ekstremalny wpis !

Czesc.

Mialem pisac wczoraj od razu po przyjezdzie ale niestety bylem tak zmeczony, ze juz nic nie dalo rady zrobic. Tylko polozyc sie spac i tyle. Wrocilem o 22, a wyjechalem o 8 rano.

Gdzie bylem ? 

To moze zacznijmy od poczatku. Przeniesmy sie do wczorajszego dnia. Wstalem o godzinie 7 rano. Chcialem naladowac kamerke na wyjazd ale wstajac o 5 rano patrzac na budzik poszedlem dalej w kime. Po przebudzeniu sie przygotowalem sobie 2 butelki napoju i zero jedzenia. 

Nic do jedzenia ? 

A no nic. Nawodnienie jest najwazniejszym elementem podczas kazdej mojej wyprawy. Bez tego ni rusz. Jedzenia nie biore z tego wzgledu, ze jak sie najem to potem ciezko mi cisnac w pedaly. Oczywiscie, ze male przekaski jak batoniki czy owoce sa jak najbardziej wskazane.

wyruszylem. 

Balem sie, ze nie zdaze. Wyjechalem o 8.35. Zas wyjazd byl o 9. Musialem ostro pocisnac. I teraz tego nie zaluje bo byla to dobra rozgrzewka przed czyms co jeszcze nie bylem swiadom, ze stanie sie mordercza walka.

Dojechalem na miejsce zbiorki okolo 9. Dokladnie 3 minuty przed czasem odjazdu. Przyjezdzam z mysla, ze bedzie tam mnostwo osob. Byly tylko 2. Potem dojechal jakis facet. Znali sie. Ja nie znalem nikogo.

No to jedziemy.

Mamy dojechac do miejscowosci Odry. Powiat koscierski. Miejsce oddalone od poczatkowego o jakies 65 km. Jazda jak na sam poczatek idealna, wolniutko spokojnie, sil dosc. Jedziemy po drodze jeszcze po grupke 5 osob. Wszyscy milo mnie przywitali. Byla to ostatnia rzecz, ktora byla przyjemna. 

Od tego momentu zmienie kolor.

Jedziemy sobie ulica. Raz zjezdzamy na polna droge raz na ulice. Jedzie sie super. Mysle sobie, ze jak bedziemy tak ciagle jechali to wyjazd bedzie udany. Wszystko bylo dobrze do momentu pierwszej gorki. Wszyscy cisneli pod nia. Ja ledwo co nadazalem. Z tylu jeszcze marudzaca kobieta, ktora dobijala swoim glosem. Cieszylem sie, ze nie jestem ostatni. 

Kolejna gorka, jeszcze wieksza , oni cisna a ja juz nie moge. Pamietacie jak bylem w Szymbarku ? Podjechalem pod ta gorke !!! Pokonalem swoja slabosc. To dobry aspekt tej wyprawy. 

Zaczelo padac, bylismy cali mokrzy. Rowery po deszczu zaczynaja piszczec jak nigdy. Smar zmyl sie wraz z woda. Pisali, ze srednia ich predkosc bedzie 15km /h . Oni jechali jak na jakis wyscigach. 25km/h . Na prostej! Bez przerwy!

Ja jade tyle z gorki. :) No ale co zrobic jak drogi nie znasz , a jechac musisz jak oni zeby sie nie zgubic. Pojedziesz wolniej to nie zaczekaja na ciebie, a ty zostaniesz sam w lesie.

No tak w lesie. Przewodnik sam nie wiedzial, gdzie ma jechac. Kierowal nas wedlug jakiejs lini , ktora sam sobie narysowal. Z usmiechem nie chcial pokazac nam mapy. Mowil ze pojedziemy tam, a zaraz krzyczal, ze tam to sie jedzie na cos choc mysmy w te strone w ogole nie jechali.

