Archiwa tagu: Biedronka

Ostatnia wakacyjna wyprawa rowerowa… Tczew City zdobyty !

Czesc

Witam Cie w kolejnym moim wpisie. Zazwyczaj wstepy sa takie same. Pisze jaka byla pogoda i co robila, wspominam o godzinie. Tym razem jest troche inaczej bo ten wstep jest powiazany z moim drugim blogiem, ktorego polecam. Link znajdziecie na koncu tego wpisu.

Jesli czytaliscie tamtego bloga to mialem cos wyjasnic. Otoz wczoraj byl maly antention mojego organizmu. Juz sam tytul mowi o tym, ze cos zdobylem. Zeby cos zdobyc trzeba wysilku.

Bylem tak zmeczony , ze juz na nic nie bylo sily oprocz poinformowania, ze jutro bedzie post.

No ale jeden dzien poslizgu zdarza sie nawet tym najlepszym. I dzisiaj to nadrabiam. A wiec jesli ktos czytal tytul to dowiedzial sie, ze zdobylem Tczew. 

Cos o miescie ? Krotko 

Miasto to lezy nad wisla. Jest to powiat tczewski w wojewodzctwie pomorskim. Do tego celu mialem od siebie z domu rowne 60 km. Wedlug gps czas mojej jazdy mial szacunkowo wygladac w granicach 2,50 min. 

Wstalem o 6.30 rano. Nie bylo mi ciezko wstac. Mialem swiadomosc, ze jest to ostatnia moja wyprawa w te wakacje. Wiadomo, zaczyna sie szkola, a to trwa wiekszosc dnia i czasu nie ma. W weekend praca wiec takze odpada.

U niektorych sezon rowerowy konczy sie w pazdzierniku, listopadzie. U mnie skonczy sie we wrzesniu. Nie oznacza to, ze porzuce rower na ten miesiac dwa. Skoncze sezon jak inni. Tylko od wrzesnia jezdzic bede mniejsze ilosci kilometrow. Max 30.

Wyjechalem o godzinie 8. I co ze soba zabralem bo to dla niektorych wazne :

- aparat, telefon, kamera, ladowarka, baterie, gps bezprzewodowy.

- bluze bo bylo cieplo, kamizelke odblaskowa, kask

- z jedzenia i picia to 2l soku. A z jedzenia to gruszke i jablko by nie obciazac plecaka.

Potem gdy bylem glodny i spragniony kupowalem wszystko w sklepie po drodze. Jednak mi wystarczylo to na 60 km do miejsca docelowego.

Pierwsze 15 km zrobilem w godzine. I juz wtedy oszacowalem, ze moj czas bedzie okolo 4h. Zakladalem sobie plan awaryjny, ze musze byc w Tczewie o 13. Bylem o 11.50.

Po zrobieniu 30 kilometrow i dojechaniu do gminy ostrozki zrobilem sobie nieco przerwy. Popatrzalem przy okazji jak buduja obwodnice metropolitalna naszego regionu. 

Pojechalem dalej na Wojanowo i o dziwo bylo dalej z gorki. Jechalem ladna lesna droga, troche asfaltu. Jechalo sie znakomicie.

Rusocinie wjechalem na asfalt. Po drodze moj gps Knapik pokierowal mnie w pole gdzie nie bylo drogi. Jednak Halina, moj drugi przewodnik pokierowal mnie mowiac „ dalej prosto „. 

Az do samego Tczewa jechalem te 15 km z gory w dol, do gory, w dol. Pierwsze oznaki zmeczenia daly sie we znaki.

wreszcie dojezdzajac do celu przejechalem sie drogami Tczewa wzdluz wisly, troche po miescie. Jezdzilem tak ze 2 godziny.

Zglodnialem. Biedronka wykarmila mnie za 10 zl.

3 bulki, 4 wafelki, napoj 2l , chipsy i landrynki. 

Po odpoczynku zrobilem pamiatkowe zdjecie i wyruszylem do domu. I znowu 60 km.

Tym razem nie bylo juz tak wesolo. Jak do bylo z gory to i powrot do gory. Najdziwniejsze bylo to, ze moj rower jechal coraz to wolniej. Po 15 km zrobilem pierwszy odpoczynek. Kolejne 15 bylo mordercza walka pod gore, ktora zjezdzalem nieco wczesniej. Jednak na 30 km zauwazylem, ze warto bylo o to walczyc.

Moj pierwszy 1000 km w zyciu. I jazda pod gore i szczyt byl taka nagroda w postaci tego 1000 kilometra. Nie bylo latwo ale dalo rade.

Jesli chodzi o postoje to robilem je w miare krotkie by cos zjesc, napic sie i do przodu. Ostatnie 15 km bylo juz latwiejsze. Wielki zjazd z mega pagorka dal mi satysfakcje, ze to juz dom, ze sie udalo. Kolejne wyzwanie na moim koncie. Kolejne pokonanie swoich slabosci i strachu.

Byla to ostatnia i bardzo nie zwykla podroz w te wakacje. I teraz moge smialo powiedziec, ze warto bylo i warto stawiac sobie samemu cele.

Zakladalem, ze jak bede bardzo zmeczony to pojade pociagiem ale byloby to po prostu zalosne bo nie taki byl cel.

Dojezdzajac do celu wypilem ostatnie krople napoju i widzac dom odczulem radosc, ze sie udalo. Dalem rade. Lacznie zrobilem 124 km.

Dzis swietuje dwa sukcesy. Udany sezon i 1000 kilometr. 

Pogoda dopisala wysmienita, a lesne krajobrazy wprawialy w zachwyt. Szczegolnie jak jedziesz gdzies pierwszy raz i odkrywasz nowe nieznane miejsca. Wtedy nogi ida same, a rower tylko jedzie. Jadac samemu nadawalem sobie wlasne tempo wedlug wlasnego zmeczenia. Chcialem szybciej to szybciej, chcialem zwolnic to zwolnilem. jak sily pozwalaly. 

Mysle, ze to jest wielka zaleta jazdy samemu.

Tczew zdobyty. 1000 zdobyty. :)

W poniedzialek jade na pozegnanie wakacji do Gdanska. A z tej wyprawy zmontuje fajny filmik, ktory pokaze w czesciach.

Zapraszam do komentowania i podzielcie sie waszymi przygodami z rowerem i nie tylko, ze sportem ogolnie.

Link do drugiego bloga : www.gryfek.crazylife.pl

Pozdrawiam i do zobaczenia we wtorek o 22.