Archiwa kategorii: Bez kategorii

życiowy blog

Hej

Dzisiaj w ten piękny pogodny dzień, gdzie po majowej zimie zrobiło się cieplej postanowiłem odświeżyć swojego bloga. Notki pisane o rowerze były do tej pory tematem numer jeden i celem istnienia tego bloga. Wraz z kreatywnością moich szarych komórek postanowiłem nieco ogólniej poszerzyć swoją ” działalność „. Czy ktoś to przeczyta czy nie i tak piszę to dla swojej swobody. Dla przyjemności. Aby nauczyć się systematycznej pracy nad sobą. Co ciekawe do pracy nad tym aspektem bardzo przydatne jest zajęcie, które powtarzasz regularnie lub masz zaplanowane. Przykładem może być jakiś trening albo tak jak w moich przypadku i trening i blog jednocześnie. Systematyczność jest ważna. Często w byciu systematycznym przeszkadza nam brak motywacji lub lenistwo. A kto nie lubi leniuchować?

Postanowiłem połączyć życie codzienne, codzienne sprawy z życiem sportowym. Pokazać swoje życie, przelać je na internetowy papier, dzielić się swoim spostrzeżeniami i opiniami na dany temat, także dawać przykład swoim doświadczeniem. Doświadczenie jest w życiu bardzo ważne. Kto sobie nie ceni w dzisiejszym świecie doświadczenia?

Każdy się boi. To nie jest tajemnicą od dziś. Pracodawca bo do tego zmierzam. Woli zatrudnić pracownika, który ma obycia i wie na czym polega dana praca lub obowiązek. Dlaczego ? Bardzo prosta odpowiedź. Doświadczony pracownik przy dużym dziennym obrocie to brak problemów, gwarancja powodzenia, brak zmarnowanego czasu na przyuczanie. To są tak jakby zalety dla pracodawcy i pracownika. Tylko jak zdobyć to doświadczenie ?

Świat ułożył się nam w taki sposób, że ludzie bojąc się zatrudniać samouczków czy amatorów wolą zapłacić komuś doświadczonemu. Każdy zwraca uwagę na to czy ktoś ileś czasu coś robił. Jeśli zaczynam dopiero pracę to gdzie niby mam ją znaleźć? Patrząc wstecz dochodzimy do wniosku, że DOŚWIADCZONY pracownik kiedyś też tak jak my zaczynał swoją przygodę z pracą, nie wiedział na czym, co polega. Jak więc zdobył to doświadczenie ?

Świat poszukiwania pracy nie kończy się na jednym ogłoszeniu czy na ogłoszeniach z jednego dnia. Czasami do znalezienia tej odpowiedniej pracy potrzeba nawet do pół roku, a czasem i dłużej. Najlepiej szukać tak długo aż się znajdzie. Na szczęście na ten stan to pracownik jest rozchwytywany,a  nie na odwrót jak to było jeszcze z rok, dwa lata temu. Bezrobocie maleje, dlaczego ?

Odpowiedź jest prosta. Spójrzmy na wołanie naszego rządu. Pamiętacie jak ówczesny rząd nawoływał żeby matki rodziły dzieci bo nikt nie będzie mógł pracować na nasze emerytury. Program 500 – + przecież powstał w tym celu. Więc dochodzimy do wniosku, że wchodzimy w niż demograficzny. Ludności jest coraz mniej. Przeważnie do pracy są przyjmowani ludzie w wieku 20-29 lat. Przyszedł czas, gdzie w szkołach jest coraz mniej dzieci lub klas. Tak było kilka lat temu, a dopiero teraz to się odbija. Kiedyś chodząc do gimnazjum było 5 klas na moim roczniku, w roku niżej już 4 klasy, w roku niżej tylko 4 klasy i po 20 osób.

Dać szansę młodemu pracownikowi nie jest łatwo. Nie ma doświadczenia ale posiada chęci i to się liczy.

Dzisiaj taki blog na życie. Temat pracy zostanie jeszcze tutaj poruszany. Być może w następnym wpisie. Wtedy podejmę się skomentowania najgorszej rzeczy dla pracodawcy. Zarobki. To o nie chodzi najczęściej i są one najczęstszym powodem i priorytetem do odrzucenia oferty bądź nie.

Pozdrawiam i zapraszam na kolejny wpis. Już w czwartek 25 maja. Zawsze o 22.

Wyjazd do SIANOWA !

Cześć.

Pisząc tego posta mamy piątek. W niedzielę czyli 9.04.2017 roku wybrałem się na wyprawę do Sianowa. Na początku warto wspomnieć co to za miejsce. Znajduję się tam sanktuarium Matki Boskiej Sianowskiej. Wszystkie znaki prowadzące na drzewach kierują właśnie tam. Odbywają się także pielgrzymki w to miejsce. Idzie się około jednego dnia. Jest odprawiana msza święta.

Jak wygląda to miejsce?