Jesli chodzi o tempo to zabojcza predkosc wyscigowa. Jesli chodzi o trase to jazda objazdami i robienie nie potrzebnych kilometrow. Ekipa, w skladzie z kobieta, ktora zachowuje sie jak dzieciak, choc ma 40 lat.

Dojezdzamy do Odr zobaczyc jakies kamienie. Tyle.

Wracamy okrezna droga tylko po to zeby przewodniczka zjadla sobie zupke mniejsza od kubka na kawe. Zamiast od razu do domu.

Znow krazymy, nadrabiamy kilometry przez lasy. Pisali, ze droga to asfalt i szutr, a nie mech, trawa i korzenie.

To byly zle odczucia. 

Te dobre zmieszcze w kilku slowach.

Zrobilem zyciowke 136 km. !!!!! Pokonalem wlasne slabosci i nadazalem z wyscigowa predkoscia. Zwiedzilem krajobrazy choc czasem nawet spojrzec sie nie dalo bo grupa ci odjezdzala jak spojrzales dluzej. Plusem byla jazda w grupie, ktora nigdy nie zmieni swojego skladu, nie bedzie ich wiecej bo jesli ktos jjedzie pierwszy raz to od razu rezygnuje.

Minusem jest to ze rower dostal ostro po dupie :) Chociaz taki jednorazowy chrzest pozwoli na dokrecenie luzow w pedalach i sterze. I trzeba naoliwic lancuch i wyczyscic rower. Rower jest po to zeby na nim jechac szybko. Tylko moj nie jest przystosowany na lasy, dziury kamienie. Opony dostaly tez w dupe.

Na szczescie bylo to wyzwanie, ktore spelnilem i zyciowka jest !!! Rower zawsze idzie naprawic.

Jesli pisze tego posta i jest w nim sporo narzekania to znaczy, ze nie bylem zadowolony z tego wyjazdu. Grupa rowerowe kaszuby, o ktorej mowilem we wczesniejszym poscie. Opisalem tam, ze na cos nie zdazylem, a odpowiedz byla w filmie. W koncu pojechalem z nimi. Po tym dniu mysle, ze to nie dla mnie. Moze ktos zaawansowany sie tam odnajdzie. 

To byloby na tyle. Post ma taki tytul , bo jego tresc jest taka.

Relacja z piatku juz w czwartek :)

Sukces !!! 700 kilometrow w miesiac !!

Siema

Doczekalem sie wersji mobilnej mojego bloga. Dotychczas bylo to niemozliwe z powodu prostych wymowek. A mi sie nie chce, zrobie to za pol czy za godzine. W ten sposob odwlekajac wszystko na pozniej pomijalem wpisywac posty na bloga . Twierdzilem,ze zrobie to pozniej. Niedaleka przyszlosc ?

Ona nigdy nie nadchodzi :)

Teraz mam bloga w telefonie, a wiec moja systematycznosc na blogu zwiekszy sie. Dotychczas korzystalem z komputera i zawsze byly jakies wymowki albo odwlec cos na pozniej. Tylko co sprawialo, ze odwlekalem to na pozniej ?

Odpowiedz jest bardzo prosta ale dla niektorych zbyt nieoczywista, a wiec nie do uwierzenia. Na tym blogu nie o tym. Przejdzmy do tego o czym temat mmowi, a wiec do spraw rowerowych. I tutaj na poczatek podam pewna liczbe, ktora dla poczatkujacego cyklisty robi wrazenie i jest pewnym sukcesem.

 700. Tyle zrobilem kilometrow jezdzac odkad mam rower czyli od lipca. W niecaly miesiac zrobilem tyle co przez cale zycie do momentu lipca. Jesli spojrze na to z perspektywy widza to zrobi to wrazenie. To jak jeden miesiac trwalby 19 lat i 10 dni. Szmat czasu.  A co sprawilo, ze osiagnalem ten sukces ? 

Po pierwsze chcialem. Gdyby pomyslec o cieplym lozku i telewizji, luksusy w wakacje. No tak, gdybym tak zrobil to na pewno bym sie z domu nie ruszyl. Nic sie samo nie zrobi, a wiec trzeba checi.

