. Czasem zdarza się, że w błocie czy większym piasku nie mogę podjechać, czy też na większy podjazdach ale nie jest to problem zejść na chwilę z roweru żeby go przeprowadzić.

Posiada on amortyzację, bagażnik, który można łatwo zdjąć. Błotniki również można usunąć i rower górski lub szosowy malowany.

Kolejne czwarte środowisko jak i rodzaj roweru to środowisko miejskie i rower miejski.

O tym rowerze opowiem najkrócej bo najmniej o nich wiem. Podobnie jak trekkingowy posiada on bagażnik, koszyk z przodu, lampki rowerowe. Niestety nie posiada zaawansowanej amortyzacji, przez co nadaje się tylko do jazdy po mieście.

Wszystkimi tymi rowerami da się jechać wszędzie. Nie mówię, że nie ale chodzi tutaj żebyś miał przyjemność z jazdy. Po to dobiera się odpowiedni rodzaj, aby czerpać korzyści z roweru. Wygląd jest oczywiście ważny ale nie najważniejszy.

Nie idźmy w extrema. Kolejną rzeczą na jaką musimy spojrzeć kupując rower to….. i tutaj zróbmy przecinek.

W następnym blogowym wpisie więcej o kupnie roweru. Miałem film ale niestety jego jakość dawała wiele do życzenia i nie mogłem takiego filmu puścić w obieg. Następny powinien być okej. A na razie to na tyle i do później….

Wielki Przejazd Rowerowy 2017 – Gdańsk

Hej.

Dzisiaj nastał wyjątkowy dzień. Święto roweru. Długo wyczekiwane, niedoczekane bo po raz pierwszy startowałem w takiej imprezie. Właśnie wróciłem do domu i od razu postanowiłem na ” świeżo” podzielić się przemyśleniami oraz wrażeniami po tym zjeździe.

Może zacznijmy od omówienia trasy tak powierzchownie bo nie będę was zanudzał jakie miejscowości mijaliśmy. Wyruszyliśmy z Kartuz o godzinie 9.50. Przemówienie wiceburmistrza przerwała rozpoczynająca się msza w kościele obok, co doprowadziło rowerzystów do lekkiego uśmieszku.

Jadąc do Kartuz nie wyobrażałem sobie takiej ilości cyklistów w moim mieście. Pierwsza moja myśl po przyjechaniu na miejsce zbiórki to ” skąd ich się tyle wzięło „. Już teraz rozumiem dlaczego rower nazywają coraz to popularniejszym środkiem transportu i dlaczego w mieście stawiają na ścieżki rowerowe. Jadąc nie raz w sobotę, czy niedzielę spotykałem pojedynczych rowerzystów ale moje odczucie po zobaczeniu takiej ilości to jedno wielkie ” WOW”.

Zamówiłem sobie wcześniej koszulkę. Kosztowała ona 25 zł i widniał na niej nadruk Wielkiego Przejazdu. Można było wybrać kolor, ja oczywiście wybrałem mój ulubiony czyli niebieski. Dałem jeszcze 2 złote na szprychówkę czyli kartę do losowania. Niestety na losowaniu nagród nie byłem ale 2 złote poszło na rozwój roweru więc nic straconego.

Równo o 9.50 wyjechaliśmy. Co mnie zaskoczyło i już na początku przeszła mi taka myśl : Jak wyminą nas auta skoro w Kartuzach było nas około 200 osób. Okazało się, że eskortowała nas kartuska policja, z przodu i z tyłu. Niezapomniane uczucie jechać ulicą , mijając czerwone światło. Cały ruch wstrzymany był tylko dla rowerzystów i było to ogromne wyróżnienie. Drugi ważny element to wspomniana liczba uczestników, jazda w tej grupie, szum opon i hamulców, dźwięk dzwonków, to wszystko dawało wspaniałe odczucie.

Dojazd do Gdańska był jednym pasem ale jak wjechaliśmy na trój pas to cała ulica była nasza.

Po przyjeździe we wskazane miejsce czekaliśmy na peleton z Gdańska oraz z Tczewa. Jak przyjechali to równo o 13 rozpoczęliśmy Wielki Przejazd Rowerowy. Na myśl mi nie przyszło, że tyle ludzi jeździ na rowerze. Końca nie było widać, a ja byłem jakoś w środku. Tempo było wspaniałe, odczucie wiatru znikome, ponieważ każdy tłumił ten paskudny wiatr, który zawsze nas ogranicza.

Z wielkiego przejazdu będzie film i tam zobaczycie ile było ludzi. Może uda wam się to policzyć. Co jeszcze mnie zaciekawiło to wywrotki i upadki. Jak to w peletonie. Wypadki się zdarzają. Dziewczyna jadąca za mną ciągle hamowała i to ostro ze zrywem. Po kilkunastu takich hamowaniach już nie jadąc za mną walnęła w krawężnik.

Najlepsze zostawiłem na deser. Uśmiechałem się widząc zdenerwowanych kierowców, którzy czekali, aż wszyscy przejadą albo miny zaskoczonych kierowców, że jednak rower istnieje. W końcu to 200 lat tego wspaniałego wynalazku. Trochę to już minęło. Podobno pierwszy raz na rowerze zrobiono 8 kilometrów. Jak na dzisiejsze czasy to jest pikuś. Na tamte czasy był to wielki wyczyn, kiedyś rower był drewniany. Dzisiaj mamy ogromny przeskok do ram aluminiowych i karbowanych. Wielki postęp technologiczny – tak to można ująć.

Przejazd miał na celu pokazanie, że rowerzyści istnieją na drodze. Jadąc ulicą często spotykam się z sytuacją, gdzie ciężarówka albo osobówka nie zachowuje odstępu, wymija na trzeciego albo wyprzedza jeśli jedziemy w przeciwnym kierunku.

Byłem na tym przejeździe pierwszy raz i za rok na pewno też pojadę. A tym czasem chciałbym zaprosić was czytelników na jutro na film bikevlog #5. Już niedługo także blogowy FB, na który również serdecznie zapraszam.

Podsyłam link do You Tube. Jeśli chcesz oglądać moje filmy wystarczy, że przyciśniesz czerwony guzik z nazwą subskrybuj. Każdy komentarz, łapka w górę lub w dół jest motywacją do ulepszania filmów i ich dodawania.

Miłego dzionka. Do następnego i ogień na tłoki.

Dawid.