Zobaczycie sami w moim nowym filmie, którego link pojawi się w tym miejscu zaraz po jego wstawieniu. O tu …

Tymczasem opowiem wam jak wyglądała ta podróż. Oczywiście była zaplanowana przeze mnie ale szlak został zaczerpnięty z internetu. I właśnie w tym miejscu umieszczam link do stronki nie tylko z tym szlakiem ” zielonym ” co jechałem ale też są tam inne, które w najbliższym czasie pokażę. Tu link … http://rowery.trojmiasto.pl/Szlaki-rowerowe-w-Gminie-Kartuzy-n85785.html

Znajduję się tu dokładna mapka jak dojechać. Jeszcze raz przypomnę, aby jechać tak jak na filmie należy kierować się ” zielonym szlakiem ” czyli jest taka zielona poprzeczna kreska na drzewach, a u góry namalowany jest rower.

Skąd zacząłem?

Zacząłem z miejscowości Kartuzy, a dokładniej w miejscu ” ławka Assesora” , gdzie pokazuję mapkę w formie tablicy. Optymalnie trasa zielonego szlaku zaczyna się w kartuskiej Kolegiacie. Ten taki wielki kościół, co ma dach w kształcie trumny. Od tamtego miejsca najlepiej zacząć. Radziłbym też wydrukować sobie mapę szlaku bo jak zaraz się okażę nie jest on w niektórych miejscach aż tak dobrze oznaczony.

To zaczynamy…

Jedziemy według wskazówek. Wjeżdżając do lasu mamy tylko jedną ścieżkę , gdzie praktycznie nie da się zgubić, innej nie ma. Po przejechaniu stawów śródleśnych po kilometrze może dwóch dojeżdżamy do rozwidlenia. Tam skręcamy na prawo. Na lewo wrócilibyśmy z powrotem.

Następnie jedziemy bez przeszkód. W niektórych miejscach zdarzy się błoto ale stabilnie. Ważne aby kierować się zielonymi oznaczeniami. Czasami będą one mało widoczne, ponieważ te oznaczenia będą tak jakby ” wyblakłe „. Jednak da się rozczytać. Jadąc dalej dojedziemy do momentu, w którym droga zielonego szlaku ( oznaczenia)  pójdzie do góry i na dół. I tu jest moment, w którym zastanowiłem się, gdzie pojechać. Wybrałem jazdę w dół i był to dobry wybór. Nie wiem, co się stanie jak pojedziecie do góry.

Po drodze jadąc tym szlakiem miniemy Zamek Łapalice. Można do niego wstąpić jeśli macie czas. Budynek grozi zawaleniem więc wchodzicie na własną odpowiedzialność. Za zamkiem piękny zjazd, w którym można osiągnąć piękną prędkość. Potem jedziemy według oznaczeń. Uwaga ! jeśli jest rozwidlenie, a nie ma oznaczenia znaczy, że macie jechać prosto.

Wyjeżdżamy na ulicę za stacją benzynową LOTOS. Skręcamy na lewo, aby po kilku metrach w najbliższą uliczkę skręcić na prawo. Na przeciwko, gdzie mamy skręcić jest Sklep u ” Stasia ” czy coś takiego. Jakieś delikatesy tam są. Dalej jedziemy asfaltem według oznaczeń, przejeżdżamy przez tory i dalej prosto ile fabryka dała.

W tym miejscu, w którym kończy się pierwsza część, dojeżdżam do końca Łapalic. Dalej jedziecie prosto aż do ulicy, co pokażę w drugiej części filmu.

Do tego momentu trasa nie sprawiała jakiegoś problemu. Pogoda umiarkowana, potem zrobiło się bardzo ciepło ale wiecznie. Polecam na taką pogodę rękawiczki.

Rowerem po szlaku 4

Cześć.

Jak widzicie za oknem pogoda nas nie rozpieszcza. Co dopiero zrobiło się ciepło, a znów przyszło ochłodzenia i narzekamy na to, że za zimno. No niestety szybko przyzwyczajamy się do ciepłego. Pamiętam jak była jeszcze zima. Wtedy narzekaliśmy na ujemne temperatury, a jak zrobiło się lekko po wyżej zera to było to dla nas zbawienne ciepło. Człowiek z natury znacznie szybciej aklimatyzuje się z zimnego na ciepło niż na odwrót. Jednak ku mojego zaskoczenia, gdy kończy się zima to później odkładamy nasze zimowe kurtki. Często to właśnie ubiór ma ogromny wpływ na odczuwalną temperaturę.

W mojej kolejne trasie, w której byłem aż tak zimno nie było. Powiem o wiele bardziej optymistycznie. Było 18 stopni. Lekko się chmurzyło. Z początku myślałem, że pada deszcz ale okazało się, że to mini komary, które kąsały mnie podczas jazdy i mimowolnie wpadały na mnie dając odczucie padającego deszczu.