  Po drugie determinacja. Miec swoj cel i o niego dbac. Najwazniejsze jesli cos udowadniasz sobie. Komus nie trzeba udowadniac bo ktos moze z gory zalozyc, ze sie do niczego nie nadajesz i zdania nie zmienic nawet jak zdobedziesz Mont Everest. Takze wazne zeby sobie wszystko udowadniac. A do tego jesli masz cel to wszystko pojdzie wedlug planu. Wazne tez aby po jakims czasie spojrzec lekko w tyl i zadac sobie pytanie. Ile juz osiagnalem ? 

Po trzecie motywacja . Jesli masz cel, masz determinacje to tez trzeba miec plan jak chcesz tego dokonac ? Moim celem bylo osiagniecie 700 km. Nie dawalem sobie ograniczonego czasu. Byl cel , byla determinacja bo udowadnialem cos sobie i byl tez plan. Plan byl taki , ze np zeby przejechac 700 km musze jezdzic 2 razy w tygodniu po 30 , po 50 km. Raz wyszlo tak, ze po drodze machnalem nowy cel aby machnac na raz 110 km czyli zrobic rekord. Udalo sie i tym samym przyblizylem sie do glownego celu i zdobylem drugi. Tak przy okazji.

Mowilem o motywacji. Wiemy dobrze, ze bez niej to jednego dnia pojedziemy zas 5 dnia jak bedzie padalo odpuscimy az zrezygnujemy. W moim przypadku motywacja byly nagrody. Osiagnalem mini cel to w nagrode zjadlem paczke laysow. W taki oto sposob osiagnalem swoj wlasny sukces i cel zdobylem wyznaczajac go sobie samemu.  Gdyby spojrzec wstecz to postepy sa ogromne. Wiem, ze na tym na pewno sie nie skonczy. Ograniczenia sa tylko w nas.

  Oddzielmy ta kwestie jakims innym kolorem :) 

Teraz sprawy podroznicze. Na koncu dam link do nowego filmiku, ktory wyszedl dzisiaj. I tutaj troszke sprawy sie skomplikowaly ale nie chce zdradzac samej tresci tego filmu. 

Przyznam szczerze, ze film mial byc o wiele szybciej. W trase pojechalem we wtorek az tydzien temu. Montowalem film w czwartek bo w sroda pracujaca. No ale czlowiek tez czasem zachoruje. I niestety ta tez stalo sie u mnie. W poniedzialek tego tygodnia bylem juz zdrowy ale jakos nie chcialo mi sie nic z tym robic. Ktos powie, zabraklo ci determinacji . To prawda . Ktos powie zabraklo ci motywacji. To prawda. Ktos powie nie chcialo ci sie. To prawda. Czasem zdarza sie , ze wszystkie elementy zawodza i nie ma nic . Dlaczego ? 

A no bo jak nie zaplanujesz to nic sie nie uda i bedziesz odwlekac.

O samej trasie moge powiedziec, ze nie wyszlo jak chcialem ale moze to i dobrze bo takie sytuacje tez sie zdarzaja i sa pewna proba. Zacznijmy od poczatku. Wyjechalem tym razem o 14. Cel : Wyspa Sobieszewska. 60 km w jedna strone. Po dojechaniu do Gdanska byla godzina 16.40. Pomyslalem sobie : jade na rowerowe kaszuby zobaczyc co to w ogole jest. Zeby tam sie dostac musialem wrocic sie do domu bo to z mojej miejscowosci wyjezdzali. Godzina 17. Jade . Czy zdazylem ? Przekonacie sie we filmie.

  Z drugiej strony trase podsumowuje jako udana. Kilometry zrobione. Cel osiagniety w hakim mniejszym stopniu. I chodz czasem cos nie wyjdzie , jakis wielki krok i zamiast wielkiego danego dnia zrobisz mniejszy to tez jest spoko. I takie tez wnioski wyciagnalem z tej trasy. A wiec czy bylem zadowolony ? i tak i nie ale w wiekszosci tak. Dzisiaj mamy piatek i tez po dluzszej 5 dniowej przerwie bylem w trasie ale o tym w kolejnym poscie. Zapraszam do ogladania filmu :) Link :  http://youtu.be/sYR-XvYgJe4

Niespodziewany kłopot

Siemka.

Krótki chciałbym opisać powód mojej aż tygodniowej nieobecności z filmami oraz na blogu. Było to spowodowane brakiem internetu. Niestety zdarza się i tak, że trzeba pracować, a to także wpływa na brak czasu.

Aż 4 dni pod rząd w pracy. Cieszył fakt, że weekend był wolny ale brak internetu sprawił, że nie mogłem dodać ani wpisu ani filmu. Jednak teraz wszystko się już wgrywa i jest okej.

Więc czas powrócić do tej Wieżycy. Tydzień temu dokładnie o godzinie 7 wyruszyłem na 20 kilometrową trasę na szczyt. Skoro jadę na jakąś górkę to niestety musi być stromo i musi być ciężko. Do momentu Ostrzyc było nawet nieźle. Powodem moich utrudnień był silny wiatr, który dał się we znaki. Pod górkę bardzo wolno, z górki WOLNO. Wszędzie WOLNO. Irytuje jazda pod wiatr i też nikomu nie życzę takiej jazdy. Niektórzy mówią i radzą : nigdy nie jedź pod wiatr. No ale jeśli twoja trasa tak prowadzi to nie masz dojechać do celu bo wiatr? nie masz wrócić do domu bo wiatr? Jest to przeciwność losu do pokonania, która co jak co ale irytuje. Da się jednak to przeżyć.

Od momentu Ostrzyc zaczynało się cały czas pod górkę. Podjechałem sobie do koszałkowa, gdzie był znak Wieżyca ileś tam metrów. Było stromo i potem co mnie zdziwiło było z górki. Jak się potem okazało zabłądziłem. Niestety musiałem znów jechać z górki, a potem pod górkę i potem już na tym właściwym szlaku już cały czas pod górę.

Dojechałem do Szymbarku. Objechałem dookoła w kierunku parkingu na Wieżycę. Po dojechaniu na parking o godzinie 8-9 nie było nikogo. Ja wchodziłem pod górę samemu. I na szczycie także byłem sam, więc z jednej strony był to jakiś komfort.

Atrakcją było zjechanie z górki, pod którą wcześniej prowadziłem. W lesie nie da się jechać trekkiem po korzeniach i jeszcze pod stromości.

Jadąc z powrotem spotkałem grupkę ludzi o skośnych oczach. Jakieś 5-6 osób. Pomyślałem, że dopiero się zaczyna. Tym bardziej, że to było Poniedziałek, a nie Sobota czy Niedziela.

W drodze powrotnej z Wieżycy wstąpiłem do Szymbarku. Kierowałem się drogowskazem na Krzywy Dom. Po dojechaniu na parking płatny bez pobierania opłaty wjechałem na teren.

Wszystko odbywało się spontanicznie więc na chybił trafił kupiłem bilet za 18zł. Tyle akurat posiadałem. I jak już tam wjechałem to zwiedziłem sobie trochę. Film z tego w następnym wpisie. A tutaj link do odcinka 2 jeśli ktoś nie oglądał. Polecam i pozdrawiam.

Gdynia i przełożony wyjazd

Siema.

Wreszcie się doczekałem drugiego odcinka. Dzisiaj było dużo montażu ale po obejrzeniu mojego dzieła byłem dumny z tego to zrobiłem. Odcinek nie wyszedł jeszcze taki jaki powinien według mnie być. Powinien być taki, żeby do was trafił i aby było go łatwo odebrać, żeby nikt się nie nudził ani nie oglądał ciągle rutynowej jazdy. Widoki widokami, rower rowerem ale opowiedzieć też coś trzeba. I właśnie moje filmy będą się przeplatały opowiadaniem z jazdą. Taką mam koncepcję na swoje filmy.