Zanim przejdę do analizy mapy mojej wyprawy powiem o stanie drogi oraz o kilometrach bo to też ważne. Zrobiłem 13 km , średnia prędkość też 13. Stan drogi – las. Przez większość drogi był to leśny szutr, czasem zdarzało się ogromne błoto, które sprawiało, że trzeba było przeprowadzać rower. Również piasek uniemożliwiał kontynuację jazdy na wąskich oponach. Jadąc szlakiem 4 – tym bo takim jechałem musicie przygotować się na chwilę z ciężkimi podjazdami ale też są chwilę, gdzie klniecie na błoto i też są chwilę, gdzie jedziecie po kamieniach i w końcu chwile z pięknymi widokami ( przez cały czas) oraz drogą, gdzie można normalnie przejechać.

Wyjechałem o godzinie 17, wróciłem o godzinie 19. Ogólnie mówiąc ścieżka zaznaczona na mapie ma 13 km ale ja jak to ja, przejechałem 30 jak zresztą mówiłem na filmiku. Jeśli go jeszcze nie oglądaliście to 7 kwietnia 2017 roku będzie on dostępny na moim kanale. Link dla przypomnienia umieszczę na końcu wpisu.

Zdjęcia zrobiłem w googlach tkzw. screeny. I kilka słów objaśnień. Czerwone kółko oznacza miejsca postojów. Żółte kółko oznacza miejsce pomnika, o którym mówiłem w filmie jeśli ktoś chciałbym go zobaczyć. Numeracja rzymska oznacza liczbę porządkową moich postojów. Na zwykłej mapie niestety nie ma w pełni zaznaczonej ścieżki bo nie należy ona do gminnych dróg ale spokojnie, traficie. Na drzewach co około 100 metrów są oznaczenia numerem 4. Raz jest to czerwony kolor, raz czarny, zależy od gustu człowieka, który to oznaczał. Kierujemy się cały czas tym numerem. Praktycznie od początku wjeżdżając w las kartuski nowo wybudowaną ścieżką leśną mamy bardzo dobrze widoczny numer szlaku czyli ścieżki pożarowej.

Co bardzo ważne. Jeśli chcecie zrobić pętle tak jak ja musicie po wyjeździe z lasu i wspinaczce na tą dużą górę, gdzie widziałem zająca skręcić w lewo i kierować się cały czas prosto. Następnym punktem zwrotnym jest skręt za przystankiem autobusowym na lewo. I potem już kierujemy się znakami informacyjnymi na wspomniane Kaliska. W ten sposób zrobicie sobie pętelkę.

Droga jest przeznaczona jak najbardziej dla rowerów górskich, crossowych, trekkingowych. Miejskim raczej nie pojedziesz.

Czas na zdjęcia. Będzie ich sztuk 5. I część mapki, druga, trzecia, czwarta oraz całość. Powodzenia na trasie. Zapraszam do komentowania i odkrywania Kaszub na nowo.

Bardzo ważne ! Jeśli chcesz wesprzeć niepełnosprawne dzieci bawiąc się, spędzając wolny czas , odpoczywając aktywnie i przy okazji robisz tym kilometry to rób to z aplikacją endomondo. Każdy kilometr to pieniądze zebrane na leczenie dzieci chorych na poważne schorzenia.

Będę ogromnie wdzięczny jeśli przekażesz tą informację wyświetloną na czerwono dalej, udostępnisz na fejsie lub innych portalach. Jeśli udostępnisz napisz na blogu w komentarzu ” Udostępniłem endomondo” żebym wiedział komu podziękować. Listę osób, które to udostępnią wymienię z imienia i nazwiska w swoim filmie wyróżniając ich w ten sposób. Poniżej link do kanału. I mapki :

https://goo.gl/photos/GkGngFd1PPcxQBU89

kanał :

https://www.youtube.com/channel/UCjyx0KFHQPdw-52EAfTk3yw

Rowerowy piątek ! Jazda w błocie i piasku

Cześć.

Jeśli jeszcze nie oglądaliście mojego nowego filmu to poniżej znajduje się link bezpośrednio do niego. Z każdym filmem wrzucam jakieś poprawki, aby coraz bardziej go ulepszać i aby przekaz był jasny i czytelny. Co ważne. Jeśli podobał ci się film daj łapkę w górę, jeśli chcesz mnie oglądać więcej to subskrybuj kanał ( czerwony przycisk).

A teraz przejdźmy do dzisiejszego tematu. Wybrałem się już w kolejną wyprawę. I z tej wycieczki będzie film, który jest już w trakcie montażu i realizacji.

Wybrałem się w piątkowe popołudnie. Pogoda jak zawsze, gdy jadę była idealna. Pierwszy raz po długim czasie temperatura osiągnęła 20 stopni w cieniu. Dla mnie takie warunki pogodowe przy bezchmurnym niebie to są warunki, przy których można jeździć bez zawahania do później nocy.

Moim celem był krótki wyjazd ok. 30 km. Dla niektórych do dużo, dla mnie to na rozgrzewkę lub na pół dnia. Wyjechałem od siebie jak zawsze i wjechałem w leśną ścieżkę. Droga jak na początku była bardzo przyjazna ale później zaczęły się kłopoty. Wjechałem w błoto i to dosłownie. Rower trzeba było prowadzić na odcinku 100 metrów bo nie dało się przejść, a co dopiero przejechać.

Potem było znów w miarę normalnie. Myślałem, że zaczyna kropić ale okazało się, że to małe muszki sprawiały takie wrażenie. Komary zaczęły nawet atakować więc wszystko to, co w lesie można spotkać spotkałem. Po kilku odpoczynkach jechałem dalej.

Do końca nie wiedziałem dokąd jadę. Zdawałem się na intuicję. Szlak, którym jechałem nazywał się 4. Był to trudny szlak. Koła traciły przyczepność na piasku. Trzeba było w niektórych miejscach prowadzić rower. Ogólnie mówiąc wszystkie ekstremalne rzeczy były. Nawet była wąska leśna górka, która miała w sobie mnóstwo kamieni.

W końcu wyjechałem koło Smołdzina, gdzie skręciłem na Kobysewo, a potem na Kaliska kartuskie. Zrobiłem sobie taką pętelkę.

Więcej oczywiście zobaczycie na filmie, który ma zostać zrobiony na czwartek. Także na spokojnie sobie to zmontuje. Następny wyjazd planuje już niedługo.

Trzeba jeszcze zrobić przegląd więc poniedziałek jadę na przegląd. Wymienię klocki hamulcowe. Zredukuję luzy. Wycentruje koło.

Sezon zaczęty z bardzo pozytywną energię i oby tak dalej. Pozdrawiam i zapraszam do kręcenia kilometrów.

nowy film ! przerwa w bieganiu !

Czeeesc.

Na końcu zeszłego tygodnia mówiłem wam na temat mojej kontuzji. Opowiadałem bardzo ogólnikowo jak leczyć kontuzje. Wyłączyłem ją ale niezbyt dobrze. Ból minął ale gdy znów poszedłem na trening , zaczęło się to samo…

To samo z małą różnicą.  Wcześniej bolało po treningu i nie dało się chodzić. Teraz bolało w trakcie treningu, co już było oznaką , że kontuzja nie do końca została wyłączona. Zaczęło mnie boleć już na rozgrzewce , była to oznaką, że nie powinienem go kontynuować.  Nie powinienem wychodzić z domu przez kolejny tydzień ale nie mogłem wstrzymać się od treningów.  Tymbardziej, że niedługo zawody, do których tak bardzo się przygotowuje…

No cóż,  pobiegłem i już znalazłem powód. Na asfalcie bolało mniej, jak zbiegłem na nierowność na trawie to zaczęło boleć.  Noga nie była wyleczona i znów mikropęknięcia.  Należy zapamiętać , jeśli cię nie boli to nie znaczy, że jesteś już zdrowy. Drugi mój błąd to zbyt intensywny trening. Wcisnąłem od razu pełny gaz, a powinienem zacząć od truchtu.

Na tym etapie co jestem już samoczynnie biegam szybko. Nie umiem truchtac.  Czas się nauczyć.  Teraz trzeba zrobić przymusową przerwę 3 tygodnie bez względu na to czy już nie boli. Noga odpocznie. Żeby w ogóle myśleć o starcie w zawodach trzeba tak zrobić.

Wczoraj bolało , dzisiaj już mogę normalnie tak jak to zawsze schodzić dynamicznie po schodach. Kontuzje uznam za wyleczona gdy będę mógł stanąć na chorej nodze , a drugą uniesc w powietrze. Na razie boli.

Co w moim rowerowym świecie.

Pogoda zrobiła się idealna. Ciepło , słoneczne popołudnia i to co najlepsze bezchmurne niebo.

W niedzielę wyjechalem na rower. Około jednastej. Dzień zapowiadał się idealnie. Dawno nie było takich dni , że była taka ładna pogoda .

Już jutro pojawi się nowy film z tego dnia. Dla odmiany wybrałem się na leśne ścieżki w pobliżu. Zrobiłem 30 km w ciągu 2 godzin. Średnia to 15km / h . Po raz pierwszy jadąc po lesie dostrzegłem wady i zalety takiej jazdy. Film emanuje bardzo pozytywną energia, co na pewno przełoży się na oglądalność.

Mój film ma też nowe napisy. Specjalnie też dobrałem podkłady muzyczne. Powiem szczerze , że wyszło to idealnie. Z resztą sami zobaczycie. Przez najbliższe odcinki skupie bardziej na jeździe po okolicach aby pokazać wam jak to wygląda na kaszubach.

To tyle na dziś. Zapraszam na mój kanał na you tube, który jest w specjalnej zakładce na tym blogu.

Kontuzje są najgorsze? bo co gorszego cię ograniczy

Cześć.

Dzisiaj jest sobota, a więc to nie dzień żebym pisał post ale nie pojawiał się on ani w środę ani w piątek.

Powodem srodowej nieobecności był mróz. Wolę uważać na minusowe temperatury. Nie mam odpowiedniego ubioru, a wygodniejsze biegać mi w spodenkach. Także jak na razie zrobiłem jeden trening. Wpisy będą pojawiać się jak będę trenowal. Tylko, że teraz będzie z tym problem.