Dzisiaj był montaż mojego filmu. Wgrywa się właśnie na youtuba więc link pewnie znajdziecie na dole wpisu.

Opisując ten wyjazd nie powiem za dużo o tym gdzie się wybrałem i jakimi ścieżkami. Zdradzę tylko tyle ( jak mówi tytuł ), że wybrałem się do Gdyni. Co z tego wyszło i gdzie pojechałem po drodze dowiecie się w filmie. Ogólnie mówiąc pojechałem od siebie z domu i wróciłem do domu również rowerem. Zero pociągów. Zrobiłem około 110 km. Była to życiówka. Znów rekord został pobity i mam nadzieję, że tych rekordów będzie jeszcze sporo. Cały czas pogłębiam swój próg wytrzymałościowy. Niestety z tego wyjazdu przyniosłem także ujemny bilans. Bolał mnie staw kolanowy i ostatnie 10 km przejechałem z bolącym stawem. Na szczęście maść i zimny okład w zupełności wystarczyły. Jednak pamiętajcie jeśli nigdy nie byliście w tak długiej trasie to przed koniecznie pokręćcie sobie na 1 przełożeniu z przodu na 2 z tyłu i jedźcie na pełnym gazie z 2 do 5 km. Chodzi o to by na początku jak najbardziej się zmęczyć czyli rozgrzać mięśnie. Potem po długi wysiłku niestety coś was zaboli i może okazać się to niezłą kontuzją i końcem marzeń o wyjeździe na jakieś 2, 3 tygodnie.

U mnie na szczęście nie było tak źle ale myślę, że jakbym pojechał jeszcze z 10 km na średnim tempie to na pewno skończyło by się to kontuzją. Już te ostatnie 10 z 110 przejechałem na wolnym przełożeniu jadąc 8-10/h.

Były momenty, że jechałem 40 km/h i była to również życiówka jeśli chodzi o prędkość. Opory wiatru były zbyt silne żeby wyciągnąć więcej ale i tak spoko.

Trasa nie była jakoś zbyt wymagająca.

Wyróżniłem sobie dwa etapy, które nazwałem mordercze.

I etap to na odcinku Żukowo – Chwaszczyno – pod wiatr i pod górkę cały czas.

II etap to z Oliwy od ZOO do Osowej pod obwodnicę. Jeszcze większa górka i było co walczyć.

Powrót był już lżejszy z lekkimi górkami ale i tam nie dało się zbytnio rozpędzić.

Podsumowując trasa była udana.

Jeśli chodzi o dziś to chciałem jechać w trasę ale :

- cały dzień się chmurzyło i montowałem film. Nie lubię jeździć w deszczu. Mogę wyjechać jak nie pada ale jak pada nie wyjadę. Mogę też jechać jak nie pada, a w trakcie zacznie wtedy też jest ok.

Jutro też jest dzień także jutro wybieram się do Sianowa więc pojedziecie ze mną. Krótka trasa około 30 km. To dopiero rozgrzewka. W środę tradycyjnie Gdańsk. A w czwartek osiągniemy wieżycę.

Śledźcie mojego bloga i mój kanał na YouTube.

Pozdrawiam i link do filmu znajduję się niżej.

Cierpliwi, którzy obejrzą do końca na końcu filmu znajdą niespodziankę. Jednak trzeba obejrzeć cały film by załapać o co chodzi :)

Link : https://youtu.be/XNe5MCBXo-8

Dużo się dzieje

Siemka

Jak w tytule. Ostatniego czasu dzieje się bardzo dużo. A to z powodu oczywistego, jasnego. Podczas mojej nieobecności na blogu zaliczyłem trzy podróże. Ponadto nabyłem już moją przeuroczą kamerkę, którą mogę nagrywać, robić filmy. I w związku z tym dzisiaj specjalnie na blogu opowiem o tych trzech niezwykłych wyprawach.