Nawet najlpwszym zdarzają się kontuzje. Ostatnio słyszałem, że panuje epidemia grypy.  Na szczęście nie wzięło to mnie ale wolałem uważać na zmiany pogody, a na mrozie łatwo jest się wdać w jakąś infekcję.

Wczoraj również nie byłem na treningu choć było trochę już cieplej. Ogladałem pogodę i mówili, że ma być cieplej.  Od 2 do nawet 5 stopni jeśli chodzi o luty. Przy takie temperaturze spokojnie można biegać.  I znów stopniowo będę zwiększał intensywność ttreningów.

Jednak jak mówiłem nie trenuje. Wczoraj na wf mieliśmy krótką rozgrzewke.  Trwała ona może 3 minuty, a powkna co najmniej 10 minut, aby przygotować mięśnie do wysiłku.

Jak wygląda wf u mnie w szkole ? Jak u każdego kto chodzi do szkoły. Stale osoby grają reszta siedzi.  Zmieniać się nie ma potrzeby bo po pół minuty i tak zejdziesz bo słabo grasz. Teraz to nie co kiedyś , ze dzieliło się na grupy i każdy ćwiczył. W dzisiejszym systemie np. Do siatkówki jest stała 12 , a reszta nie gra i patrzy się w sufit. Dyskryminacja w nieświadomy sposób. Jednak mniejsza w to. Po półroczne przerwie w nauczycielu od wf odezwał się duch integracji i zrobił ćwiczenia , gdzie ćwiczyli wszyscy. I wymyślił takie, po których każdego coś bolało. To się nie dziwię, że nikt na wf nie ćwiczy.

Po wykonaniu zleconych zadań nic nie bolało.  Niby miała to być rozgrzewka.  Po czym i tak grali ci, co zawsze więc bez sensu rozgrzewać się do siedzenia na ławce.  I zajebiste ćwiczenia były tak fajne, że pozbawiły mnie co najmniej 2 tygodnie treningów biegowych,  a na wf raczej też nie będę ćwiczył z ogromnym bólem placów.

No właśnie.  Przechodzimy do problemu. Na drugi dzień czyli dzisiaj nie mogłem ruszyć się z łóżka. Dosłownie.  Co się ruszyłem czułem ogromny ból w plecach , udach , i biodrach. Konsekwencją tego jest naderwanie wszystkich mięśni odcinka od połowy brzucha do ud tylko że od strony placów.  Nawet podniesienie czegokolwiek sprawia mi ogromny ból bo czuje taki opór jakby ktoś mi usztywnił plecy i nie mogę się zgiąć.  Pół roku na ławce i było dobrze, a jeden wf dał powód by znów usiąść na nią.  Widzimy jak szkoła o nas dba. Daje nam powody do czegoś co jest oczywiste.  Siedzisz bo inni grają , a wf ista poszedł na przód i dał nam coś żeby mieć argument do siedzenia na ławce.  Pewnie dlatego, że dyrekcja jak spojrzy i spyta to wiadomo, że ci co na ławce to zwolnienie.

Tylko przez tą uporczywą kontuzję cały plan treningowy się przesunie. Zapewne do poniedziałku tego nie wylecze.

 

Zobaczymy jak będzie.  Z cierpliwością czekam na wiosnę i jak będzie 10 na plus to jadę rowerem.

 

Na dziś wszystko. Komentujcie jakie wam przytrafiły się kontuzję ;)

Wypad na trase…. problem z opona pretekstem do pokazania mojego miasta :)

Dzien Dobry

Witam cie w kolejnym moim wpisie. We wtorek pisalem o poniedzialkowym wyjezdzie i niezbyt udanych odczuciach po nim. Byl to oczywiscie efekt zmeczenia. Po 3 dniowym odpoczynku moje odczucia nadal sa takie same jak pisalem ale cos sie jednak zmienilo. Z poczatku dostrzegalem te zle strony bo bylem mega wyczerpany. A teraz po odpoczynku dostrzegam te dobre strony. Te takze dostrzegalem we Wtorek ale mniej.

I tak za pewne jest i w zyciu, ze pokonywanie swoich slabosci wiaze sie z pewna irytacja. Przeciez pokonujemy swoje slabosci . Czy kiedykolwiek slabosci byly czyms dobrym ? 

Takze mysle, ze jesli pokonalem swoje slabosci to zmierzylem sie z samym soba. Moja slaboscia bylo oczywiscie szybkie tempo jazdy na rowerze. Od dawna nie jezdzilem na rowerze z jakas zawrotna predkoscia a na tej wyprawie trzeba bylo cisnac.

Wiadome, ze po wysilku gdy jestesmy zmeczeni to widzimy we wszystkim wady. Ja dostrzeglem i wady i zalety. Pierw odczulem wady, a teraz powoli dostrzegam, ze jednak mimo zlosci cos sie udalo osiagnac, pokonalem swoj limit kilometrowy. 136 km jednego dnia co jest mega sukcesem. Teraz wypadaloby ten stan utrzymywac i powoli powiekszac swoj stan wytrzymalosci.

Po przemysleniu calej sprawy i zregenerowaniu sil jestem zadowolony z wyjazdu.

Dokladnie za tydzien o godzinie 7 wyruszam do Tczewa pokonywac wlasne bariery. Tym razem samemu. Jednak utworzylem wydarzenia i zaprosilem na fb. Jesli ktos chcialby sie przylaczyc to pojedzie ze mna.

Jesli chodzi o kilometry to do Tczewa jest 60 i powrot 60 wiec 1 km przede mna. To nie to samo co w poniedzialek ale pokonam wiele kilometrow zdajac sie sam na siebie. Zobaczymy jak bedzie. I tutaj pewnie tez beda mieszane odczucia o ktorych takze napisze. Dodam jeszcze, ze bedzie to ostatnia wakacyjna podroz.

Przejdzmy do tematu. Wstep byl nieco dluzszy ale to nic. Dzisiaj opowiem wam o piatku zeszlego tygodnia. Chce o nim opowiadac juz od wtorku. A wiec w piatek korzystajac z wolnego wyznaczylem sobie cel na wycieczke rowerowa.

Pogoda byla mega pochmurna i lekko zimnawa. Nie chcialo mi sie za cholere jechac na rowerze. Jednak postanowilem, ze o 18 bede stal w drzwiach z kaskiem w reku i kamizelka. Wyruszylem. Poczatkowo trasa miala byc 25 km. Krotka trasa na 2 godziny do Sianowa.

Jestem juz w Kartuzach, gdzie jadac po chodniku zdarzylo sie cos niepokojacego. Tylnia opona zaczelo nieco destabilizowac jazde jakby nie bylo w niej powietrza. Pod napedem slychac bylo odglosy kostki chodnikowej jakbym jechal bez powietrza. Myslac, ze cos dzieje sie z opona pojechalem na miejskie okolice. Zrobilem ze 4 rundki po miescie . zeszlo ze 2 godziny. Oplacalo sie bo niespodziewalem sie, ze ktos wyjdzie w tak deszczowy dzien na miasto , a co dopiero wyjedzie.

Zobaczylem kilka rowerow. Z jednym mijalem sie z 3 razy. Na koniec dnia czyli o 20 wyszli na ulice kilku biegaczy. A wiec moje miasto nie jest az takie leniwe zeby nic nie robic.

Oczywiscie nagralem filmik z tego krotkiego wypadu. Niestety bedzie on dopiero w poniedzialek, a wiec cierpliwosci.

Inznow jestem do tytuly. Sam siebie musze gonic. We wtorek opisze jak smarowalem lancuch w rowerze i jak go czyscilem. To ogolnie robilem dzisiaj ale we wtorek dam wam opis i moze filmik.

To juz wszystko na dzis. Zapraszam na mojego drugiego bloga oraz do sledzenia yt. Posty na tym blogu beda dodawane cyklicznie w kazdy wtorek i czwartek o godzinie 22.

Pozdrawiam.

ekstremalny wpis !

Czesc.

Mialem pisac wczoraj od razu po przyjezdzie ale niestety bylem tak zmeczony, ze juz nic nie dalo rady zrobic. Tylko polozyc sie spac i tyle. Wrocilem o 22, a wyjechalem o 8 rano.

Gdzie bylem ? 

To moze zacznijmy od poczatku. Przeniesmy sie do wczorajszego dnia. Wstalem o godzinie 7 rano. Chcialem naladowac kamerke na wyjazd ale wstajac o 5 rano patrzac na budzik poszedlem dalej w kime. Po przebudzeniu sie przygotowalem sobie 2 butelki napoju i zero jedzenia. 

Nic do jedzenia ? 

A no nic. Nawodnienie jest najwazniejszym elementem podczas kazdej mojej wyprawy. Bez tego ni rusz. Jedzenia nie biore z tego wzgledu, ze jak sie najem to potem ciezko mi cisnac w pedaly. Oczywiscie, ze male przekaski jak batoniki czy owoce sa jak najbardziej wskazane.

wyruszylem. 

Balem sie, ze nie zdaze. Wyjechalem o 8.35. Zas wyjazd byl o 9. Musialem ostro pocisnac. I teraz tego nie zaluje bo byla to dobra rozgrzewka przed czyms co jeszcze nie bylem swiadom, ze stanie sie mordercza walka.

Dojechalem na miejsce zbiorki okolo 9. Dokladnie 3 minuty przed czasem odjazdu. Przyjezdzam z mysla, ze bedzie tam mnostwo osob. Byly tylko 2. Potem dojechal jakis facet. Znali sie. Ja nie znalem nikogo.

No to jedziemy.

Mamy dojechac do miejscowosci Odry. Powiat koscierski. Miejsce oddalone od poczatkowego o jakies 65 km. Jazda jak na sam poczatek idealna, wolniutko spokojnie, sil dosc. Jedziemy po drodze jeszcze po grupke 5 osob. Wszyscy milo mnie przywitali. Byla to ostatnia rzecz, ktora byla przyjemna. 