Trochę o kamerce.

A więc kupiłem ją w niezwykle promocyjnej cenie. Zapłaciłem za nią jedyne 250 zł + 50 zł karta pamięci. Pomyślałem sobie, że karta i tak się przyda, czy to do telefonu czy to do aparatu. Sama kamerka zaskoczyła pozytywnie ale też jest parę wad, o których warto wspomnieć. Na początku z góry powiem, że nie jest to sprzęt do profesjonalnego nagrywania. Jakość HD, Wifi, wejście na USB, HDMI, mała bateryjka, która niestety starcza tylko na 60 minut nagrywania. Jednak zadajmy sobie szczerze pytanie? Kto chce oglądać 60 minut filmu. To też moje oczekiwania zostały w pełni spełnione, ponieważ długość mojego filmu nie będzie przekraczała 30 minut. Z dwóch powodów : łatwiej się to ogląda i przyzwoicie można to obrobić nie zabierając przy tym mnóstwa czasu. O działaniu tego sprzętu mogę wspomnieć tylko tyle, że działa dobrze( dla amatora wystarczająco). Co ważne, jest wodoodporna. Negatywnie zaskoczyło mnie opaska na głowę, którą można sobie założyć jedynie na rękę, a i tak będzie za krótka. No ale jak za taką cenę, przyzwoity sprzęt wart swej ceny.

Powracamy.

A więc idąc dalej i mówiąc o wyprawach odbyłem ich 3. W każdym wypadku wziąłem kamerkę. Pierwsza wyprawa była do Gdańska, poprzez Gdynie i wróciłem sobie wzdłuż morza poprzez Sopot, Jelitkowo, Brzeźno do Wrzeszcza i pociągiem do domu.

Wyjechałem około godziny może 11. Wróciłem koło 18 . Samym rowerem jechałem max 5 godzin. Był to ważny moment w mojej amatorskiej karierze. Pierwszy raz w życiu zrobiłem na raz 90 km. Byłem trochę zmęczony, jednak już na drugi, trzeci dzień wszystko z nogami było dobrze i czułem, że mogę dalej jeździć. Długa trasa wypadła w Piątek, a więc przez Sobotę, Niedzielę i Poniedziałek odpoczywałem. Mówiąc o trasie nagrało mi się tylko 3 minuty, ponieważ na karcie pamięci wyskoczył ERROR. Krótki format załatwił sprawę ale co straciłem to straciłem. Planowałem wrócić do domu o 17, wyszła 18.30 . Troszkę nie według planu ale w planach miałem jechać TYLKO do Gdyni na zlot NATO. ( statki itp.)

Byłem zadowolony z trasy. Uwielbiam jeździć pasem nadmorskim więc było ok.

Poniedziałek.

Mimo, że odpoczywałem to jednak byłem w krótkiej 5km trasie na przegląd mojego roweru. W serwisie powiedzieli mi, że wszystko okej, dokręcili co mieli. Luzy powstały w sterach i w napędzie a dokładniej w pedałach. Swoje uwagi również przedstawiłem. Podczas pedałowania napęd lekko zgrzytał, tak jakby coś szorowało. Odpowiedź była banalna ? Pod mechanizmem od zmiany biegów znajdowała się wystająca naklejka, mówiąca serwisantom o wymiarach czy jakoś tak. Po zdjęciu jej wszystko było OKEJ.

Jeśli czytacie ten wpis to to pytanie kieruje do znawców rowerów. Nie chodzi o to co ile smarować łańcuch bo smaruje się według uznania i użytkowania roweru. Łańcuch daje nam znaki poprzez dźwięk jaki wydaje( piszczenie) . Moje pytanie jest inne . CZYM GO SMAROWAĆ ? Wiem, że smarem ale jakiej firmy ?

Z góry dziękuję za odpowiedź.

Wtorek.