Od tego momentu zmienie kolor.

Jedziemy sobie ulica. Raz zjezdzamy na polna droge raz na ulice. Jedzie sie super. Mysle sobie, ze jak bedziemy tak ciagle jechali to wyjazd bedzie udany. Wszystko bylo dobrze do momentu pierwszej gorki. Wszyscy cisneli pod nia. Ja ledwo co nadazalem. Z tylu jeszcze marudzaca kobieta, ktora dobijala swoim glosem. Cieszylem sie, ze nie jestem ostatni. 

Kolejna gorka, jeszcze wieksza , oni cisna a ja juz nie moge. Pamietacie jak bylem w Szymbarku ? Podjechalem pod ta gorke !!! Pokonalem swoja slabosc. To dobry aspekt tej wyprawy. 

Zaczelo padac, bylismy cali mokrzy. Rowery po deszczu zaczynaja piszczec jak nigdy. Smar zmyl sie wraz z woda. Pisali, ze srednia ich predkosc bedzie 15km /h . Oni jechali jak na jakis wyscigach. 25km/h . Na prostej! Bez przerwy!

Ja jade tyle z gorki. :) No ale co zrobic jak drogi nie znasz , a jechac musisz jak oni zeby sie nie zgubic. Pojedziesz wolniej to nie zaczekaja na ciebie, a ty zostaniesz sam w lesie.

No tak w lesie. Przewodnik sam nie wiedzial, gdzie ma jechac. Kierowal nas wedlug jakiejs lini , ktora sam sobie narysowal. Z usmiechem nie chcial pokazac nam mapy. Mowil ze pojedziemy tam, a zaraz krzyczal, ze tam to sie jedzie na cos choc mysmy w te strone w ogole nie jechali.

Jesli chodzi o tempo to zabojcza predkosc wyscigowa. Jesli chodzi o trase to jazda objazdami i robienie nie potrzebnych kilometrow. Ekipa, w skladzie z kobieta, ktora zachowuje sie jak dzieciak, choc ma 40 lat.

Dojezdzamy do Odr zobaczyc jakies kamienie. Tyle.

Wracamy okrezna droga tylko po to zeby przewodniczka zjadla sobie zupke mniejsza od kubka na kawe. Zamiast od razu do domu.

Znow krazymy, nadrabiamy kilometry przez lasy. Pisali, ze droga to asfalt i szutr, a nie mech, trawa i korzenie.

To byly zle odczucia. 

Te dobre zmieszcze w kilku slowach.

Zrobilem zyciowke 136 km. !!!!! Pokonalem wlasne slabosci i nadazalem z wyscigowa predkoscia. Zwiedzilem krajobrazy choc czasem nawet spojrzec sie nie dalo bo grupa ci odjezdzala jak spojrzales dluzej. Plusem byla jazda w grupie, ktora nigdy nie zmieni swojego skladu, nie bedzie ich wiecej bo jesli ktos jjedzie pierwszy raz to od razu rezygnuje.

Minusem jest to ze rower dostal ostro po dupie :) Chociaz taki jednorazowy chrzest pozwoli na dokrecenie luzow w pedalach i sterze. I trzeba naoliwic lancuch i wyczyscic rower. Rower jest po to zeby na nim jechac szybko. Tylko moj nie jest przystosowany na lasy, dziury kamienie. Opony dostaly tez w dupe.

Na szczescie bylo to wyzwanie, ktore spelnilem i zyciowka jest !!! Rower zawsze idzie naprawic.

Jesli pisze tego posta i jest w nim sporo narzekania to znaczy, ze nie bylem zadowolony z tego wyjazdu. Grupa rowerowe kaszuby, o ktorej mowilem we wczesniejszym poscie. Opisalem tam, ze na cos nie zdazylem, a odpowiedz byla w filmie. W koncu pojechalem z nimi. Po tym dniu mysle, ze to nie dla mnie. Moze ktos zaawansowany sie tam odnajdzie. 

To byloby na tyle. Post ma taki tytul , bo jego tresc jest taka.

Relacja z piatku juz w czwartek :)

Sukces !!! 700 kilometrow w miesiac !!

Siema

Doczekalem sie wersji mobilnej mojego bloga. Dotychczas bylo to niemozliwe z powodu prostych wymowek. A mi sie nie chce, zrobie to za pol czy za godzine. W ten sposob odwlekajac wszystko na pozniej pomijalem wpisywac posty na bloga . Twierdzilem,ze zrobie to pozniej. Niedaleka przyszlosc ?

Ona nigdy nie nadchodzi :)

Teraz mam bloga w telefonie, a wiec moja systematycznosc na blogu zwiekszy sie. Dotychczas korzystalem z komputera i zawsze byly jakies wymowki albo odwlec cos na pozniej. Tylko co sprawialo, ze odwlekalem to na pozniej ?

Odpowiedz jest bardzo prosta ale dla niektorych zbyt nieoczywista, a wiec nie do uwierzenia. Na tym blogu nie o tym. Przejdzmy do tego o czym temat mmowi, a wiec do spraw rowerowych. I tutaj na poczatek podam pewna liczbe, ktora dla poczatkujacego cyklisty robi wrazenie i jest pewnym sukcesem.

 700. Tyle zrobilem kilometrow jezdzac odkad mam rower czyli od lipca. W niecaly miesiac zrobilem tyle co przez cale zycie do momentu lipca. Jesli spojrze na to z perspektywy widza to zrobi to wrazenie. To jak jeden miesiac trwalby 19 lat i 10 dni. Szmat czasu.  A co sprawilo, ze osiagnalem ten sukces ? 

Po pierwsze chcialem. Gdyby pomyslec o cieplym lozku i telewizji, luksusy w wakacje. No tak, gdybym tak zrobil to na pewno bym sie z domu nie ruszyl. Nic sie samo nie zrobi, a wiec trzeba checi.

  Po drugie determinacja. Miec swoj cel i o niego dbac. Najwazniejsze jesli cos udowadniasz sobie. Komus nie trzeba udowadniac bo ktos moze z gory zalozyc, ze sie do niczego nie nadajesz i zdania nie zmienic nawet jak zdobedziesz Mont Everest. Takze wazne zeby sobie wszystko udowadniac. A do tego jesli masz cel to wszystko pojdzie wedlug planu. Wazne tez aby po jakims czasie spojrzec lekko w tyl i zadac sobie pytanie. Ile juz osiagnalem ? 

Po trzecie motywacja . Jesli masz cel, masz determinacje to tez trzeba miec plan jak chcesz tego dokonac ? Moim celem bylo osiagniecie 700 km. Nie dawalem sobie ograniczonego czasu. Byl cel , byla determinacja bo udowadnialem cos sobie i byl tez plan. Plan byl taki , ze np zeby przejechac 700 km musze jezdzic 2 razy w tygodniu po 30 , po 50 km. Raz wyszlo tak, ze po drodze machnalem nowy cel aby machnac na raz 110 km czyli zrobic rekord. Udalo sie i tym samym przyblizylem sie do glownego celu i zdobylem drugi. Tak przy okazji.

Mowilem o motywacji. Wiemy dobrze, ze bez niej to jednego dnia pojedziemy zas 5 dnia jak bedzie padalo odpuscimy az zrezygnujemy. W moim przypadku motywacja byly nagrody. Osiagnalem mini cel to w nagrode zjadlem paczke laysow. W taki oto sposob osiagnalem swoj wlasny sukces i cel zdobylem wyznaczajac go sobie samemu.  Gdyby spojrzec wstecz to postepy sa ogromne. Wiem, ze na tym na pewno sie nie skonczy. Ograniczenia sa tylko w nas.

  Oddzielmy ta kwestie jakims innym kolorem :) 

Teraz sprawy podroznicze. Na koncu dam link do nowego filmiku, ktory wyszedl dzisiaj. I tutaj troszke sprawy sie skomplikowaly ale nie chce zdradzac samej tresci tego filmu. 

Przyznam szczerze, ze film mial byc o wiele szybciej. W trase pojechalem we wtorek az tydzien temu. Montowalem film w czwartek bo w sroda pracujaca. No ale czlowiek tez czasem zachoruje. I niestety ta tez stalo sie u mnie. W poniedzialek tego tygodnia bylem juz zdrowy ale jakos nie chcialo mi sie nic z tym robic. Ktos powie, zabraklo ci determinacji . To prawda . Ktos powie zabraklo ci motywacji. To prawda. Ktos powie nie chcialo ci sie. To prawda. Czasem zdarza sie , ze wszystkie elementy zawodza i nie ma nic . Dlaczego ? 

A no bo jak nie zaplanujesz to nic sie nie uda i bedziesz odwlekac.

O samej trasie moge powiedziec, ze nie wyszlo jak chcialem ale moze to i dobrze bo takie sytuacje tez sie zdarzaja i sa pewna proba. Zacznijmy od poczatku. Wyjechalem tym razem o 14. Cel : Wyspa Sobieszewska. 60 km w jedna strone. Po dojechaniu do Gdanska byla godzina 16.40. Pomyslalem sobie : jade na rowerowe kaszuby zobaczyc co to w ogole jest. Zeby tam sie dostac musialem wrocic sie do domu bo to z mojej miejscowosci wyjezdzali. Godzina 17. Jade . Czy zdazylem ? Przekonacie sie we filmie.

  Z drugiej strony trase podsumowuje jako udana. Kilometry zrobione. Cel osiagniety w hakim mniejszym stopniu. I chodz czasem cos nie wyjdzie , jakis wielki krok i zamiast wielkiego danego dnia zrobisz mniejszy to tez jest spoko. I takie tez wnioski wyciagnalem z tej trasy. A wiec czy bylem zadowolony ? i tak i nie ale w wiekszosci tak. Dzisiaj mamy piatek i tez po dluzszej 5 dniowej przerwie bylem w trasie ale o tym w kolejnym poscie. Zapraszam do ogladania filmu :) Link :  http://youtu.be/sYR-XvYgJe4