Z wtorku udało mi się nagrać co nie co. Aż 53 minuty wspaniałego filmu. Skróciłem go do 36, dodałem napisy, wszystko jak trzeba. Cały czas pracuje nad kształtem filmu i jak to wszystko ma wyglądać, więc na razie eksperymentuje. Trasa wiodła ode z domu na Złotą Górę ( Brodnica Górna, Pomorskie koło Kartuz). By tam dotrzeć pokonałem 15 km morderczej walki z górką. Potem zjechałem 10 km z tej górki na Ostrzyce co widać na filmie. Nie będę pisał, gdzie jechałem bo widać to na filmie. Powiem o ogólnych odczuciach. Dla amatora, który odkrywa krajobrazy jest to coś fajnego jechać gdzieś gdzie samochodem się nie wjedzie bo za wąsko albo paliwa szkoda. Rowerem dojedziesz wszędzie. Na razie robię trasy do 100 km więc spokojnie odkrywa okoliczne krajobrazy.

I pozostaje środa o której opowiem jak będzie film. Także trzymajcie się i może do zobaczenia na trasie.

Pozdrawiam. Link : https://www.youtube.com/watch?v=MoG4cszMEzA

I trasa

Siemaneczko

Tytuł zazwyczaj mówi o tym, co będzie w treści. I jest tutaj wiele racji z tym, że to nie jest moja pierwsza trasa.

Wczoraj wybrałem się na trasę rowerową. Pogoda na prawdę zachęcała do wyjścia z domu. Już wczoraj bym pisał na blogu ale jak to prawdziwy kibic ma, mecz trzeba obejrzeć. Polakom się nie udało niestety ale jesteśmy ogromnie dumni, że nasza drużyna pokazała świetny ŚWIATOWY poziom. Trzeba sobie powiedzieć : Mamy drużynę najlepszą od lat, która może osiągnąć mistrzostwo na MŚ 2018.

Tyle o piłce.

Powracając do mojej trasy. Wiele nie musiałem przygotowywać roweru, ponieważ wcześniej nie jeździłem w błocie czy deszczu. Lekko otarłem go z kurzu. Niektórzy pewnie powiedzą : nie smarowałeś łańcucha ? Nie sprawdzałeś hamulców ?

Rower jest nowy, także jak na razie wszystko w nim działa perfekcyjnie. O osprzęcie mojego roweru i tkzw. luzach opowiem później. Mogę zdradzić tylko tyle, że NOWY rower dostaje luzów. Pamiętam jak dostałem rower na przyjęcie. Po tygodniu odpadł mi pedał, a kierownica się przekrzywiała. Jeśli coś jest nowe musi się dotrzeć. Każda część, każdy detal zaczyna pracować i musi się układać. Jeśli chodzi o smarowanie to rower przed zakupem posiadał już smar.

Jak już mówiłem, przy zakupie roweru coś dostaje luzu, albo coś trzeba wyregulować. Z tego powodu po ok. 100 km jadę na darmowy przegląd, gdzie dowiem się jak smarować łańcuch, co ile czasu go smarować, co ile czasu jakie części konserwować.

Wiem jedno. Łańcucha nie trzeba smarować co każdy wyjazd, bo to bez sensu. Smar nie zużywa się tak szybko, więc nie ma takiej potrzeby. Po przeglądzie opowiem co i jak powiedział mi sprzedawca i serwisant.

Jeśli wejdziecie w zakładkę O MNIE dowiecie się, że jednym z moich celów jest uzupełnianie wpisów filmem, nagraniem. Jak zwał tak zwał.

Udało mi się nagrać mały filmik z części trasy, aby pokazać wam, gdzie jeżdżę. Pokażę wam, że rowerem trekkingowym nie tylko można jeździć po ulicy ale też po lesie. Pokażę wam, że w niektórych przypadkach rower trekkingowy jest bezsilny, a w niektórych jest rewelacyjny.

Niestety. Jest mały kłopot. Film nagrał się ze zmiennym głosem. Raz ciszej, raz głośniej. Także zastanowię się czy nie podłożyć muzyki albo wyciszyć szumy. Nie bardzo wiem jak to zrobić. Zmontuje film i myślę, że w poniedziałek wrzucę go na bloga. Będzie to mini relacja ze wczorajszej trasy.

Jak przebiegała trasa?

Wczoraj wyruszyłem około 11. Dystans jaki pokonałem to 48 km. Nie jest to moja życiówka. Zaraz zaraz? Na tym rowerze to największy dystans. Na innym przejechałem więcej – 70 km ( naraz). Po takim dystansie nogi są lekko obolałe. Co mnie zdziwiło nie miałem zakwasów na drugi dzień ale podczas przysiadu troszkę bolały nogi. Więc dało się we znaki.

O czym musimy pamiętać? O czym ja pamiętam jadąc w długie trasy ?

Planuje sobie zawsze trasę taką, aby realnie określić czas, w którym będę jechał. Zwracam uwagę też na trasę i jej przebieg na mapie, aby się nie zgubić. Kosztuje to stresu, energii i nie potrzebnych nerwów. I co ważne, biorę tyle wody, aby nie jeździć po sklepach czy hipermarketach. Wolę jeździć ciągłym rytmem, z krótkimi odpoczynkami na łyk źródlanej.

Głównie jechałem ulicą. W życiu każdego rowerzysty są sytuację, które dzieją się niespodziewanie. Nie przewidujemy kogo, ani co możemy spotkać na naszej drodze. Jadąc wczoraj od siebie z domu pokonałem pierwszy 5 km podjazd o nachyleniu może jakieś 3 %. Trudnością było to, że była to ciągła górka. Na samym szczycie stała pani z ….. odzieżowego ? Nieee. Ta co daje dupy na rogu , no jak ona się nazywa? Wiecie sami jak. Nazwy są różne ale jagody co się sypią to się sypią. I niby jazda na rowerze jest nudna? Wcale nie musi.

Co wolicie? Ulica w tłoku czy las w samotności ?

Osobiście jest zwolennikiem jazdy po ścieżkach rowerowych, chodnikach, ulicach, uwielbiam ruch uliczny, mijanie samochodów w korkach czy utrudnianie życia nauce jazdy podczas skrzyżowań ” prawa wolna „. Zawsze ciekawi mnie czy L-ka ustąpi rowerzyście, czy zwróci na niego uwagę. Często rowerzyści są pomijani i traktowani jak zwykli piesi.

Po podjeździe przejechałem przez miasto w mojej wsi. Nie polecam. Jadąc ścieżką rowerową ledwo co na nią wjedziecie już musicie hamować by z niej zjechać. Innowacja to się nazywa.

Wczoraj głównie jechałem po ulicy, trochę po lesie. Były momenty, w których musiałem zawrócić, bo było zbyt dużo piasku lub trzeba było prowadzić rower pod górkę.

Filmik właśnie przedstawia sytuację, w której jechałem pod górkę.

W poniedziałek go montuje i wstawiam na YT.

Na koniec zagadka. Co oznacza znak : zakaz wjazdu , niżej : Nie dostyczy ALP ? Co to są te Alpy ?

Ja nie wiem.

Pozdrawiam.

Witaj, świecie!

Witaj na swoim nowym blogu!

Bardzo się cieszymy, że jesteś z nami! To jest pierwszy, przykładowy wpis. Możesz go usunąć logując się do Kokpitu i wybierając menu Wpisy.

Jeśli coś jest dla Ciebie niejasne, zapoznaj się z działem Pomoc:
http://blog.pl/pomoc

Zapraszamy również na nasz profil na Facebooku, gdzie znajdziesz aktualności, poczytasz ciekawe blogi, lub weźmiesz udział w dyskusjach z innymi blogerami:
https://www.facebook.com/Blogpl

Miłego blogowania! :-)